Nowy świat Ultimate. Inwazja – recenzja

najlepszekomiksy.pl 4 dni temu

Marvel lubi wracać do swoich najbardziej znanych bohaterów, zmieniać ich losy, przenosić do innych rzeczywistości i sprawdzać, co wydarzyłoby się, gdyby najważniejsze elementy ich historii potoczyły się inaczej. „Nowy świat Ultimate. Inwazja” idzie jednak o krok dalej. Jonathan Hickman nie proponuje kolejnej alternatywnej wersji znanego uniwersum, ale buduje świat, w którym sam fakt pojawienia się superbohaterów został wymazany z historii.

Punktem wyjścia jest Stwórca – Reed Richards z innej rzeczywistości, który postanowił podporządkować sobie rzeczywistość i stworzyć ją według własnego planu. Problem polega na tym, iż Marvel bez swoich bohaterów staje się zupełnie innym miejscem. Nie ma Avengers, nie ma Spider-Mana, nie ma klasycznych herosów, którzy mogliby stanąć na drodze tyranii. Pozostaje świat kontrolowany przez potężne grupy i technologicznych władców.

To bardzo dobry fundament dla opowieści, ponieważ Hickman nie ogranicza się do prostego pytania „co by było, gdyby?”. Znacznie ciekawsze okazuje się pytanie, co dzieje się ze światem, kiedy celowo pozbawi się go bohaterów.

Jonathan Hickman buduje historię większą niż cztery zeszyty

„Inwazja” jest przede wszystkim początkiem większego projektu. I to czuć niemal na każdej stronie. Hickman nie spieszy się z wyjaśnianiem wszystkich zasad nowej rzeczywistości. Zamiast tego podrzuca kolejne elementy układanki i pozwala, by obraz świata stopniowo nabierał kształtu.

To charakterystyczny sposób prowadzenia narracji tego scenarzysty. Dużo tutaj science fiction, polityki, technologii i wielkich koncepcji dotyczących funkcjonowania całych rzeczywistości. Nie wszystkie informacje zostają podane wprost, a niektóre wydarzenia mogą początkowo wydawać się oderwane od głównego wątku. Z czasem okazuje się jednak, iż Hickman konsekwentnie przygotowuje grunt pod kolejne historie.

Zaletą jest również skala opowieści. To nie jest historia skupiona wyłącznie na jednym bohaterze. Howard i Tony Starkowie stają się ważnymi elementami większej układanki, a ich obecność pozwala pokazać, jak wygląda świat, w którym technologia zastąpiła klasycznych superbohaterów.

Tony Stark w świecie bez Iron Mana

Jednym z ciekawszych pomysłów jest właśnie przedstawienie Tony’ego Starka w rzeczywistości, w której nie stał się Iron Manem. Znana postać zostaje pozbawiona części swojego klasycznego kontekstu, ale nie traci najważniejszych cech.

To zresztą jedna z największych zalet nowego Ultimate. Hickman nie próbuje po prostu przebrać istniejących postaci w inne kostiumy. Wykorzystuje ich charakterystyczne cechy i sprawdza, jak funkcjonowałyby w zupełnie innych warunkach. Dzięki temu znajomość Marvela działa na korzyść historii, ale nie jest konieczna do śledzenia samej fabuły.

„Inwazja” przypomina pod tym względem eksperyment przeprowadzany na całym uniwersum. Znane elementy zostają zachowane, ale ich funkcje ulegają zmianie.

Bryan Hitch nadaje Ultimate filmowy rozmach

Warstwa graficzna idealnie pasuje do skali opowieści. Bryan Hitch od lat kojarzony jest z monumentalnymi, niezwykle szczegółowymi ilustracjami i filmowym sposobem kadrowania. W „Inwazji” te cechy są bardzo mocno widoczne.

Hitch potrafi nadać odpowiednią wagę zarówno pojedynczym postaciom, jak i rozległym panoramom futurystycznego świata. Duże kadry i efektowne kompozycje podkreślają science fiction oraz dystopijny charakter historii. Jednocześnie nie jest to wyłącznie pokaz graficznych możliwości. Rozmach ilustracji dobrze współgra z narracją Hickmana, która od początku operuje ogromną skalą.

W efekcie „Inwazja” jest komiksem, który bardzo dobrze sprawdza się również jako widowisko. Niektóre plansze można oglądać przede wszystkim dla ich kompozycji i szczegółowości.

To dopiero początek nowego Ultimate

Największym problemem albumu jest jednocześnie jego największa zaleta. „Inwazja” jest przede wszystkim prologiem. Cztery zeszyty wystarczają, żeby przedstawić podstawowe założenia nowego świata i uruchomić główny konflikt, ale zdecydowanie nie wyczerpują potencjału tego pomysłu.

Czytelnik otrzymuje więc więcej pytań niż odpowiedzi. Dla części odbiorców może to być frustrujące, zwłaszcza iż Hickman lubi skomplikowane konstrukcje i nie zawsze prowadzi za rękę. Z drugiej strony właśnie dzięki temu „Inwazja” nie sprawia wrażenia kolejnego wariantu odświeżania znanych historii. Czuć tutaj ambicję stworzenia czegoś większego.

„Nowy świat Ultimate. Inwazja” to bardzo mocne otwarcie nowej wersji Marvela. Jonathan Hickman bierze dobrze znane postacie i koncepty, a następnie całkowicie zmienia zasady gry. Bryan Hitch zapewnia oprawę, która nadaje tej historii odpowiednią skalę i widowiskowość.

Nie jest to jeszcze kompletna opowieść, ale trudno wymagać tego od albumu będącego fundamentem większego projektu. Najważniejsze, iż fundament ten został zbudowany z pomysłem. „Inwazja” pokazuje, iż Ultimate może być czymś więcej niż kolejnym resetem znanych bohaterów – może być próbą stworzenia Marvela od podstaw.

Nowy Świat Ultimate. Inwazja

Szukamy ofert…

Dziękujemy wydawnictwu Story House Egmont za udostepnienie egzemplarza do recenzji.

Idź do oryginalnego materiału