Oddałem swoje nazwisko jej dzieciom. Teraz muszę płacić alimenty, a ona szczęśliwie mieszka z ich bi…

newsempire24.com 1 dzień temu

Oddałem swoje nazwisko jej dzieciom. Teraz jestem zobowiązany utrzymywać je, podczas gdy ona żyje szczęśliwie z ich biologicznym ojcem.

Pozwólcie, iż opowiem, jak zmieniłem się z fajnego wujka w oficjalny bankomat dla dwójki dzieci, które piszą do mnie tylko wtedy, gdy potrzebują pieniędzy na kino, ale na Wigilię zapominają złożyć życzenia.

Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Poznałem Zofię niesamowitą kobietę, po rozwodzie, z dwójką dzieci w wieku 8 i 10 lat. Zakochałem się jak dzieciak. Byłem kompletnie zamroczony. Ona wciąż powtarzała:
Dzieci cię uwielbiają!
I ja, jak totalny naiwniak, jej wierzyłem. Oczywiście, iż mnie lubiły co tydzień zabierałem je do parku rozrywki lub do ZOO.

Pewnego dnia, przy stole, gdy rozmowy zamieniają się w słowa o wadze młota, Zofia mówi:
Smutno mi, iż dzieci nie mają nazwiska taty. On nigdy ich nie uznał.

I ja, w najbłyskotliwszym momencie życia (tak, to ironia), rzucam:
Mogę je adoptować. I tak traktuję je jak swoje.

Znacie ten moment z filmów, gdy czas się zatrzymuje, a lektor mówi: Wtedy właśnie wiedziałem, iż to skończy się katastrofą?

U mnie nie było żadnego głosu. A powinien być.

Zofia rozszlochała się z radości. Dzieci się przytuliły. Poczułem się jak bohater. Głupi, ale bohater.

Przeszliśmy wszystko: prawników, urzędy, sąd. Dzieci oficjalnie stały się Sebastianem Maliszewskim i Kingą Maliszewską z MOIM nazwiskiem.
Byłem szczęśliwy. Zofia była szczęśliwa. Zrobiliśmy choćby małą rodzinną uroczystość z tortem.

Sześć miesięcy później. SZEŚĆ.

Zofia mówi:
Musimy pogadać. Nie mam pojęcia jak to powiedzieć, ale Tomek wrócił.

Który Tomek? pytam, choć już wiedziałem.
Ojciec dzieci. Zmienił się. Dojrzał. Chce, żebyśmy znowu byli rodziną.

Zaniemówiłem. Dosłownie.

I co zamierzasz?
Dam mu szansę. Ze względu na dzieci, rozumiesz?

Rozumiałem. Zrozumiałem wszystko, jakby ktoś podświetlił mi wyjście neonem.

Zofia, PRZECIEŻ JE ADOPTOWAŁEM. Prawnie jestem ich ojcem.
Tak, tak to potem ogarniemy. Teraz najważniejsze, żeby miały ojca.

Potem ogarniemy.
Jakby chodziło o rachunek za prąd.

Poszedłem do mojego adwokata. Facet prawie się zakrztusił kawą.
Podpisałeś pełną adopcję?
Tak.
To jesteś ich ojcem. Ze wszystkim: alimenty, szkoła, lekarze. Pełny pakiet.
Ale ja już nie jestem z ich matką
To nie ma znaczenia. Jesteś ojcem. Tak działa prawo.

No i mam za swoje płacę co miesiąc alimenty Zofii, która teraz żyje szczęśliwie z Tomkiem w MOIM mieszkaniu. Bo dzieci potrzebują stabilności i nie powinni się przeprowadzać.

MOJE mieszkanie. Kupione przeze mnie. Ale to ja się wyprowadziłem, bo dla dzieci byłoby to zbyt traumatyczne.

Najbardziej absurdalne?
Tomek tata-widmo, który latami nie wydał złotówki teraz regularnie zabiera je na lody, piłkę, jest bohaterem rodziny.
A ja dostaję co miesiąc maila od prawnika:
Przelew alimentacyjny: 2200 zł
Z jakąś smutną minką. To nie pomaga.

W zeszłym miesiącu Sebastian do mnie pisze:
Hej, możesz przelać trochę więcej? Chciałbym nowe buty na WF.
To Tomek Ci nie kupi?
On mówi, iż Ty jesteś moim prawnym tatą. On jest tylko tatą z serca.

Tata z serca.
Wygodne. Ja jestem tatą z konta bankowego.

Adopcja praktycznie nie może być cofnięta. Dla sądu będę tym złym, który chce zrezygnować z dzieci.

Znajomi już mi choćby nie współczują.
Stary, kiedy pomyślałeś, iż to super pomysł?
Byłem zakochany.
Zakochanie nie wyłącza rozumu.

No właśnie.

Jak widzę parę z cudzymi dziećmi, mam ochotę krzyczeć:
NIE PODPISUJ! BĄDŹ WUJKIEM, CHŁOPAKIEM, OBOJĘTNIE BYLE NIE PODPISUJ!

Mama powiedziała tylko:
Miłość zrobiła z ciebie głupka
i przytuliła mnie tak, iż aż ciężko było oddychać.

Wczoraj znowu:
Nadzwyczajny wydatek: wyprawka szkolna 600 zł
Nadzwyczajny jakby szkoła nie była coroczna.

A Zofia wrzuca zdjęcia szczęśliwej rodziny.
Dzieci z MOIM nazwiskiem przy facecie, który kiedyś ich zostawił.

Kulminacja?
Kinga (lat 10, tak, ma Instagrama…) w opisie profilu:
Córka Zofii i Tomka

Moje nazwisko? Nie istnieje.
Jestem anonimowym sponsorem ich życia.

Siedzę teraz sam, z 2200 złotych mniej miesięcznie, z dwójką dzieci, które kontaktują się tylko w sprawie kasy i świadomością, iż z miłości zrobiłem największą głupotę w życiu.

Jedyny plus, iż jak ktoś pyta, czy mam dzieci, mogę powiedzieć tak i opowiedzieć tę historię przy stole. Wszyscy się śmieją.
Ja tylko w środku płaczę.

A wy? Podpisaliście coś z miłości, co potem kosztowało krocie czy może tylko ja byłem tak genialny, by oddać nazwisko i rachunek bankowy w jednym gratisie?

Idź do oryginalnego materiału