Od rywali do kochanków. Mówią, iż to arcydzieło, ale ja tak nie uważam

swiatseriali.interia.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Nie ma w tej chwili bardziej popularnego serialu. O "Gorącej rywalizacji" mówi się od tygodni i wreszcie można ją oglądać także w Europie. Niezwykle wysoko oceniana produkcja i potężny hype nabudowany wokół aktorów, wcielających się w głównych bohaterów. Sprawdziliśmy, czy to naprawdę tak dobry serial, jak mówią.


Określenie "światowy fenomen" w przypadku "Gorącej rywalizacji" ("Heated Rivalry") wydaje się wręcz niewystarczające. Wokół tego serialu jest naprawdę gorąco, dokładnie tak, jak zapowiada polski tytuł. Widzowie na całym świecie popadli w niemal obsesyjną fascynację historią romansu dwóch hokeistów, a aktorzy wcielający się w główne role w ekspresowym tempie stali się jednym z najczęściej komentowanych duetów ostatnich lat.
"Gorąca rywalizacja" błyskawicznie zdobyła ogromną popularność i uznanie krytyków, w krótkim czasie wyrastając na jeden z najchętniej oglądanych tytułów ostatnich tygodni. Jeszcze przed zakończeniem emisji pierwszego sezonu serial został przedłużony na kolejny, a media zgodnie okrzyknęły go globalną sensacją i przełomowym hitem. Na Rotten Tomatoes produkcja może pochwalić się imponującym wynikiem 96% pozytywnych recenzji od krytyków oraz 88% od widzów.Reklama


Przez pewien czas serial pozostawał niedostępny dla europejskiej publiczności, co tylko podsycało zainteresowanie. Ostatnio jednak sytuacja uległa zmianie. Pod wpływem nacisku widzów HBO Max zapowiedziało oficjalną premierę w Europie. Na platformie można już obejrzeć pierwszy odcinek, a kolejne trafiają do biblioteki co tydzień. Ja miałam okazję zobaczyć całość i sprawdzić, czy entuzjastyczne opinie rzeczywiście znajdują odzwierciedlenie w jakości.

"Gorąca rywalizacja": w bezlitosnym świecie męskiego sportu


Kanadyjski serial opowiada historię dwóch rywalizujących ze sobą profesjonalnych hokeistów. Shane Hollander (Hudson Williams), charyzmatyczny kapitan drużyny Montreal Metros, oraz Ilya Rozanov (Connor Storrie), utalentowany i bezkompromisowy gwiazdor Boston Raiders, przez lata spotykają się wyłącznie jako przeciwnicy na lodzie. Z czasem jednak ich intensywna rywalizacja zaczyna przeradzać się w skomplikowaną relację miłosną, którą obaj starają się ukryć przed światem. Istotnym dopełnieniem historii jest wątek Scotta Huntera (François Arnaud), zawodnika, który od lat ukrywa swoją orientację w bezlitosnym, zdominowanym przez heteronormatywne wzorce środowisku sportowców.


Warto dodać, iż "Gorąca rywalizacja" nie rozgrywa się w realiach współczesnego sportu, w którym coraz częściej dochodzi do publicznych coming-outów. Fabułę osadzono na przestrzeni około dziewięciu lat, mniej więcej od połowy lat 2010. Obserwujemy Shane’a i Ilyę od momentu, gdy są młodymi, wschodzącymi gwiazdami ligi NHL, aż po etap ogromnych sukcesów i ogromnej medialnej rozpoznawalności.
Muszę przyznać, iż z trudem przebrnęłam przez pierwsze dwa odcinki. Po przeczytaniu entuzjastycznych recenzji liczyłam, iż historia Shane’a i Ilyi natychmiastowo trafi w moją wrażliwość. Niestety w pierwszych epizodach za wiele fabuły nie ma, są za to gorące sceny zbliżeń i słownych przepychanek między bohaterami. Choć chemii między aktorami odmówić nie można, narracyjnie serial długo nie potrafi znaleźć adekwatnego rytmu.
Na szczęście trzeci odcinek nieco podnosi poziom. To właśnie wtedy na pierwszy plan wysuwa się historia Scotta Huntera, która od razu zaskarbiła sobie moją sympatię. Doświadczony hokeista przez lata konsekwentnie ukrywał swoją orientację, wybierając samotność jako bezpieczną strategię na przetrwanie. Wszystko zmienia się w momencie, gdy poznaje uroczego baristę. Dzięki tej relacji rodzi się w nim przerażające z początku pragnienie ujawnienia prawdy.
W kolejnych odcinkach Scott przechodzi autentyczną, wiarygodnie poprowadzoną przemianę, a ładunek emocjonalny jego wątku okazuje się niemal perfekcyjnie wyważony. To właśnie na sceny z jego udziałem czekałam najbardziej. Paradoksalnie to jego subtelna, pełna napięcia historia przyćmiewa gorący romans głównych bohaterów, nadając serialowi głębię, której początkowo tak bardzo mu brakowało. Myślę, iż to efekt spowodowany powtarzalnością w wątku Shane'a i Ilii. Ciągle rozchodzą się i schodzą. Ich relacja oparta jest na ciągłym przekomarzaniu się. Przez większość sezonu nie potrafiłam powiedzieć, za co Shane adekwatnie tak bardzo kocha Ilię.



"Gorąca rywalizacja" nie roztopiła mojego serca


Oczywiście, w kolejnych odcinkach wątek Shane’a i Ilyi nabiera głębszego, poważniejszego wymiaru. Serial nie boi się poruszać kwestii rzadko obecnych w mainstreamowej telewizji. Przede wszystkim tematu orientacji seksualnej w świecie zawodowego sportu, który wciąż pozostaje dla wielu tabu. Równolegle pojawia się przestrzeń do eksploracji granicy relacji męsko-męskich, w tym intymnych aspektów życia bohaterów. Dla wielu widzów może to być pierwsze zetknięcie z tak otwartą, nieskrępowaną rozmową na te tematy.
"Gorąca rywalizacja" faktycznie bywa gorąca, ale nie na tyle, by roztopić moje serce. To dobry serial, który warto zobaczyć, ale niestety nie podpisuję się pod wychwalaniem go pod niebiosa i nazywaniem "arcydziełem". Do tego jeszcze sporo mu brakuje, przede wszystkim pod względem scenariusza.
Czytaj więcej: Szalona satyra to projekt życia znanej aktorki. W pogoni za sukcesem
Idź do oryginalnego materiału