"The Death of Bunny Munro": powolna droga ku śmierci. O czym opowiada serial?
Bunny Munro pracuje w handlu. Wędruje po okolicznych domach, oferując spragnionym uwagi gospodyniom preparaty do pielęgnacji i wiele dwuznacznych komplementów. "Króliczek" nie uważa się bowiem wyłącznie za sprzedawcę kosmetyków - jego celem jest dostarczanie kobietom marzeń i nadziei. A przynajmniej tak mu się wydaje.
Sielanka nie może jednak trwać wiecznie. Świat komiwojażera sypie się jak domek z kart, gdy po kolejnej nocy pełnej przygód jego żona Libby odbiera sobie życie. Zepsuty, samolubny i prostacki Munro, który nie jest w stanie dobrze zadbać o siebie, teraz musi wziąć odpowiedzialność także za 9-letniego syna. Tak rozpoczyna się jedna z najciekawszych i wielowymiarowych opowieści o rodzicielstwie, jakie kiedykolwiek zrealizowano. Reklama
Ostatni upadek Bunny'ego Munro
Serial bazuje na wydanej w 2009 roku powieści "Śmierć Bunny'ego Munro" autorstwa Nicka Cave'a - wszechstronnego artysty z Australii, którego świat kojarzy przede wszystkim z muzycznej działalności. Produkcja rozwija elementy zawarte w książce i daje więcej pola na interpretacje. Co również ważne, pozwala widzom zobaczyć złożone oblicze bohatera. Twarzą Bunny'ego został znany z seriali "Ród smoka" i "Doktor Who" Matt Smith. I choć Munro to mężczyzna, z którym trudno jakkolwiek sympatyzować, interpretacja i mimika Smitha perfekcyjnie oddaje wielość targających nim emocji. Smith, wciąż nie do końca doceniany w aktorskim świecie, daje tu spektakularny popis umiejętności. Potrafi być zalotny, zabawny, brawurowy, ale też i obrzydliwy, prostacki czy osamotniony. Po obejrzeniu serialu nabrałam do niego ogromnego szacunku, bo niełatwo jest w jednej postaci zawrzeć tak wiele sprzeczności. Nie jest on jednak jedyną gwiazdą, która miała okazję zabłyszczeć na ekranie.
Na szczególną uwagę zasługuje debiutujący Rafael Mathé, czyli odtwórca roli Bunny'ego Juniora. Od dawna nie widziałam tak szczerego, pozbawionego manieryzmu aktora dziecięcego. 9-letni chłopiec wprowadza do tej mrocznej historii niezwykle potrzebną subtelność. Gdy po śmierci Libby wędruje razem z ojcem po domach, nie jest świadomy, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Wytrwale czeka na oddającego się rozkoszom Seniora, przeglądając encyklopedię, którą otrzymał od matki. Młody bohater w wielu momentach jest w stanie rozczulić widza; ma w sobie wiele subtelności nieskażonej jeszcze złem tego świata. Mam ogromną nadzieję, iż o Rafaelu jeszcze nieraz usłyszymy.
Serial można byłoby podpiąć pod gatunek kina drogi, jednak w tym wypadku jest to dość przewrotne określenie. Bohaterowie rzeczywiście wędrują i mają wiele przygód. Spotykają na swojej ścieżce również nowe osoby i tak naprawdę obaj dopiero uczą się, jak żyć. Już na samym początku jednak wiemy, iż Munro Senior jest skazany na porażkę, a jego dni są policzone. Jak zdradza nam sam tytuł, mamy okazję przyglądać się temu, jak upada po raz ostatni.
Mężczyzna od początku nie brał odpowiedzialności za śmierć Libby. Jego przesadna pewność siebie i duma nie pozwalała mu pogodzić się z tym, iż zrobił cokolwiek źle. Z czasem, dzięki licznym retrospekcjom, dowiadujemy się, iż tak naprawdę ona jako jedyna dostrzegała w Bunnym kogoś wartościowego. A gdy bezpowrotnie odeszła, Munro stał się żałosnym cieniem samego siebie. W trakcie poznajemy także więcej szczegółów z jego przeszłości i historię związaną z równie zepsutym ojcem, która go ukształtowała. Dzięki temu tytuł nabiera głębi i skłania do przemyśleń nie tylko nad różnymi rodzajami żałoby, ale również problematyką rodzicielstwa i dziedziczenia win.
"The Death of Bunny Munro": serial na SkyShowtime. Obejrzysz w jeden wieczór, a zostanie w głowie na długo
Serial zyskuje wiele dzięki niejednoznaczności przedstawionej historii, wielości motywów, ale i klimatowi budowanemu przede wszystkim przez muzykę. Wielokrotnie wspominany Nick Cave, który pełnił przy produkcji funkcję producenta, odpowiadał z Warrenem Ellisem również za ścieżkę dźwiękową. I trzeba przyznać - wspólnie stworzyli jeden z najpiękniejszych utworów otwierających, który już od pierwszych sekund przeszywa mrokiem. W poszczególnych odcinkach usłyszymy także muzykę The Cure, The Stranglers czy Joy Division - same doskonałe, budujące atmosferę wybory.
Choć na temat produkcji padło sporo dobrych słów nie tylko z mojej strony, ale krytyków ogółem (na stronie Rotten Tomatoes produkcja ma aż 83% pozytywnych opinii), uczciwie przestrzegam przed seansem wrażliwych widzów. Jak można się domyślić, ze względu na zafascynowanie Bunny'ego kobiecym ciałem, w serialu pojawia się wiele odważnych, nierzadko wulgarnych scen, które pozwalają na lepsze zrozumienie sytuacji bohatera. Ostatecznie uważam jednak, iż warto je przetrwać, gdyż "The Death of Bunny Munro" to historia, która nie pozostawi nikogo obojętnym. A powracający zarówno w książce, jak i filmie cytat z wiersza W.H. Audena, "Musimy się nawzajem kochać albo umrzemy", trafia dziś w sedno jak mało co.
7/10
Zobacz też:
Cały świat pokochał ten serial. Zapowiedź 4. sezonu gwarantuje emocje

















