Obsesja – recenzja filmu. Zakochani są wspaniali

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Chociaż w tym roku dostaliśmy już przynajmniej jeden bardzo dobry horror, to sezon zaczął się rozkręcać właśnie teraz, w maju. Nim dotrą do nas Hokum i Backrooms. Bez wyjścia, do kin zawitała Obsesja. Pełnometrażowy debiut Curry’ego Barkera opowiada o jednym niewinnym życzeniu i jego krwawych konsekwencjach.

Gdy ujawniony został główny zamysł całej historii, można było pomyśleć, iż wszyscy wiemy, jak to się potoczy. Główny bohater zażyczy sobie, aby jego bliska przyjaciółka się w nim zakochała. Początkowo jego życie będzie się wydawało spełnieniem marzeń u boku upragnionej miłości. Z każdą kolejną sceną, będzie ono przerywane coraz bardziej niepokojącymi epizodami. Na koniec wszystko rozstrzygnie się w klasycznym horrorowym finale, gdzie bohaterowie pokonują złe moce. Cóż, przynajmniej mógłby to być jeden ze scenariuszy, gdyby film miał wylądować na premierę w bibliotece Netfliksa. Z drugiej strony miałem z tyłu głowy fakt, iż Curry Barker to nietuzinkowy twórca z autorskim podejściem do horroru. Liczyłem na to, iż Obsesja będzie czymś dużo ciekawszym. Na szczęście, prawdą okazało się tylko pierwsze zdanie zmyślonego przeze mnie przebiegu akcji. A przynajmniej poniekąd.

Zobacz również: Mortal Kombat 2 – recenzja filmu. Fatalny turniej

Bear i Nikki pracują z dwójką innych znajomych w sklepie muzycznym. Młody chłopak od dawna podkochuje się w swojej współpracowniczce. Chociaż z pomocą przyjaciela pracuje nad poderwaniem dziewczyny, to przeszkodą jest jego nieśmiałość. Gdy w końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, na jego drodze pojawia się pewna pokusa. Wierzbowa wróżba, która obiecuje spełnić jedno i tylko jedno życzenie każdego, kto ją przełamie. Zakochany Bear życzy sobie, aby Nikki pokochała go najbardziej na świecie. Nieodpowiedni dobór słów? Prawda kryjąca się za magicznym przedmiotem, która z biegiem filmu wydaje się coraz bardziej przerażająca? A być może oba te elementy rozpoczynają bieg wydarzeń, które eskalują bardzo gwałtownie i wydają się nie do opanowania. Wymarzony związek w jednej chwili z dziwacznego i nieco niepokojącego zmierza do absolutnie szalonego i makabrycznego. Tocząca się kula śnieżna, gdzie każda decyzja podjętą przez Beara podsypuje na jej drogę coraz to więcej śniegu.

Reżyser i scenarzysta w jednym dokręca śrubę już na samym początku produkcji. Wszyscy wiemy, po co przyszliśmy do kina. Nikt nie próbuje udawać przed nami choćby na moment, iż dwójka bohaterów będzie żyła długo i szczęśliwie. Już od pierwszej chwili czujemy podskórnie, iż coś tutaj jest bardzo nie tak, a skończy się jeszcze gorzej. Całość akcji to w zasadzie przeciwieństwo tego, o czym pisałem na samym początku. Maniakalne i przerażające epizody Nikki są przerywane krótkimi, spokojniejszymi momentami w życiu Beara, w których próbuje on zrozumieć i poskładać do siebie to, co go spotyka. Nie na odwrót. To świetne posunięcie, które bardzo dobrze wpływa na tempo filmu. Curry Barker doskonale rozumie dzisiejszego widza. Wie, iż jedną z najgorszych rzeczy dla horroru i budowanego napięcia jest przewidywalność. I chociaż od pewnych schematów uciec się nie da, to twórcy zrobili wszystko, aby Obsesja była ich własnym, autorskim dziełem z charakterem.

Kadr ze zwiastunu

Myślę jednak, iż to wszystko mogłoby się okazać niewystarczające, gdyby nie Inde Navarrette, która wciela się w Nikki. Od pierwszych chwil, gdy tylko Bear przełamuje wróżbę, jej postać staje się absolutnie niepokojąca i odpychająca. Bardzo gwałtownie jej zachowanie staje się centralnym punktem wydarzeń, sprawiając, iż nie opuszcza ona widza choćby na moment. Ilekroć tracimy ją z oczu, w napięciu czekamy na jej powrót. To samo odczuwa sam Bear, przygotowując się na kolejne spotkanie z nieprzewidywalną Nikki. Tutaj trzeba wspomnieć o tej jednej scenie w sypialni. Reżyser bierze na tapet moment oglądania swojej drugiej połówki, gdy ta śpi. Być może dla niektórych urocze, dla Curry’ego Barkera zdecydowanie niepokojące, bo wykręca to do rangi najgorszego sennego koszmaru, z którego każdy chciałby się obudzić.

Postać Nikki i to, jak została napisana, ma niebagatelne znaczenie dla jednej samochodowej sceny, która adekwatnie otwiera ostatni, finałowy akt. Na tym etapie widz prawdopodobnie już się domyśla, jak całość się zakończy. Aż chciałoby się wyjść poza kadr i zobaczyć, jak blisko jest zazdrosna o Beara dziewczyna. Uwierzcie mi jednak, iż twórcy po raz kolejny szokują. To jednak nie tylko kwestia tej jednej chwili i wymyślnego morderstwa. To działa, bo Obsesja pracuje na to od samego początku, a jej konstrukcja jest dobrze przemyślana. Całość chwyta nas i nie puszcza, utrzymując naszą uwagę do samego końca. Tak zresztą jest praktycznie przez cały czas trwania, intensywnie, ale bez przebodźcowania widza. Wizualnie jest również bardzo dobrze. Szczególnie podoba mi się dobór kolorystyki. Sprane kolory idealnie pasują do atmosfery filmu i częstych scen kręconych w półmroku.

Kadr ze zwiastunu

Horror można odczytać jako komentarz i bardzo dosadną metaforę toksycznych związków. W Obsesji ma on wpływ nie tylko na głównego bohatera, który wplątał się w taki związek, ale również jego paczkę znajomych. Całość jednak nie jest aż tak banalna, bo można to interpretować na kilka sposobów. Chociaż Nikki niszczy życie Beara, to dzieje się to z powodu jego decyzji i pragnień. Jednocześnie, można też odczuć, iż jest to swego rodzaju wyśmianie niezdrowych, toksycznych, a dla nas często krępujących zachowań wśród par, których niestety każdy z nas bywa świadkiem. Dodajmy do tego okazjonalny czarny humor. Paradoksalnie, chociaż pozwolił się uśmiechnąć, to uwypuklił on makabrę i dramatyczny obrót wydarzeń. Chociaż rozumiem, jaki twórcy mieli zamysł w doborze i montażu muzyki, to przez większość czasu gryzła mi się ona z warstwą wizualną i do samego końca nie dałem się przekonać. Nie jest to jednak coś, co mogłoby wam zabrać przyjemność z oglądania.

W tym wszystkim chyba najbardziej podobał mi się wydźwięk zakończenia filmu. Tajemnice, kłamstwa oraz naginanie świata pod swoje marzenia i pragnienia, jednocześnie idąc na skróty, nie kończą się dobrze. Finał jest naprawdę gorzki, ale właśnie taki powinien być. Reżyser do samego końca wodzi nas za nos odnośnie tego, co spotka głównych bohaterów. Szczególnie zapamiętałem to jedno ujęcie na Beara i jego powolnie zbliżającą się w naszym kierunku, zmęczoną twarz. Myślę, iż to dzięki temu Obsesja tak bardzo zostaje w głowie, zawieszając nas gdzieś pomiędzy czarną komedią a prawdziwym horrorem.


fot. główna: kadr z filmu

Idź do oryginalnego materiału