Niezapowiedziani goście
Telefon obudził Kasię o piątek rano. Dzwonił nieznany numer.
Tak? odparła Kasia sucho.
Kasiu? usłyszała donośny, radosny kobiecy głos. To ty?
Ja odpowiedziała obojętnie.
To ja! zawołała kobieta z entuzjastyczną nutą. Poznałaś mnie?
Poznałam skłamała Kasia z grzeczności, choć nie miała pojętu, z kim rozmawia.
Wiedziałam, iż od razu mnie rozpozniesz! ciągnęła kobieta z jeszcze większą radością. Jak cudownie, iż cię zastałam. Możesz teraz rozmawiać?
Mogę.
Świetnie! My z mężem, dziećmi i no, ja, już wylądowaliśmy z pociągu godzinę temu na dworze. Dobrze mnie słyszysz?
Dobrze.
Trochę cicho mówisz Wszystko w porządku, Kasiu?
Wszystko w porządku.
No to cudownie! Najpierw myśleliśmy o hotelu, bo wydawało nam się, iż nie mamy tu rodziny. Ale nagle przypomnieliśmy sobie o tobie! Rozumiesz?
Rozumiem.
To takie wspaniałe, iż sobie o tobie przypomniałyśmy! Nie uwierzysz, jaka była radość, zwłaszcza u dzieci.
Wierzę.
A mój mąż od razu powiedział: Zadzwoń do Kasi, ona cię nie zawiedzie.
I miał rację. Nie zawiodę cię.
Więc pozwolisz nam się u ciebie zatrzymać? Dobrze zrozumiałam?
Dobrze. Pozwolę.
Będziemy tylko chwilę! powiedziała kobieta, jakby to miało poprawić humor Kasi. No, może z dwa tygodnie. Zwiedzimy miasto, a potem wracamy do domu. Bo wiadomo, gość w dom, Bóg w dom, ale swoje cztery ściany i tak lepsze. Zgadzasz się?
Zgadzam się.
Wiedziałam! Zwłaszcza mąż był pewien. Od razu mówił: Przecież Kasia nas nie wyrzuci, w końcu to rodzina!. No, może daleka, może ostatni raz widzieliśmy się dziesięć lat temu, ale jednak rodzina! Prawda?
Prawda.
Mieszkasz sama?
Sama.
W trzypokojowym?
Tak.
To możemy do ciebie przyjechać?
Możecie.
Będziemy za godzinę. przez cały czas tam mieszkasz?
przez cały czas tam.
No to czekaj! Zaraz będziemy.
Czekam odparła Kasia.
Położyła telefon na nocnej szafce, przewróciła się na drugą stronę, nakryła głowę kołdrą i zasnęła, choćby nie przejmując się specjalnie tym, iż wciąż nie wie, z kim przed chwilą rozmawiała.
Godzinę później rozległ się dzwonek do drzwi. Kasia spojrzała na zegarek, zamknęła oczy i odwróciła się plecami. Telefon też dzwonił. Kasia spała.
Po chwili do drzwi zaczęło się dobijać. Kasia pozostała niewzruszona. W końcu telefon znów zadzwonił.
Tak? odezwała się, nie otwierając oczu.
Kasiu? rozbrzmiał ten sam radosny głos.
Tak.
To my! Jesteśmy pod twoimi drzwiami! Dzwonimy, pukamy, ale nikt nie otwiera!
Dzwonicie?
Tak!
Dlaczego was nie słyszę?
Nie wiem
To zadzwońcie jeszcze raz.
W mieszkaniu rozległ się dzwonek.
Dzwonimy powiedziała kobieta.
Nie odparła Kasia nie słyszę. A teraz zapukajcie.
Do drzwi rozległo się pukanie.
Pukamy!
Nie powiedziała Kasia nie słyszę.
Chyba coś pokręciłam zaczęła kobieta.
Co? spytała Kasia.
Gdzie teraz jesteś, Kasiu?
Jak to gdzie? W domu.
Gdzie w domu?
W Łodzi odpowiedziała Kasia, pierwsze, co przyszło jej do głowy. A gdzie niby miałabym być?
Jak to w Łodzi?! A nie w Warszawie?!
Przeprowadziłam się dziewięć lat temu. Zaraz po rozwodzie.
Dlaczego?
Dlaczego rozwód?
Dlaczego Łódź?!
Znudziła mi się Warszawa. Za dużo wspomnień.
A w Łodzi lepiej?
Oczywiście! O niebo lepiej.
Co konkretnie?
Wszystko! Cokolwiek bym robiła. I zero przykrych wspomnień. Ale po co tłumaczę? Przyjeżdżajcie i przekonajcie się sami. Ile was tam jest?
Cztery osoby. Ja, mąż i dwoje dzieci. Starszy Dominik, a młodszy Kuba. Kuba właśnie po raz trzeci w tym roku próbuje dostać się na studia.
No to wszyscy czworo, i jazda! U nas też są świetne uczelnie.
Kiedy mamy przyjechać?
Choćby teraz.
Teraz to raczej się nie da Mam mnóstwo spraw w Warszawie. Kuba chce studiować tylko tam. A my przyjechaliśmy, żeby się tu urządzić. Planowaliśmy mieszkać z tobą rok. Ale wyszło, jak wyszło.
Więc dzisiaj nie przyjedziecie?
Nie.
Szkoda. Już się nastawiłam.
Nam też szkoda. choćby nie wiesz, jak bardzo
Wiem.
Nie, nie wiesz! Jak pomyślę, co nas teraz czeka, to odechciewa mi się żyć.
Kasia uznała, iż czas zakończyć rozmowę.
No dobrze powiedziała jeżeli nie teraz, to przyjeżdżajcie, kiedy będzie wam pasowało. Zawsze was ucieszę. A jak już się urządzicie w Warszawie, od razu daj mi adres. Przyjadę w odwiedziny. Też na tydzień czy dwa. A potem zobaczymy. W końcu teraz w Warszawie nie mam nikogo oprócz was. Umówione? Dasz znać, gdzie będziecie?
Ale Kasia nie usłyszała odpowiedzi, bo połączenie się nagle urwało.













