17 grudnia 2025, wtorek
Rozstałam się z Markiem, a on teraz promienieje szczęściem. Udowadnia, iż to ja go ograniczałam i nie pozwalałam mu prowadzić normalnego życia. Nigdy nie zranił mnie tak jak mój były mąż.
Ostatnie trzy miesiące minęły bez kontaktu. Ostatni raz widziałam go, gdy przywoziłam naszą córkę Łucidę na weekend do jego mieszkania w Krakowie. To już dwanaście tygodni, a on zupełnie się zmienił.
Przez lata nalegałam, żeby schudł, ale on nie słuchał jadł chipsy, słodkie napoje gazowane i tylko siedział w domu. Nie dało się go namówić na spacer ani na siłownię. Teraz ma w małym pokoju rozłożoną matę do ćwiczeń, nową fryzurę i schludny strój, choć nie wyglądało, by miał kogoś, kto się nim opiekuje. Kiedyś nie potrafił choćby włożyć prania do pralki, a nagle potrafi wszystko zrobić sam.
Rozmawialiśmy
Miałam już dość słuchania jego wymówek. Twierdził, iż przez lata w małżeństwie go poniżałem, iż jestem idiotką, a teraz już nie jest, a ja i Łucja nie wchodzimy w jego plany. Znalazł nową partnerkę, jest z nią naprawdę szczęśliwy i poświęca się pracy nad ciałem, charakterem i zarobkami. To uderzyło mnie najbardziej. Nie podniósł ani palca dla mnie, ani dla córki, a jednocześnie tak bardzo zmienił się dla niej.
Mówi się, iż trzeba dawać tyle, ile chce się otrzymać, ale Marek nigdy nie potrafił odwdzięczyć się tym samym. Kochałam go, szanowałam, czasem tylko doradzałam, bo nie uważał, iż coś trzeba zmieniać. Nie dostałam od niego niczego w zamian
Po rozstaniu wciąż liczył się tylko on sam, a nie nasza córka, którą tak długo nie widział. Gdybym mogła choć na chwilę spojrzeć na świat jego oczami, położyć serce na jego miejscu i otrzymać to, czego zawsze od niego żądałam, może wszystko byłoby inne. Ale kto wie












