Niechciane dziecko
Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? Starszy lekarz z profesjonalnym uśmiechem spoglądał na moją młodą córkę.
Imienia jeszcze nie ustaliłyśmy wtrąciła się Małgorzata, siedząca przy łóżku. To odpowiedzialna decyzja, Jagoda powinna się dobrze zastanowić.
Ja jej wcale nie chcę nazywać. Ku zaskoczeniu wszystkich odezwała się moja córka. Ja choćby nie zamierzam jej zabierać. Złożę zrzeczenie.
Co ty wyprawiasz? zerwała się kobieta i, rzucając jej gniewne spojrzenie, zwróciła się do lekarza. Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, zabierzemy malutką do domu.
Wrócę później. Odpoczywajcie Lekarz nie miał najmniejszej ochoty być świadkiem rodzinnej sprzeczki.
Gdy drzwi za nim cicho się zamknęły, Małgorzata rzuciła się do córki z pretensjami.
Jak możesz coś takiego mówić? Co ludzie o nas pomyślą? Już i tak musiałyśmy przenieść się do Łodzi, żeby wszystko odbyło się po cichu. To dziecko powinno zostać z nami, w rodzinie.
I czyja to wina? Jagoda spojrzała jej prosto w oczy. Gdybyś mnie wtedy posłuchała, nic by się nie stało. Skończyłabym spokojnie liceum i poszła na studia. jeżeli ci na tym dziecku zależy, to sama się nim zajmij.
Odwróciła się do ściany, dając jasno do zrozumienia, iż rozmowa jest zakończona. Małgorzata jeszcze przez chwilę próbowała przemówić córce do rozumu, ale wtedy do sali weszła pielęgniarka i poprosiła, by ją zostawiła pacjentka musi odpocząć.
Jagoda została sama. Płakała cicho w poduszkę, modląc się, by to wszystko gwałtownie się skończyło.
Nieśmiały stukot do drzwi sprawił, iż wytarła łzy. Głęboko wzięła oddech i powiedziała:
Proszę.
Spodziewała się kogoś z personelu, ewentualnie swojego ojca. Tymczasem do sali weszła nieznajoma kobieta.
Czy mogę w czymś pomóc? Nikt by choćby nie podejrzewał, jak trudno jej było zachować spokój.
Słyszałam całkiem przypadkiem! Kobieta niepewnie zbliżyła się do łóżka. Lekarze rozmawiali przed moją salą.
Tak, chcę oddać dziecko. To prawda. To chyba panią interesuje?
Widziałam, jak pani mama
To nie moja mama! Jagoda powiedziała ostro, tracąc całą pozorną opanowanie. To tylko macocha, zbyt wiele sobie wyobraża. Moja mama pracuje za granicą.
Przepraszam, nie chciałam urazić kobieta speszyła się zupełnie. Po prostu mam troje dzieci i trudno mi pojąć twoją decyzję. Całe dzieciństwo spędziłam w domu dziecka. Boję się o twoją córcię. Ona nie zawiniła!
Takie maluchy gwałtownie znajdują nowe rodziny, tak mówią. Jagoda wzruszyła ramionami. A ja nie potrafię choćby jej wziąć na ręce, nie mówiąc już o czymś więcej. Gdyby nie Małgorzata, już dawno by mnie tutaj nie było.
Przecież jesteś już dorosła, sama możesz decydować. Masz chyba więcej niż piętnaście lat?
Jaki to wstyd! odezwała się dziewczyna, naśladując głos macochy. Jak my ludziom w oczy spojrzymy!
Nie rozumiem…
Opowiem pani odparła Jagoda z krzywym uśmiechem. Może wtedy przestanie mnie pani osądzać.
**********************************************
Ostatni rok liceum był dla Jagody wyjątkowo zły. Najpierw jej ukochanego Mateusza powołano do wojska, a potem do klasy dołączył nowy chłopak. Warszawski bananowiec, którego ojciec przeniósł tu dla nauczki, natychmiast zaczął podrywać wszystkie dziewczyny. Zależało mu nie na związku, tylko na kolejnej zdobytej osobie. Zresztą za to właśnie wylądował w prowincjonalnym liceum zepsuł ojcu opinię swoimi wybrykami.
Rafał obsypywał dziewczyny drogimi prezentami, zabierał je do klubów i drogich restauracji. Jedna po drugiej ulegały mu każda niby liczyła, iż zostanie wybranką księcia.
Najsilniejsza okazała się Jagoda. Kochała tylko Mateusza i nie potrzebowała nikogo innego. Wydawało się jej, iż Rafał przestał na nią zwracać uwagę i przerzucił się na inne koleżanki. Tak jej się tylko wydawało.
Bardzo się myliła.
Pod koniec grudnia koleżanka Jagody miała urodziny. Cała klasa przyszła, Rafał również się pojawił na tej skromnej domówce. Tylko iż jego celem nie było świętowanie.
W środku imprezy zadzwonił do Jagody telefon. Wyszła na korytarz, żeby odebrać, a gdy wróciła, przy jej miejscu siedział Rafał. Najpierw nic sobie z tego nie robiła, ale zaraz poczuła się bardzo źle
Rano z trudem otworzyła oczy. Rafał leżał obok, zadowolony.
No widzisz, a taka byłaś niedostępna powiedział beztrosko. To na otarcie łez. Szczerze? Myślałem, iż twój Mateusz to frajer.
Dojście do domu zajęło jej wieczność. Słaniała się na nogach, kręciło jej się w głowie. Ludzie na ulicy patrzyli z niesmakiem.
Nawet nie wyjęła kluczy zadzwoniła domofonem. Była pewna, iż macocha jest w domu.
Gdzie ty się, dziewczyno, włóczysz?! naburmuszyła się Małgorzata, widząc ją w drzwiach. Nie nocujesz, telefon milczy. I w jakim ty jesteś stanie! Gdyby ojciec cię taką zobaczył
Dzwoń po lekarza i policję przerwała jej Jagoda. Chcę złożyć zawiadomienie. Niech go wsadzą.
Macocha napięła się cała. Spojrzała na dziewczynę i połączyła fakty.
Kto?
Rafał, kto inny by się odważył. Ledwo mówiła Jagoda. Dzwoń, albo ja zadzwonię.
Poczekaj. Zastanowiła się Małgorzata, jak tu coś zyskać. Przecież on się wywinie. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci odszkodowanie.
Chyba żartujesz?! Jagoda nie wierzyła własnym uszom. Jakie odszkodowanie? Zaraz sama idę na policję!
Nie pójdziesz nigdzie! Małgorzata złapała ją gwałtownie za rękę i wciągnęła do pokoju. Nie miała siły się wyrwać. I tak będą ciebie obwiniać, cała Łódź zacznie wytykać cię palcami. Ja się tym zajmę.
Jagoda nie miała telefonu zgubiła go gdzieś po drodze albo zostawiła u koleżanki. Nie mogła wyjść Małgorzata zamknęła drzwi na klucz. Coraz bardziej ją zamroczyło, łóżko kusiło…
Kilka dni później Jagoda pojechała do babci. Ta mieszkała ponad sto kilometrów od Łodzi i była już mocno schorowana. Jagoda nie chciała jej niepokoić, więc udawała, iż wszystko jest w porządku.
Po miesiącu przyszła najgorsza wiadomość. Ta noc miała konsekwencje będzie miała dziecko.
Małgorzata była wniebowzięta. To dziecko miało zapewnić im wszystkim dostatnie życie! Dziadek zapłacił solidnie, żeby znowu zamieść sprawę pod dywan. Tylko niczego nie mówić, szczególnie do piątego miesiąca.
Nikt nie spytał, czego chce Jagoda. Gdy tylko wyraziła chęć usunięcia ciąży, Małgorzata zrobiła awanturę i pilnowała jej na każdym kroku.
Dziadek był niezadowolony z całej sytuacji, ale pieniądze przelał. Obiecał płacić alimenty.
************************************************
Teraz rozumie pani dlaczego? Przez to dziecko tyle przeszłam. Mateusz mnie zostawił, nie uwierzył. Koleżanki się odwróciły, musiałyśmy się przeprowadzić. choćby matury nie zdałam!
Przepraszam, oceniłam cię, nie znając prawdy kobieta spuściła wzrok. Ale to maleństwo naprawdę niczemu nie jest winne.
Jagoda, musimy poważnie porozmawiać! Do sali weszła stanowczym ruchem Małgorzata, ciągnąc męża za sobą. Proszę opuścić pokój, to sprawa rodzinna!
Nieznajoma spojrzała na mnie przepraszająco i wyszła.
Nie pozwolę ci zrujnować mojego planu. Zostawisz tu dziecko, nie wracaj do domu. I co, gdzie pójdziesz? Babcia nie żyje, jej mieszkanie dostał twój wujek. Chcesz żebrać?
Nie, pojedzie ze mną. Do sali weszła elegancka kobieta. Oczy Jagody rozbłysły szczęściem.
Mamo! Przyjechałaś!
Oczywiście, iż przyjechałam. Nie mogłam cię tak zostawić. Helena mocno uściskała córkę. Gdybyś mi wcześniej wszystko powiedziała, już dawno byś mieszkała ze mną. Myślałam, iż tutaj łatwiej skończysz szkołę.
Myślałam, iż mnie nie chcesz zaszlochała Jagoda. Mimo wszystko wciąż była dzieckiem.
Ktoś mi mówił, iż nie chcesz ze mną kontaktu. Prezenty wracały nierozpakowane, nie mogłam się do ciebie dodzwonić. Uznałam, iż nie możesz mi wybaczyć. Ale już dobrze powiedziała z uśmiechem, ocierając łzy Jagody. Wyjedziemy, zapomnisz o wszystkim…
********************************************************
Jagoda wyjechała. Dziecko przejęła Małgorzata, licząc na łatwe życie. Ale Gdy wpływowy dziadek się o tym dowiedział, przyjechał i zabrał wnuczkę do siebie. Rafał został zobowiązany uznać dziecko, choć nie miał na to ochoty.
Dla Jagody nastał lepszy czas. Jest razem z najbliższą osobą, której może zaufać i na którą zawsze może liczyćChoć początki w nowym miejscu nie były łatwe, Jagoda z każdym dniem nabierała oddechu. Przy matce odżyła; wspólne wieczory spędzane na rozmowach i śmiechach, spacery nad morzem, książki przynoszone do łóżka wszystko to leczyło dawne rany.
Uczyła się intensywnie, w rok zdała maturę eksternistycznie. Spotkała też nowych przyjaciół; takich, którzy chcieli ją poznać naprawdę, nie przez plotki i złośliwe spojrzenia. Jeszcze długo miewała sny o tamtej nocy i o pustce, która wtedy ją pochłonęła. Z czasem smutek ustąpił miejsca ciekawości: co stało się z maleństwem?
Nie od razu odważyła się zapytać matki. Bała się sądu, lękała się swojego wyboru, tego, co powie matka lub co poczuje sama.
Kiedyś, bardzo nieśmiało, spytała tylko: Czy ona ma się dobrze?
Helena skinęła głową z czułością. Wiesz… Chciałam ci o tym powiedzieć wcześniej, ale sama musiałaś być gotowa. Twoje dziecko mieszka teraz u dziadka. Podobno rośnie na mądrą, śmiałą dziewczynkę. Widziałam jej zdjęcie. Ma twoje oczy.
Jagoda przez chwilę milczała, wpatrując się przez okno w rozkołysane gałęzie. Czuła ból, ale też pewną ulgę. Rozumiała, iż krąg cierpienia gdzieś się zamknął. Dziecko było bezpieczne. Ona też była wolna.
Minęły lata. Jagoda skończyła wymarzone studia, została nauczycielką. Czasem przypadkiem natykała się na dziewczynkę, która bawiła się w parku jasne włosy, znajome spojrzenie. Nikomu się nie ujawniała. Stała z daleka, uśmiechała się i szła dalej, czując w środku rozpierające, bolesne szczęście.
Wiedziała, iż czasem życie wybiera za nas. Ale choćby w najciemniejszej godzinie może pojawić się ktoś, kto poda nam rękę. Trzeba tylko nauczyć się ją przyjmować, nie zawsze walczyć samotnie.
Jagoda dużo przeszła, ale przestała się bać przyszłości. Teraz patrzyła jej prosto w oczy z własną siłą i nadzieją.




