Nigdy nie kochałem mojej żony i zawsze jej to mówiłem: To nie jej wina – żyjemy dobrze

twojacena.pl 15 godzin temu

Nigdy nie kochałem mojej żony i zawsze jej to mówiłem. To nie była jej wina żyliśmy całkiem nieźle.

Nazywam się Jakub Nowak, mieszkam w Poznaniu, gdzie wspomnienia trudnych czasów wciąż tkwią w naszych sercach. Nigdy nie kochałem mojej żony, Kasi, i mówiłem jej to jak gorzką prawdę, której sam ledwo potrafiłem znieść. Nie zasłużyła na to nigdy nie robiła scen, nie wymyślała, zawsze była czuła, troskliwa, niemal święta. A jednak moje serce pozostawało zimne jak lód na Warcie w styczniu. Nie było tam miłości, a to toczyło mnie od środka.

Co rano budziłem się z tą samą myślą: odejść. Marzyłem o kobiecie, która rozpaliłaby we mnie ogień, która zostawiłaby mnie bez tchu. Ale los zagrał ze mną okrutnego figla i wszystko wywrócił do góry nogami, zostawiając mnie zagubionego. Kasia była wygodna jak stary fotel. Dbała o dom perfekcyjnie, wyglądała tak, iż odwracała głowy, a przyjaciele pytali: Gdzie ją znalazłeś, szczęściarzu? Sam nie wiedziałem, na co zasłużyłem. Zwykły facet, bez niczego specjalnego, a ona kochała mnie, jakbym był całym jej światem. Jak to możliwe?

Jej miłość mnie dusiła. Jeszcze gorsza była myśl, iż jak odejdę, to znajdzie kogoś innego. Kogoś bardziej spełnionego, przystojniejszego, bogatszego kogoś, kto doceni to, czego ja nie widziałem. Gdy wyobrażałem ją sobie w ramionach innego, ogarniała mnie ślepa wściekłość. Była moja choćby jeżeli nigdy jej nie kochałem. To poczucie własności było silniejsze ode mnie, silniejsze niż rozsądek. Ale czy można spędzić całe życie u boku kogoś, dla kogo serce nie bije? Myślałem, iż tak, ale się myliłem we mnie rosła burza, której nie mogłem powstrzymać.

Powiem jej wszystko jutro, postanowiłem, kładąc się spać. Rano, przy śniadaniu, zebrałem resztki odwagi. Kasia, usiądź, musimy porozmawiać, zacząłem, patrząc w jej spokojne oczy. Oczywiście, kochanie, co się stało? odpowiedziała z tym swoim ciepłem. Wyobraź sobie, iż się rozwodzimy. Ja wychodzę, żyjemy osobno Roześmiała się, jakbym opowiedział żart: Co za dziwne myśli! To jakaś gra? Słuchaj, mówię poważnie, przerwałem. No dobrze, wyobraziłam. I co z tego? spytała, wciąż się uśmiechając. Powiedz prawdę: znajdziesz kogoś, jak odejdę? Zastygła. Jakub, co się z tobą dzieje? Po co o tym myślisz? w jej głosie zabrzmiał niepokój. Bo cię nie kocham i nigdy nie kochałem, rzuciłem jak cios.

Kasia zbladła. Co? Żartujesz? Nic nie rozumiem. Chcę odejść, ale myśl, iż zobaczę cię z kimś innym, odbiera mi rozum, powiedziałem, głos mi drżał. Zamilkła, a potem, cicho i smutno, odpowiedziała: Nie znajdę nikogo lepszego niż ty, nie martw się. Idź, zostanę sama. Obiecujesz? wykrztusiłem niechcący. Oczywiście, skinęła, patrząc na mnie. Czekaj, ale gdzie ja pójdę? zawahałem się. Nie masz gdzie się podziać? spytała zaskoczona. Nie, zawsze byliśmy razem. Chyba zostanę gdzieś blisko, mruknąłem, czując, jak ziemia ucieka spod nóg. Nie martw się, odparła Kasia. Po rozwodzie sprzedamy nasze mieszkanie i kupimy dwa mniejsze. Serio? Nie spodziewałem się, iż mi tak pomożesz. Dlaczego? spytałem oszołomiony. Bo cię kocham. Jak się kocha, to nie trzyma siłą, jej słowa zabrzmiały jak wyrok.

Minęło parę miesięcy. Rozwiedliśmy się. Potem doszły mnie plotki: Kasia skłamała. Znalazła kogoś wysokiego, pewnego siebie, o miłym uśmiechu. Mieszkanie po babci choćby nie przyszło jej do głowy podzielić. Zostałem z niczym bez domu, bez rodziny, bez wiary w ludzi. Zdrada wyszła jak nóż w plecy, i do dziś słyszę jej słowa: Zostanę sama. Kłamstwo. Zimna, wyrachowana, a ja dałem się nabrać jak głupi.

Jak teraz ufać kobietom? Nie wiem. Moje życie z nią było wygodne, ale puste, a teraz nie mam choćby tego. Siedzę w wynajętym pokoju, wpatrując się w ścianę, odtwarzając tamtą rozmowę. Jej spokój, jej słowa wszystko to była maska. Kumpel powiedział: Sam jesteś winien, Jakub, czego się spodziewałeś? I ma rację. Nie kochałem jej, a chciałem ją przy sobie trzymać jak rzTeraz patrzę w okno, widzę śnieg za szybą i myślę, iż może to i dobrze w końcu nauczyła mnie, iż nie można grać uczuciami innych, bo los zawsze odda z nawiązką.

Idź do oryginalnego materiału