Nostalgia, skakanie i pop-punkowe hymny. Simple Plan rozgrzali Warszawę! (17.10.2026)

strefamusicart.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Simple Plan 17.10.26 Expo XXI (79)


Są takie zespoły, których twórczość wystarczy włączyć, żeby natychmiast przenieść się o kilkanaście czy kilkadziesiąt lat wstecz. Do czasów pierwszych odtwarzaczy MP3, muzycznych kanałów telewizyjnych, charakterystycznych fryzur i piosenek, które znało się na pamięć, choćby jeżeli nie zawsze chciało się do tego przyznać. Jednym z takich zespołów bez wątpienia jest kanadyjski Simple Plan, który w sobotę, 17 października, pojawił się w warszawskim EXPO XXI w ramach trasy “Bigger Than You Think!”. A iż na pokładzie znaleźli się również Charlotte Sands i Neck Deep, wieczór zapowiadał się jako prawdziwa uczta dla fanów melodyjnego rocka i pop-punku.

Charlotte Sands – na początek solidna dawka energii

Zanim na scenie pojawili się główni bohaterowie wieczoru, publiczność miała okazję zapoznać się z Charlotte Sands. Amerykańska wokalistka porusza się na styku alternatywnego popu, rocka i nowoczesnego, nieco cięższego brzmienia. Jej występ był dobrym wprowadzeniem do tego, co miało wydarzyć się później – nie zabrakło energii, wyrazistego wokalu i scenicznej ekspresji.

Charlotte pokazała, iż potrafi odnaleźć się na dużej scenie i przyciągnąć uwagę również tych osób, które przyszły przede wszystkim dla kanadyjskiej gwiazdy. Jej muzyka jest nieco bardziej współczesna w brzmieniu niż klasyczny pop-punk, ale dobrze wpisała się w charakter całego wydarzenia.

Neck Deep – pop-punkowa rozgrzewka na pełnych obrotach

Kolejnym zespołem, który zameldował się przed warszawską publicznością, był walijski Neck Deep. I tutaj zrobiło się już zdecydowanie bliżej tego, na co czekała spora część zgromadzonych fanów.

Neck Deep od lat udowadniają, iż pop-punk wcale nie musi być jedynie sentymentalną pamiątką po początku XXI wieku. Szybkie tempa, chwytliwe refreny i gitarowa energia to ich naturalne środowisko, a koncerty są najlepszym dowodem na to, iż gatunek wciąż ma się dobrze. Ich występ świetnie podgrzał atmosferę, a rozgrzana publiczność mogła na dobre wejść w koncertowy rytm, zanim zabrzmiały pierwsze dźwięki najbardziej wyczekiwanego koncertu.

Simple Plan – podróż do czasów, kiedy pop-punk rządził światem

Gdy punktualnie o godzinie 21 zgasły światła, a na telebimach pojawiły się pierwsze wizualizacje, EXPO XXI zamieniło się w wehikuł czasu. Kanadyjczycy przyjechali do Polski w ramach trasy “Bigger Than You Think!”, a jej program udowodnił, iż zespół doskonale rozumie, czego oczekują od niego fani. Zamiast skupiać się wyłącznie na najnowszych nagraniach, postawiono na przekrojową setlistę, w której nie zabrakło klasyków, koncertowych pewniaków i kilku niespodzianek.

Na początek dostaliśmy I’d Do Anything, po którym gwałtownie przyszła pora na Nothing Changes, Shut Up! i Jump. Trudno wyobrazić sobie lepszy sposób na rozpoczęcie takiego wieczoru. Od pierwszych minut było jasne, iż nie będzie to koncert, podczas którego publiczność ograniczy się do spokojnego obserwowania wydarzeń pod sceną.

Simple Plan od zawsze mieli talent do tworzenia piosenek, które najlepiej brzmią śpiewane przez setki czy tysiące gardeł. I właśnie na tym polega ich siła. choćby jeżeli od premiery części tych utworów minęły już ponad dwie dekady, nie straciły one swojej przebojowości. Wręcz przeciwnie – w koncertowych warunkach zyskują dodatkowy wymiar, bo publiczność przynosi ze sobą nie tylko znajomość tekstów, ale również całą masę osobistych wspomnień.

Nie zabrakło oczywiście Jet Lag, Addicted i Your Love Is a Lie, a następnie przyszła pora na jeden z największych hymnów zespołu, czyli Welcome to My Life. To właśnie takie momenty przypominają, dlaczego Simple Plan zdobyli tak ogromną popularność. Ich muzyka potrafiła trafiać w emocje młodych ludzi, opowiadając o poczuciu niedopasowania, samotności czy zwyczajnej frustracji. Dziś te same piosenki mogą wywoływać uśmiech i nostalgię, ale ich przekaz wcale nie musi być mniej aktualny.

Zespół nie zamierzał jednak zamieniać całego koncertu w sentymentalną podróż. Było miejsce na żywiołowe, gitarowe granie, wspólne śpiewanie i lżejsze, bardziej imprezowe momenty. Summer Paradise wprowadziło nieco wakacyjnego klimatu, natomiast Untitled (How Could This Happen to Me?) przypomniało o bardziej emocjonalnym obliczu twórczości Kanadyjczyków.

Ciekawym elementem występu był również fragment z All Star, Sk8er Boi i Mr. Brightside. To muzyczne mrugnięcie okiem do publiczności i przypomnienie, iż popkultura początku XXI wieku była pełna utworów, które do dziś potrafią poderwać ludzi do wspólnego śpiewania. Nie zabrakło też ukłonu w stronę fanów animacji – What’s New Scooby-Doo? to przecież jeden z tych numerów, które dla części odbiorców są równie mocno związane z dzieciństwem, co największe przeboje zespołu.

W programie znalazło się również Where I Belong, a także Boom! i Astronaut. Całość pokazała, iż Simple Plan nie zamierzają odcinać kuponów wyłącznie od swojej największej popularności, choć oczywiście to właśnie klasyczne kompozycje wywoływały najwięcej emocji. Nie obyło się również bez stałego punktu programu: Chuck Comeau tradycyjnie zanurkował w tłum podczas viralowego hitu zespołu I’m Just a Kid, wywołując tym szał wśród fanów, szczególnie tych zgromadzonych pod sceną.

Emocjonalny finał

Kulminacyjnym punktem wieczoru było wykonanie utworu Perfect. Widok tysięcy uniesionych w górę rąk i zapalonych świateł w telefonach w połączeniu z chóralnym śpiewem refrenu, wprowadził iście nostalgiczną, a zarazem magiczną atmosferę.

Warszawski koncert Simple Plan udowodnił, iż muzyka potrafi łączyć pokolenia. Pod sceną ramię w ramię bawili się zarówno Ci, którzy na ich płytach dorastali dwadzieścia lat temu, jak i młodsze pokolenie odkrywające pop-punk. Simple Plan dostarczyli dokładnie to, czego można było oczekiwać po koncercie w ramach trasy “Bigger Than You Think!” – przebojowy zestaw, mnóstwo energii i utwory, które publiczność zna od pierwszej do ostatniej linijki.

Bo czasem nie potrzeba wielkich deklaracji ani skomplikowanej filozofii. Wystarczy kilka pierwszych dźwięków dobrze znanej piosenki, żeby na chwilę wrócić do czasów, kiedy cały świat wydawał się prostszy, a największym problemem było to, czy ulubiony zespół kiedykolwiek przyjedzie do Polski. Tym razem przyjechał. I przypomniał, iż pop-punk wciąż potrafi wywołać dokładnie te same emocje.

Izabela Marciniak-Mosior

Organizator : Live Nation Polska

Simple Plan / 17.10.2026 / Expo XXI

Idź do oryginalnego materiału