Jeśli naprawdę szanuje się przyrodę, nie zatrzymuje się tej relacji dla siebie, ale przekazuje się ją dalej, najczęściej najmłodszym. I właśnie w tym miejscu pojawia się „Sarenka Milusia poznaje las” Anny Andrzejczyk, książeczka dla dzieci, która nie tyle opowiada o naturze, co pomaga ją poczuć.
To nie jest kolejna „ładna bajeczka do poduszki”. To opowieść, która pod płaszczykiem prostoty, robi coś znacznie ważniejszego: uczy dziecko patrzeć na świat z czułością. I robi to bez moralizowania, bez nachalnych pouczeń. Po prostu pokazuje.

Milusia nie jest bohaterką z plakatu. Jest bliska, trochę nieporadna, interesująca świata – dokładnie taka, jak dzieci, do których książka jest adresowana. Dzięki temu najmłodsi nie tylko ją obserwują, ale utożsamiają się z nią, a to otwiera drzwi do czegoś znacznie głębszego niż sama fabuła.
Autorka bardzo sprytnie łączy dwa porządki: bajkę, która wciąga emocjonalnie i wiedzę, która zostaje na dłużej. Sekcje „Czy wiesz, że…?” nie są dodatkiem na siłę, one domykają historię i przekładają ją na konkret: jak zachowywać się w lesie, dlaczego cisza ma znaczenie, jak nasze działania wpływają na zwierzęta. Krótko mówiąc: dziecko nie tylko czuje, ale zaczyna też rozumieć.
I tu dochodzimy do sedna. Nawyki nie powstają na wykładach. Powstają z emocji. jeżeli dziecko pokocha Milusię, to: nie będzie hałasować w lesie, niszczyć bezrefleksyjnie przyrody i zacznie widzieć w niej coś żywego, a nie dekorację.

To jest kapitał na lata. Wrażliwości nie da się „dołożyć” w wieku nastoletnim, ale trzeba ją zaszczepić wcześnie. Ta książka dokładnie to robi. Najlepszy dowód? Dzieci same piszą po niej swoje recenzje. A dzieci nie udają zachwytu – jeżeli coś je porusza, to znaczy, iż trafiło w punkt.
Nie ma sensu oczekiwać, iż dziecko będzie szanować świat, którego wcześniej nie zdążyło polubić. Tego nie załatwi ani szkoła, ani zakazy, ani dobre rady rzucone mimochodem. To buduje się wcześniej — przy wspólnym czytaniu, rozmowie i emocji.
Jeśli więc zależy nam, żeby kolejne pokolenie nie traktowało przyrody jak tła do zdjęć, tylko jak coś wartościowego — trzeba zacząć od prostych rzeczy.
Od takich historii jak ta.
Jolanta Czudak






