Ochroniarze Diany prosili o wsparcie przed wypadkiem. Ich słowa wróciły po latach

zycie.news 19 minut temu
Zdjęcie: księżna Diana, screen YT księżna Diana, screen YT


Po latach uwagę ponownie zwróciły zeznania osób odpowiadających wówczas za bezpieczeństwo księżnej i Dodiego Al-Fayeda. Ochroniarze mieli wcześniej sygnalizować, iż dwuosobowy zespół nie wystarcza, ale dodatkowe wsparcie nie zostało przydzielone.

Ostatni wieczór księżnej Diany w Paryżu

Księżna Diana i Dodi Al-Fayed przybyli do Paryża 30 sierpnia 1997 roku po pobycie na Sardynii. Zatrzymali się w hotelu Ritz należącym wówczas do Mohameda Al-Fayeda, ojca Dodiego. Ich obecność błyskawicznie przyciągnęła fotoreporterów, którzy śledzili każdy ruch pary.

Plany tego wieczoru kilkukrotnie się zmieniały. Diana i Dodi początkowo chcieli zjeść kolację poza hotelem, jednak zainteresowanie paparazzich sprawiło, iż wrócili do apartamentu w Ritzu. Później zdecydowali się pojechać do innej posiadłości w Paryżu.

Przygotowano plan wyjazdu tylnym wyjściem. Samochody opuszczające główną część hotelu miały odwrócić uwagę fotografów, natomiast Diana i Dodi wsiedli do mercedesa prowadzonego przez Henriego Paula. Towarzyszył im ochroniarz Trevor Rees-Jones.

Fotoreporterzy gwałtownie zorientowali się, którym samochodem podróżuje para. Mercedes ruszył ulicami Paryża, a następnie wjechał do tunelu przy moście Alma. Tam samochód uderzył w jeden z filarów. Dodi Al-Fayed i kierowca zginęli na miejscu, księżna Diana została przewieziona do szpitala, gdzie nad ranem stwierdzono jej zgon. Jedyną osobą, która przeżyła wypadek, był Trevor Rees-Jones.

Ochroniarze prosili o dodatkowych ludzi

Szczególne zainteresowanie wzbudziły późniejsze zeznania Kierana „Kesa” Wingfielda, drugiego z ochroniarzy opiekujących się parą podczas jej wakacyjnej podróży. Jak przypomina Fakt, Wingfield miał uznać, iż dwóch ludzi nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej ochrony w sytuacji tak dużego zainteresowania mediów.

Podczas brytyjskiego dochodzenia ochroniarz zeznał, iż jeszcze przed wyjazdem zwrócił się do Mohameda Al-Fayeda w sprawie liczebności zespołu. Według relacji przytoczonej przez „The Guardian” sugerował, iż potrzebnych jest więcej pracowników, ale usłyszał, iż podróż ma być krótka i dyskretna.

Sytuacja gwałtownie okazała się znacznie trudniejsza. Paparazzi podążali za Dianą i Dodim zarówno podczas wypoczynku, jak i później w Paryżu. Dwaj ochroniarze mieli pracować choćby po 18 godzin na dobę. Potrzebowali dodatkowych osób między innymi do wcześniejszego sprawdzania miejsc, organizowania przejazdów i zapewnienia sobie koniecznego odpoczynku.

Wingfield utrzymywał również, iż zespół ochrony nie zawsze otrzymywał z odpowiednim wyprzedzeniem informacje o kolejnych planach Dodiego. W efekcie decyzje zapadały w ostatniej chwili, a ochroniarze musieli reagować bez wystarczającego czasu w przygotowanie bezpiecznego przejazdu.

Kontrowersyjny plan opuszczenia hotelu Ritz

Jedną z najważniejszych decyzji tamtej nocy było zastosowanie samochodów mających zmylić fotoreporterów. Diana i Dodi opuścili hotel innym wyjściem, bez dodatkowego auta zabezpieczającego. Kierowcą został Henri Paul, pracownik ochrony hotelu Ritz, który wcześniej zakończył służbę i został ponownie wezwany do hotelu.

Wingfield zeznał później, iż plan miał zostać zaakceptowany przez Mohameda Al-Fayeda. Ochroniarz przekonywał, iż kiedy powoływano się na decyzję właściciela hotelu, dalsze zgłaszanie zastrzeżeń stawało się w praktyce niemożliwe.

Były osobisty ochroniarz księżnej, Ken Wharfe, po latach oceniał, iż profesjonalny zespół zajmujący się bezpieczeństwem członków rodziny królewskiej nie zgodziłby się na taki sposób wyjazdu. Była to jednak jego późniejsza opinia, a nie rozstrzygnięcie oficjalnego dochodzenia.

Co oficjalnie ustalono w sprawie wypadku Diany?

Zeznania dotyczące braków kadrowych pokazały, jak chaotyczne były przygotowania do ostatniego przejazdu. Nie ustalono jednak, iż odmowa przydzielenia dodatkowych ochroniarzy była bezpośrednią przyczyną wypadku. Nie można też z całą pewnością stwierdzić, jak potoczyłyby się wydarzenia, gdyby zespół był liczniejszy.

Brytyjska ława przysięgłych w 2008 roku uznała, iż do wypadku doprowadziła rażąco niebezpieczna jazda Henriego Paula oraz ścigających mercedesa paparazzich. Jako czynniki mające wpływ na finał wskazano również alkohol ograniczający zdolność kierowcy do oceny sytuacji oraz niezapięcie pasów bezpieczeństwa przez Dianę i Dodiego. Wcześniejsze policyjne dochodzenie Operation Paget nie znalazło dowodów potwierdzających teorie o zorganizowanym zamachu.

Relacje ochroniarzy nie zmieniają zatem oficjalnych ustaleń, ale odsłaniają problemy organizacyjne poprzedzające wyjazd z hotelu. Zbyt mały zespół, wielogodzinne zmiany, presja paparazzich i decyzje podejmowane w ostatniej chwili stworzyły sytuację, w której margines bezpieczeństwa był wyjątkowo niewielki.

Pytanie, które wraca po latach

Kieran Wingfield sugerował, iż przy większej liczbie pracowników ochrony przygotowania mogły wyglądać inaczej. Dodatkowi ludzie mogliby wcześniej sprawdzić trasę, zapewnić zapasowy samochód, lepiej kontrolować wyjazd i pozwolić zmęczonym ochroniarzom odpocząć. Pozostaje to jednak scenariuszem, którego nie sposób zweryfikować.

Pewne jest natomiast, iż prośby o wzmocnienie zespołu pojawiały się jeszcze przed ostatnią podróżą. Nie zostały spełnione, a dwaj ochroniarze musieli radzić sobie z presją, która rosła z każdym dniem. Właśnie dlatego ich zeznania do dziś należą do najbardziej przejmujących elementów opowieści o ostatniej nocy księżnej Diany.

Idź do oryginalnego materiału