O poezji, kobietach, rozwoju i drodze „od paragrafów do ludzi” – rozmawiamy z przasnyszanką Magdaleną Drzewiecką

infoprzasnysz.com 4 godzin temu

W dorosłość wchodziła w świecie przepisów i paragrafów, dziś pisze wiersze i prowadzi warsztaty, towarzysząc innym w lepszym rozumieniu siebie. Jej debiutancki tomik „Kobieta. Noc i dzień” to efekt blisko 20 lat pisania – zapis emocji, doświadczeń i historii, często głośno niewypowiedzianych.

Z pochodzącą z Przasnysza, Magdaleną Drzewiecką rozmawiamy o pisaniu, kobietach i drodze od prawa do poezji.

Tomik „Kobieta. Noc i dzień” to Pani debiut, ale jak na poezję – bardzo obszerny…

Tak, to prawda, dość pokaźny. Niby tomik, a jednak tomiszcze (śmiech – red.). Ktoś zapytał mnie, ile jest w nim wierszy. I choćby je policzyłam, ale już nie pamiętam dokładnej liczby. Na pewno jest ich ponad dwieście.

Ten zbiór jest tak obszerny, bo powstawał przez wiele lat – myślę, iż około dwudziestu. Oczywiście nie wszystkie wiersze się w nim znalazły, ale jest tu pewien przekrój, zapis drogi, zmiany, dojrzewania. I chyba dlatego jest dla mnie tak istotny – pokazuje różne etapy życia.

Poezja w dobie rozwoju technologii chyba nie ma dziś łatwo…

Rzeczywiście, mam wrażenie, iż poezja nie ma dziś swojej passy. choćby kiedy sama szukam nowych tomików, jest ich niewiele. Oczywiście zawsze znajdziemy klasyków, ale żeby odkryć współczesnych autorów, trzeba się trochę naszukać.

Na warsztatach pisarskich, na których byłam w zeszłym roku, byłam jedyną osobą piszącą wiersze.

Skąd więc u Pani ta potrzeba pisania właśnie w tej formie?

Poezją interesowałam się od dziecka – w domu było jej dużo, uczyłam się wierszy na pamięć, brałam udział w konkursach recytatorskich. Pamiętam „kółko” prowadzone przez pana Tomasza Osowskiego w Szkole Podstawowej nr 3. Wtedy naprawdę żyłam słowem.

Natomiast pisanie przyszło później, w momencie, kiedy zaczęłam pracować jako coach, trener i mentor. Na warsztatach, w których uczestniczyłam czy tych, które prowadziłam, było tyle emocji – nie tylko moich, ale też innych osób – iż nie byłam w stanie ich w sobie pomieścić. I zaczęłam pisać. Dosłownie na warsztatach, w podręcznikach, notesach, między notatkami. Te wiersze po prostu zaczęły się pojawiać.

Pisze Pani głównie o kobietach i dla kobiet…

Bo z kobietami najczęściej pracuję. I pierwszymi wierszami dzieliłam się z przyjaciółkami, klientkami, warsztatowymi grupami kobiecymi. To ich historie najczęściej słyszę, ich emocje obserwuję, ich procesom towarzyszę. I bardzo często te wiersze nie są o mnie – one są o nich. O tym, co mówią, co przeżywają, z czym się zmagają.

Oczywiście przechodzą przeze mnie, więc są też w jakimś sensie „moje”, ale ich źródło jest często na zewnątrz. Może dlatego są tak nasycone emocjami – bo są prawdziwe.

Dostaję też od nich feedback, iż wiersze są „mocne”. Mój wydawca mówi z kolei, iż jest w nich dużo smutku, dużo „ciemnej nocy”.

Smutek przepełnia dzisiejsze kobiety?

Pracuję z kobietami, które są na różnych szczeblach kariery zawodowej, z liderkami w korporacjach, z właścicielkami firm, z kobietami z różnych zawodów i łączy je jedno: przychodzi taki czas, iż czują, iż chciałby bardziej „być sobą”, gdzieś w tym wszystkim odnaleźć siebie.

Moje bohaterki niewątpliwie łączy moment, w którym zapominają o sobie. Ta ciemna noc faktycznie jest w kobietach, ale często nieujawniana, bardzo głęboko schowana. Ja sama przeszłam ten proces. Wtedy właśnie odkryłam, iż mogę mieć własne potrzeby, iż mogę nadać mojemu życiu większy sens.

Myślę, iż wielu kobietom jest dziś trudniej – doświadczają samotności, zmęczenia, wypalenia, poczucia braku sensu czy pustki. Czasem to są stany, które nie są choćby nazwane, niezauważone, a bardzo zatrzymujące.

Tomik ma cztery części: „Zmierzcha”, „Ciemna noc”, „Świta” i „Pełnia słońca”. I rzeczywiście może tych wierszy z „ciemnej nocy” jest więcej – albo po prostu są mocniejsze i dłużej zostają przy nas.

Mówi Pani o swojej zmianie wewnętrznej, ale pani droga zawodowa również zaczęła się zupełnie gdzie indziej…

Tak, jestem z wykształcenia prawnikiem. Po skończeniu liceum w Przasnyszu studiowałam prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W pewnym momencie mojego życia poczułam, iż to nie jest moja droga – przepisy, paragrafy, kodeksy zaczęły mnie po prostu dusić.

Zawsze potrzebowałam pracy z ludźmi. Moim cichym marzeniem było też aktorstwo – wtedy nie miałam odwagi, żeby pójść w tym kierunku, ale później zrealizowałam je w inny sposób, chodząc na warsztaty i grając w teatrze.

Z czasem trafiłam na coaching, zaczęłam szkolić – najpierw nauczycieli, później coraz więcej kobiet. Dziś pracuję w biznesie, prowadzę szkolenia i warsztaty.

I nie tęskni Pani za prawem?

Absolutnie nie (śmiech-red.). choćby we własnej firmie, kiedy ktoś ze wspólników mówi mi, iż jest umowa do przeczytania, to się bronię rękami i nogami. I teraz mamy od tego prawnika.

Pracuje Pani jako coach. Jak patrzy Pani na ten zawód w kontekście tego, co dzieje się w internecie? Pełno tam porad, doradców…

Widzę ogromną wartość tej pracy, bo wiem, jak bardzo może pomóc. Ale widzę też, jak bardzo zawód ten ma zły PR w przestrzeni publicznej, gdzie jest mnóstwo haseł typu: „możesz wszystko”, „jesteś zwycięzcą”, „nowa ja”. To jest wszystko kuszące, ale nieprawdziwe. Coaching nie jest myśleniem magicznym. Jak mówi moja przyjaciółka – nie romantyzujmy życia, bo możemy bardzo boleśnie zderzyć się z rzeczywistością.

Nie da się zbudować „nowej siebie”, jeżeli nie poznamy i nie zaakceptujemy tej, którą już jesteśmy. Bez tego łatwo wpaść w chwilowe uniesienie, a potem czuć się gorzej.

Wyzwaniem jest znaleźć wartościowe treści w zalewie internetowych porad, ale jest to możliwe – i są osoby, którym naprawdę można zaufać.

Wspomniała Pani o zmianie. Widać ją także w Pani pisaniu?

Bardzo. Moje pierwsze wiersze były bardziej rymowane, klasyczne. Z czasem stały się prostsze, bardziej metaforyczne, oszczędne.

Dziś bliżej mi do formy, która zostawia przestrzeń i nie mówi wszystkiego wprost. Mam poczucie, iż to pisanie zmieniało się razem ze mną – to nie była świadoma decyzja, tylko naturalny proces.

Jak dziś wygląda Pani proces pisania?

Jest bardziej uporządkowany. Najczęściej piszę rano – lubię tę ciszę i skupienie. Prowadzę też coś w rodzaju dziennika, który pomaga mi się „rozpisać”.

Czasem wystarczy jedno słowo, które za mną chodzi, czasem zdanie z książki. A czasem po prostu siadam i wiem, iż coś chce być zapisane.

Bywały też momenty, kiedy pisałam bardzo intensywnie – szczególnie w trudnych doświadczeniach, jak choroba.

Pisanie pomaga?

Bardzo. To jest choćby udowodnione – pomaga regulować emocje, wspiera proces zdrowienia. choćby jeżeli ktoś nie chce pisać wierszy, samo prowadzenie dziennika może być bardzo pomocne. To prosta, ale skuteczna forma kontaktu ze sobą.

Na koniec – czy ten tomik jest tylko dla kobiet?

Powstał z kobiecej perspektywy, to prawda, ale emocje są uniwersalne. Mężczyźni też mogą się w tych wierszach odnaleźć. Bo prawda jest taka, iż to co przeżywają kobiety – zmęczenie, stres, poczucie pustki czy samotności – w dużej mierze dotyczy również mężczyzn. Myślę, iż ta książka może być przestrzenią spotkania – i lepszego zrozumienia siebie nawzajem.

ren

Idź do oryginalnego materiału