Reżyserzy tacy jak Francis Ford Coppola, Martin Scorsese czy Robert Altman marzyli o ograniczeniu wszechwładzy producentów i przejęciu reżyserskiej kontroli nad swoimi dziełami. Godard paradoksalnie stał się dla nich wzorem, ponieważ sam był zafascynowany amerykańskim kinem klasy B i czarnym kryminałem. Uświadomił pokoleniu Coppoli i Cassavetesa, jak można przetwarzać klasyczne gatunki, bawić się nimi i nadawać im egzystencjalny wymiar.
Najsłynniejszym zabiegiem Godarda było wprowadzenie tzw. jump-cut (rwanego montażu), który polegał na wycinaniu fragmentów taśmy w obrębie jednego ujęcia. Wcześniej uznawano to za błąd techniczny, jednak Francuz wykorzystał go, by nadać „Do utraty tchu” nerwowy, nowoczesny rytm i zniszczyć iluzję płynności czasu.
Jego film łamał też zasadę osi kontaktu (180 stopni), stosował dezorientujące kąty kamery oraz dźwięk niedosynchronizowany z obrazem. Był kręcony „z ręki”, bez użycia sztucznego oświetlenia i niemal w całości w naturalnych plenerach Paryża. To pozwoliło na filmowanie statystów bez ich wiedzy i uzyskanie efektu spontaniczności zbliżonego do reportażu. Z drugiej strony aktorzy łamali „czwartą ścianę”, zwracając się bezpośrednio do kamery, co nie pozwalało widzowi zapomnieć, iż ogląda film, a nie rzeczywistość.
Rzecz była nasycona licznymi odniesieniami do historii kina, literatury i sztuki.





