Jeszcze długo nie mogłam spokojnie usiąść i o tym wszystkim napisać, ale dziś potrzebuję wrócić do tego dnia jak do początku własnej opowieści, tego, co się liczy naprawdę. Był lipiec, ciepły, lekko leniwy wieczór na wsi pod Piasecznem, powietrze pachniało skoszoną trawą z sąsiedniego ogrodu, a ja wracałam z grządek z naręczem kalarepy zawiniętym w […]