Nigdy nie kochałem swojej żony i zawsze jej o tym mówiłem: to nie była jej wina żyliśmy całkiem dobrze.
Nazywam się Wojciech Nowak, mieszkam w Sandomierzu, gdzie wspomnienia trudnych czasów wciąż tkwią w naszych sercach. Nigdy nie kochałem swojej żony, Kingi, i mówiłem jej to wielokrotnie, jak gorzką prawdę, której ledwo mogę udźwignąć. Nie zasłużyła na to nigdy nie robiła scen, nie krytykowała, zawsze była czuła, troskliwa, niemal święta. A jednak moje serce pozostawało zimne jak lód na Wiśle w środku zimy. Nie było w nim miłości, a to gryzło mnie od środka.
Każdego ranka budziłem się z tą samą myślą: odejść. Marzyłem o kobiecie, która rozpali we mnie ogień, która sprawi, iż zabraknie mi tchu. Ale los zagrał mi okrutnego figla i wywrócił wszystko do góry nogami, zostawiając mnie zagubionego. Kinga była wygodna jak stary fotel. Perfekcyjnie zajmowała się domem, miała urodę, która zwracała uwagę, a przyjaciele pytali: Gdzie ją znalazłeś, szczęściarzu? Sam nie wiedziałem, na co zasłużyłem. Zwyczajny człowiek, niczym się nie wyróżniający, a ona kochała mnie, jakbym był jej całym światem. Jak to możliwe?
Jej miłość dusiła mnie. Jeszcze gorsza była myśl, iż jeżeli odejdę, znajdzie kogoś innego. Kogoś bardziej spełnionego, przystojniejszego, zamożniejszego kogoś, kto doceni to, czego ja nie widziałem. Gdy wyobrażałem ją sobie w ramionach innego mężczyzny, ogarniała mnie ślepa wściekłość. Była moja choćby jeżeli nigdy jej nie kochałem. To poczucie własności było silniejsze ode mnie, silniejsze niż zdrowy rozsądek. Ale czy można spędzić całe życie obok osoby, dla której serce nie bije? Myślałem, iż tak, ale myliłem się wewnątrz rosła burza, której nie umiałem powstrzymać.
Powiem jej wszystko jutro postanowiłem przed snem. Rano przy śniadaniu zebrałem resztki odwagi. Kinga, usiądź, musimy porozmawiać zacząłem, patrząc w jej spokojne oczy. Oczywiście, kochanie, co się dzieje? odpowiedziała z typową czułością. Wyobraź sobie, iż się rozwodzimy. Ja wyprowadzam się, żyjemy osobno Roześmiała się, jakbym opowiedział żart. Co za dziwne myśli! To jakaś zabawa? Posłuchaj, mówię poważnie przerwałem. No dobrze, wyobraziłam. I co z tego? zapytała, wciąż uśmiechnięta. Powiedz mi szczerze: znajdziesz kogoś, jeżeli odejdę? Zamarła. Wojtek, co się z tobą dzieje? Po co o tym myślisz? w jej głosie pojawił się niepokój. Bo nie kocham cię i nigdy nie kochałem rzuciłem, jak cios.
Kinga zbladła. Co? Żartujesz? Nic nie rozumiem. Chcę odejść, ale myśl, iż zobaczę cię z kimś innym, odbiera mi rozum powiedziałem, drżąc z napięcia. Zamilkła, po czym odpowiedziała mądrym, smutnym tonem: Nie znajdę nikogo lepszego od ciebie, nie martw się. Idź, zostanę sama. Obiecujesz? wymsknęło mi się. Oczywiście skinęła, patrząc na mnie. Czekaj, ale dokąd pójdę? zawahałem się. Nie masz gdzie się podziać? spytała zaskoczona. Nie, byliśmy zawsze razem. Chyba będę musiał zostać w pobliżu mruknąłem, czując, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Nie martw się odparła Kinga. Po rozwodzie zamienimy nasze mieszkanie na dwa mniejsze. Serio? Nie spodziewałem się, iż mi tak pomożesz. Dlaczego? zapytałem oszołomiony. Bo cię kocham. Gdy się kocha, nie trzyma siłą jej słowa zabrzmiały jak wyrok.
Minęło kilka miesięcy. Rozwiedliśmy się. Potem doszły do mnie plotki: Kinga okłamała mnie. Znalazła innego wysokiego, pewnego siebie, o ciepłym uśmiechu. Mieszkanie, które odziedziczyła po babci, choćby nie pomyślała podzielić. Zostałem z niczym bez domu, bez rodziny, bez wiary w ludzi. Zdrada wyszła na jaw jak nóż w plecy, a do dziś słyszę jej słowa: Zostanę sama. Kłamała. Zimna, wyrachowana, a ja dałem się nabrać jak głupiec.
Jak teraz ufać kobietom? Nie wiem. Moje życie z nią było wygodne, ale puste, a teraz nie mam choćby tego. Siedzę w wynajętym pokoju, wpatrując się w ścianę, odtwarzając tamtą rozmowę. Jej spokój, jej słowa wszystko było maską. Przyjaciele mówią: Sam jesteś sobie winien, Wojtek, czego się spodziewałeś? I mają rację. Nie kochałem jej, ale chciałem przywiązać ją do siebie jak rzecz. A ona odeszła, zostawiając mnie w samotności, której tak się bałem. Może to moja pokuta za chłód, za egoizm, za to, iż nie doceniłem jej serca. Teraz jestem sam, a cisza wokół boli bardziej niż jej odejście. Co myślą o moim czynie? Sam nie wiem, kto jest większym głupcem ja czy ona.












