Mam 38 lat i od dwóch lat mieszkam z mężczyzną, który jest ode mnie o pięć lat starszy. Marek był wcześniej żonaty, ma dwóch synów i byłą żonę, Jadwigę, która od dawna nie pracuje. Codziennie wieczorem prosi go o wsparcie finansowe albo o jakąś drobną przysługę.
Ja nigdy nie byłam mężatką, nie mam dzieci. Może ktoś powie, iż nie znam smaku życia rodzinnego czy trudów wychowania, ale to nieprawda. Wiem, co znaczy dzielenie życia, wiem też, iż to nie jest normalne być z jedną kobietą, a wciąż chodzić do drugiej.
Jadwiga chyba próbuje odzyskać Marka. Każdego dnia wydzwania z jakimś nowym problemem. Marek zaraz po pracy jedzie do niej, do dzieci, robi zakupy, naprawia kran, wraca późno w nocy. choćby w święta nie możemy być tylko we dwoje znowu telefon, znowu coś się dzieje. Dlaczego akurat Marek musi wszystko załatwiać?
Przecież Jadwiga ma dorosłe rodzeństwo, sąsiadki wszyscy mieszkają przecież w naszej dzielnicy w Krakowie. Ale odpowiedź wydaje się jasna: ona chce, by Marek wrócił do poprzedniego życia. Mam tego po prostu dosyć. Ale co mogę zrobić? Rozwód, odejście? Rozmowy z nim nie zmieniają niczego.
Z czasem zrozumiałam jedną istotną rzecz. Życie w cieniu przeszłości nigdy nie pozwoli zbudować prawdziwego szczęścia. Trzeba mieć odwagę, by odciąć to, co przeszkadza żyć pełnią tylko wtedy można zacząć nowe rozdziały z poczuciem własnej wartości.
