Patrząc na filmografię Davida E. Kelley'ego można pomyśleć, iż twórca ten nie zna konceptu urlopu. Od końca lat 80. z imponującą regularnością tworzy kolejne seriale (w tym m.in. "Ally McBeal", "Boston Public", "Wielkie kłamstewka" czy "Uznany za niewinnego"), a od kilku lat także miniseriale przeznaczone na różne platformy streamingowe. Najnowszym jest "Margo jest spłukana" zrealizowany dla Apple TV.
Scenariusz został oparty na stosunkowo nowej (bo dwuletniej) książce Rufi Thorpe. Tytułową Margo Millet poznajemy, gdy wdaje się w romans z profesorem ze swojej uczelni. Oparta na seksie relacja kończy się ciążą, a Margo – pomimo swojej trudnej sytuacji finansowej – postanawia zachować dziecko i rodzi synka, Bodhiego. W końcu, motywowana potrzebą zdobycia większej sumy pieniędzy, dziewczyna decyduje się założyć konto na OnlyFans. Tymczasem matka Margo (niegdyś kelnerka w Hooters) przygotowuje się do ślubu z nowym wybrankiem, a ojciec (dawniej popularny wrestler) pojawia się po dłuższym czasie na progu jej mieszkania.
To właśnie rodzina stoi w "Margo jest spłukana" na pierwszym planie. Kelley i jego scenarzyści eksplorują relacje tytułowej bohaterki z jej rodzicami, którzy mają swoje słabości i popełnili niejeden błąd, ale u podstaw kochają swoją córkę i chcą ją wspierać (a przy tym są zmuszeni przepracować własną relację). I dzięki trojgu aktorów wcielających się w te postacie, ich historia naprawdę chwyta za serce. Elle Fanning – nominowana w tym roku do Oscara za rolę w "Wartości sentymentalnej" – jest doskonała jako Margo i bezbłędnie lawiruje między trudnymi emocjami towarzyszącymi jej bohaterce. Czujemy jej zmęczenie, irytację, złość i nadzieję. Chcemy jej kibicować. To przy tym rola wymagająca od aktorki pewnej odwagi ze względu na sceny, w których Margo realizuje materiał do udostępnienia na OF. choćby biorąc pod uwagę, iż treści, które pokazuje bohaterka, nie są szczególnie obrazoburcze, a ukazano je raczej jako pewien rodzaj performensu.
Rodziców dziewczyny grają Michelle Pfeiffer i Nick Offerman. Co ciekawe, Pfeiffer poznała Fanning na planie filmu "Jestem Sam", gdy ta miała zaledwie dwa lata. Po takim czasie jest między nimi świetna chemia; dobrze wypadają zarówno w scenach konfrontacji, jak i bardziej emocjonalnych. I choć Pfeiffer w roli Shyanne nie można niczego zarzucić, to Offerman jest według mnie największą – obok Fanning – gwiazdą tej produkcji. Aktor już choćby w pamiętnym odcinku pierwszego sezonu "The Last of Us" pokazał swoją wrażliwą stronę, a tutaj ma szansę to powtórzyć. Grany przez niego Jinx może ma surową powierzchowność, ale też serce po adekwatnej stronie – do Margo i swojego wnuka podchodzi z czułością podchodząc, a jednocześnie sam walczy z własnymi demonami. Offerman pokazuje to bez fałszywej nuty.
Trudno zresztą wskazać słabe ogniwo w obsadzie. Na drugim planie przewijają się m.in. Michael Angarano (jako Mark, ojciec Bodhiego), Marcia Gay Harden (jako matka Marka), Thaddea Graham (jako Susie, sympatyczna współlokatorka Margo), Greg Kinnear (jako Kenny, nowy partner Shyanne) czy Nicole Kidman w roli prawniczki. To już kolejna kooperacja aktorki z Kelleym i podobnie jak on, Kidman prawdopodobnie wyrzuciła słowo "urlop" ze swojego słownika. Nie oznacza to, iż odbębnia kolejne role bez zaangażowania – w "Margo…" wyraźnie dobrze bawi się na planie i ma dużo pozytywnej energii.
Położenie tak dużego akcentu na relacje rodzinne nie oznacza, iż twórcy nie poświęcili sporo uwagi także wątkowi OnlyFans. W kolejnych odcinkach pojawiają się rozważania nad tym, jak traktuje się kobiety, które zarabiają w ten sposób, a my mamy okazję obserwować, jak na pracę Margo reagują osoby z jej otoczenia i jak jest w związku z nią postrzegana. Czy fakt, iż na utrzymanie swojego dziecka zarabia poprzez pokazywanie ciała obcym osobom z sieci, czyni ją gorszą matką? Czy w ogóle zasługuje na to, by wychowywać dziecko? To jedna z kwestii, które wybrzmiewają w serialu i stanowią istotny element jego fabuły, choć z czasem tworzy się wyraźny podział na osoby, które wspierają Margo, i te, które ją piętnują, a całość schodzi w stronę walki "dobra" ze "złem" (nawet jeżeli pojedyncze jednostki po obu stronach nie są jednowymiarowe).
"Margo jest spłukana" broni się świetnie od strony realizacyjnej. Przyznam, iż jestem fanem montaży z akompaniamentem piosenek, a tutaj miałem tego pod dostatkiem – znalazło się miejsce i dla klasyki muzyki popularnej, i bardziej niszowych utworów, ale każdorazowo sekwencje takie są świetnie zmontowane (z głową wykorzystano slow-motion). Wizualnie to bardzo przyjemny serial, z nasyconymi kolorami i dobrymi zdjęciami.
Po premierze zwiastuna serialu w sieci pojawiły się zarzuty, iż "Margo jest spłukana" wyśmieje trudy macierzyństwa oraz konieczność, by handlować ciałem w internecie. Były to przesadzone reakcje – produkcja z Fanning miewa naprawdę zabawne momenty, ale nie spłyca tematu. Po seansie całego sezonu serial Kelley'ego można zapamiętać jako ciepłą, miejscami dramatyczną i wzruszającą (nawet jeżeli momentami nieco naiwną) historię o miłości między rodzicem i dzieckiem, naprawianiu błędów i otrzymywaniu drugich szans. Z rewelacyjną Fanning na pierwszym planie. Warto sprawdzić.
Scenariusz został oparty na stosunkowo nowej (bo dwuletniej) książce Rufi Thorpe. Tytułową Margo Millet poznajemy, gdy wdaje się w romans z profesorem ze swojej uczelni. Oparta na seksie relacja kończy się ciążą, a Margo – pomimo swojej trudnej sytuacji finansowej – postanawia zachować dziecko i rodzi synka, Bodhiego. W końcu, motywowana potrzebą zdobycia większej sumy pieniędzy, dziewczyna decyduje się założyć konto na OnlyFans. Tymczasem matka Margo (niegdyś kelnerka w Hooters) przygotowuje się do ślubu z nowym wybrankiem, a ojciec (dawniej popularny wrestler) pojawia się po dłuższym czasie na progu jej mieszkania.
To właśnie rodzina stoi w "Margo jest spłukana" na pierwszym planie. Kelley i jego scenarzyści eksplorują relacje tytułowej bohaterki z jej rodzicami, którzy mają swoje słabości i popełnili niejeden błąd, ale u podstaw kochają swoją córkę i chcą ją wspierać (a przy tym są zmuszeni przepracować własną relację). I dzięki trojgu aktorów wcielających się w te postacie, ich historia naprawdę chwyta za serce. Elle Fanning – nominowana w tym roku do Oscara za rolę w "Wartości sentymentalnej" – jest doskonała jako Margo i bezbłędnie lawiruje między trudnymi emocjami towarzyszącymi jej bohaterce. Czujemy jej zmęczenie, irytację, złość i nadzieję. Chcemy jej kibicować. To przy tym rola wymagająca od aktorki pewnej odwagi ze względu na sceny, w których Margo realizuje materiał do udostępnienia na OF. choćby biorąc pod uwagę, iż treści, które pokazuje bohaterka, nie są szczególnie obrazoburcze, a ukazano je raczej jako pewien rodzaj performensu.
Rodziców dziewczyny grają Michelle Pfeiffer i Nick Offerman. Co ciekawe, Pfeiffer poznała Fanning na planie filmu "Jestem Sam", gdy ta miała zaledwie dwa lata. Po takim czasie jest między nimi świetna chemia; dobrze wypadają zarówno w scenach konfrontacji, jak i bardziej emocjonalnych. I choć Pfeiffer w roli Shyanne nie można niczego zarzucić, to Offerman jest według mnie największą – obok Fanning – gwiazdą tej produkcji. Aktor już choćby w pamiętnym odcinku pierwszego sezonu "The Last of Us" pokazał swoją wrażliwą stronę, a tutaj ma szansę to powtórzyć. Grany przez niego Jinx może ma surową powierzchowność, ale też serce po adekwatnej stronie – do Margo i swojego wnuka podchodzi z czułością podchodząc, a jednocześnie sam walczy z własnymi demonami. Offerman pokazuje to bez fałszywej nuty.
Trudno zresztą wskazać słabe ogniwo w obsadzie. Na drugim planie przewijają się m.in. Michael Angarano (jako Mark, ojciec Bodhiego), Marcia Gay Harden (jako matka Marka), Thaddea Graham (jako Susie, sympatyczna współlokatorka Margo), Greg Kinnear (jako Kenny, nowy partner Shyanne) czy Nicole Kidman w roli prawniczki. To już kolejna kooperacja aktorki z Kelleym i podobnie jak on, Kidman prawdopodobnie wyrzuciła słowo "urlop" ze swojego słownika. Nie oznacza to, iż odbębnia kolejne role bez zaangażowania – w "Margo…" wyraźnie dobrze bawi się na planie i ma dużo pozytywnej energii.
Położenie tak dużego akcentu na relacje rodzinne nie oznacza, iż twórcy nie poświęcili sporo uwagi także wątkowi OnlyFans. W kolejnych odcinkach pojawiają się rozważania nad tym, jak traktuje się kobiety, które zarabiają w ten sposób, a my mamy okazję obserwować, jak na pracę Margo reagują osoby z jej otoczenia i jak jest w związku z nią postrzegana. Czy fakt, iż na utrzymanie swojego dziecka zarabia poprzez pokazywanie ciała obcym osobom z sieci, czyni ją gorszą matką? Czy w ogóle zasługuje na to, by wychowywać dziecko? To jedna z kwestii, które wybrzmiewają w serialu i stanowią istotny element jego fabuły, choć z czasem tworzy się wyraźny podział na osoby, które wspierają Margo, i te, które ją piętnują, a całość schodzi w stronę walki "dobra" ze "złem" (nawet jeżeli pojedyncze jednostki po obu stronach nie są jednowymiarowe).
"Margo jest spłukana" broni się świetnie od strony realizacyjnej. Przyznam, iż jestem fanem montaży z akompaniamentem piosenek, a tutaj miałem tego pod dostatkiem – znalazło się miejsce i dla klasyki muzyki popularnej, i bardziej niszowych utworów, ale każdorazowo sekwencje takie są świetnie zmontowane (z głową wykorzystano slow-motion). Wizualnie to bardzo przyjemny serial, z nasyconymi kolorami i dobrymi zdjęciami.
Po premierze zwiastuna serialu w sieci pojawiły się zarzuty, iż "Margo jest spłukana" wyśmieje trudy macierzyństwa oraz konieczność, by handlować ciałem w internecie. Były to przesadzone reakcje – produkcja z Fanning miewa naprawdę zabawne momenty, ale nie spłyca tematu. Po seansie całego sezonu serial Kelley'ego można zapamiętać jako ciepłą, miejscami dramatyczną i wzruszającą (nawet jeżeli momentami nieco naiwną) historię o miłości między rodzicem i dzieckiem, naprawianiu błędów i otrzymywaniu drugich szans. Z rewelacyjną Fanning na pierwszym planie. Warto sprawdzić.















