Oddałem swoje nazwisko jej dzieciom. Teraz jestem zobowiązany utrzymywać je, podczas gdy ona w najlepsze żyje z ich biologicznym ojcem.
Opowiem wam dzisiaj, jak z wesołego wujka stałem się oficjalnym bankomatem dla dwójki dzieci, które kontaktują się ze mną tylko wtedy, gdy potrzebują pieniędzy na kino, a na Boże Narodzenie całkowicie mnie ignorują.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Poznałem Żanetę niezwykłą kobietę, po rozwodzie, z dwójką dzieci w wieku 8 i 10 lat. Zakochałem się po uszy. Zupełnie oślepiony. Ciągle słyszałem od niej:
Dzieci cię tak bardzo kochają!
A ja, jak prawdziwy naiwniak, wierzyłem jej. Jasne, iż mnie kochały zabierałem je co sobotę i niedzielę do parku rozrywki albo do kina.
Pewnego dnia, podczas jednej z tych rozmów, w których ludzie mówią rzeczy, których powinni potem żałować, Żaneta powiedziała:
Tak mi smutno, iż dzieci nie mają nazwiska po ojcu. On nigdy ich oficjalnie nie uznał.
A ja, w najbardziej błyskotliwym momencie mojego życia (oczywiście ironizuję), odpowiedziałem:
Może… mogę je przysposobić. I tak są dla mnie jak własne.
Zawsze są w filmach takie chwile, gdy czas się zatrzymuje, a głos zza kadru mówi: Wtedy właśnie zrozumiał, iż to się źle skończy. U mnie takiego głosu nie było. A powinien.
Żaneta wybuchnęła płaczem ze szczęścia. Dzieci rzuciły mi się na szyję. Poczułem się jak bohater. Głupi bohater, ale bohater.
Przeszliśmy przez wszystko kancelarie, notariuszy, sądy. Dzieci oficjalnie zyskały moje nazwisko Stały się Wiktor Masłowski i Lidia Masłowska.
Byłem szczęśliwy. Żaneta była szczęśliwa. choćby skromny rodzinny obiad zorganizowaliśmy, z tortem.
Sześć miesięcy później. SZEŚĆ.
Żaneta mówi mi:
Musimy porozmawiać… Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale… Wojtek wrócił.
Jaki Wojtek? zapytałem, choć już wiedziałem.
Biologiczny ojciec dzieci. Zmienił się. Dojrzał. Chce odzyskać rodzinę.
Zaniemówiłem. Dosłownie.
I co zrobisz?
Dam mu szansę. Dla dzieci, rozumiesz?
Oczywiście, iż rozumiałem. Tak wyraźnie, jakby ktoś świecił mi w oczy neonym z napisem wyjście.
Żaneta, ja je PRZYSPOSOBIŁEM. One są według prawa moimi dziećmi!
Tak, tak… to się potem załatwi. Najważniejsze jest teraz, żeby dzieci znów miały ojca.
Potem się załatwi. Jakby to była rachunek za prąd.
Poszedłem do mojego adwokata. Facet prawie się zakrztusił kawą.
Podpisał pan pełne przysposobienie?
Tak.
To teraz pan jest ich ojcem. Ze wszystkimi obowiązkami: alimenty, szkoła, zdrowie. Wszystko.
Ale nie jestem już z ich matką…
To nie ma znaczenia. Jest pan ojcem według prawa.
I tak oto dziś płacę alimenty Żanecie, która beztrosko mieszka z Wojtkiem w MOIM mieszkaniu. Bo dzieci potrzebują stabilności i nie powinny się przeprowadzać.
Moje mieszkanie. Opłacone przeze mnie. A ja się wyniosłem, bo za duży stres dla dzieci.
Najbardziej absurdalne?
Wojtek ojciec-widmo, który przez lata nie zainwestował choćby grosza dzisiaj zabiera je do parku, na mecz i jest dla wszystkich familijnym bohaterem.
A do mnie co miesiąc przychodzi mail od adwokata:
Przelane alimenty: 2100 zł
Z płaczącą buźką. kilka to pomaga.
W zeszłym miesiącu Wiktor napisał do mnie:
Cześć, mógłbyś mi przelać trochę więcej? Chciałbym nowe adidasy.
A Wojtek nie może ci ich kupić?
Powiedział, iż ty jesteś moim prawnym tatą. On jest tylko tatą z serca.
Tata z serca.
Wygodnie. Ja zostałem tatą z przelewem.
Przysposobienie praktycznie nie może zostać cofnięte. Sąd i tak by mnie uznał za złola, który porzuca dzieci.
Moi przyjaciele już mnie nie żałują.
Stary, w którym momencie uznałeś, iż to był dobry pomysł?
Byłem zakochany.
Zakochanie nie powinno całkiem odłączać rozumu.
Miał rację.
Teraz, gdy widzę faceta, który spotyka się z kobietą z cudzymi dziećmi, mam ochotę krzyczeć:
NIE PODPISUJ! Możesz być kumplem, wujkiem, kimkolwiek BŁAGAM, NIE PODPISUJ!
Moja mama tylko powiedziała:
Z miłości zgłupiałeś,
i przytuliła mnie tak mocno, iż aż bardziej bolało.
Wczoraj znowu:
Nadzwyczajne wydatki: przybory szkolne 400 zł
Nadzwyczajne. Jakby szkoła się nie powtarzała co roku.
A Żaneta wrzuca zdjęcia szczęśliwej rodziny.
Dzieci z MOIM nazwiskiem przy mężczyźnie, który je porzucił.
Kulminacja?
Lidia (10 lat, tak, ma Instagram) napisała w bio:
Córka Żanety i Wojtka
Moje nazwisko? Ani śladu.
Zostałem anonimowym sponsorem ich życia.
Oto jestem sam, z 2100 zł mniej co miesiąc, z dwojgiem dzieci, które kontaktują się tylko w sprawie pieniędzy, ze świadomością, iż największą głupotą w moim życiu była miłość.
Jedyny plus? Jak ktoś mnie pyta czy mam dzieci, mogę odpowiedzieć tak i opowiedzieć tę historię przy stole. Wszyscy się śmieją.
A ja płaczę tylko w środku.
A wy? Czy podpisaliście kiedyś coś z miłości, co potem okazało się najdroższą decyzją życia?… Czy tylko ja jeden jestem takim geniuszem, który podarował nazwisko i konto bankowe w promocyjnym pakiecie?












