Nigdy nie kochałem swojej żony i zawsze jej o tym mówiłem: to nie jej wina żyliśmy całkiem dobrze.
Nazywam się Tomasz Kowalski, mieszkam w Poznaniu, gdzie wspomnienia trudnych czasów wciąż pozostają w naszych sercach. Nigdy nie kochałem mojej żony, Ewy, i nie ukrywałem tego, choć słowa te paliły mnie jak gorące żelazo. Nie zasługiwała na to nigdy nie robiła scen, nie wyrzucała mi niczego, zawsze była czuła, troskliwa, niemal święta. A jednak moje serce pozostawało zimne jak Wisła w styczniu. Nie było w nim miłości, a to pustoszyło mnie od środka.
Każdego ranka budziłem się z tą samą myślą: odejść. Marzyłem o kobiecie, która rozpaliłaby we mnie ogień, która przyprawiałaby mnie o zawrót głowy. Ale los zagrał ze mną okrutnego żartu i wszystko się odwróciło, zostawiając mnie zagubionym. Ewa była wygodna jak stary fotel. Dbała o dom z perfekcją, miała urodę, która zwracała uwagę, a przyjaciele pytali: Gdzie taką znalazłeś, szczęściarzu? Sam nie wiedziałem, dlaczego zasłużyłem na jej oddanie. Zwykły człowiek, niczym się niewyróżniający, a ona kochała mnie, jakbym był całym jej światem. Jak to możliwe?
Jej miłość mnie dusiła. Jeszcze gorsza była myśl, iż jeżeli odejdę, ktoś inny ją zdobędzie. Ktoś bardziej sukcesywny, przystojniejszy, bogatszy ktoś, kto doceni to, czego ja nie widziałem. Gdy wyobrażałem ją sobie w ramionach innego, ogarniała mnie ślepa wściekłość. Była moja choćby jeżeli nigdy jej nie kochałem. To poczucie własności było silniejsze ode mnie, silniejsze niż rozsądek. Ale czy można spędzić całe życie u boku osoby, dla której serce nie bije? Myślałem, iż tak, ale się myliłem wewnątrz narastała burza, której nie mogłem powstrzymać.
Powiem jej jutro postanowiłem przed snem. Rano, przy śniadaniu, zebrałem resztki odwagi. Ewo, usiądź, musimy porozmawiać zacząłem, patrząc w jej spokojne oczy. Oczywiście, kochanie, o co chodzi? odparła z typową dla siebie ciepłotą. Wyobraź sobie, iż się rozwodzimy. Ja wyprowadzam się, żyjemy osobno Roześmiała się, jakbym powiedział żart: Co za dziwne myśli! To jakaś zabawa? Posłuchaj, mówię poważnie przerwałem. Dobrze, wyobraziłam. I co dalej? zapytała, wciąż uśmiechnięta. Powiedz prawdę: czy znajdziesz kogoś, jeżeli odejdę? Zastygła. Tomasz, o co ci chodzi? Dlaczego o tym myślisz? w jej głosie pojawił się niepokój. Bo cię nie kocham i nigdy nie kochałem wyrzuciłem z siebie jak cios.
Ewa zbladła. Co? Żartujesz? Nic nie rozumiem. Chcę odejść, ale myśl, iż zobaczę cię z kimś innym, odbiera mi rozum powiedziałem, głos mi drżał. Milczała przez chwilę, a potem, z mądrym i smutnym spokojem, odparła: Nie znajdę nikogo lepszego niż ty, nie martw się. Odejdź, zostanę sama. Obiecujesz? wyrwało mi się. Oczywiście skinęła, patrząc na mnie. Czekaj, ale gdzie ja pójdę? zawahałem się. Nie masz gdzie mieszkać? spytała zaskoczona. Nie, zawsze byliśmy razem. Chyba będę musiał zostać w pobliżu mruknąłem, czując, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Nie martw się odpowiedziała Ewa. Po rozwodzie wymienimy nasze mieszkanie na dwa mniejsze. Serio? Nie spodziewałem się, iż mi tak pomożesz. Dlaczego? pytałem oszołomiony. Bo cię kocham. Kiedy się kocha, nie trzyma siłą jej słowa zabrzmiały jak wyrok.
Minęło kilka miesięcy. Rozwiedliśmy się. Potem doszły do mnie plotki: Ewa skłamała. Znalazła innego wysokiego, pewnego siebie, o ujmującym uśmiechu. Mieszkanie po babci choćby nie przyszło jej do głowy podzielić. Zostałem z niczym bez domu, bez rodziny, bez wiary w ludzi. Zdrada wyszła na jaw jak cios nożem w plecy, a do dziś słyszę jej głos: Zostanę sama. Kłamała. Lodowata, wyrachowana, a ja uwierzyłem jak głupiec.
Jak teraz ufać kobietom? Nie wiem. Moje życie z nią było wygodne, ale puste, a teraz nie mam choćby tego. Siedzę w wynajętym pokoju, wpatrując się w ścianę, odtwarzając tamtą rozmowę. Jej spokój, jej słowa wszystko to była tylko maska. Przyjaciele mówią: Sam sobie winien, Tomasz, czego się spodziewałeś? I mają rację. Nie kochałem jej, ale chciałem ją przy sobie zatrzymać, jak rzecz. A ona odeszła, zostawiając mnie w samotności, której tak się bałem. Może to moja pokuta za chłód, za egoizm, za to, iż nie doceniłem jej serca. Teraz jestem sam, a cisza wokół boli bardziej niż jej odejście. Co inni myślą o moim czynie? Sam nie wiem, kto jest większym głupcem ja czy ona.
Życie uczy, iż nie można mieć wszystkiego: ani miłości, której się nie daje, ani lojalności, której się nie szanuje. Czasem największym cierpieniem jest uświadomienie sobie, iż sami wykopaliśmy to, co było dla nas dobre.













