Niedzielny tata. Opowieść. Gdzie jest moja córka? – powtórzyła Olesia, czując, jak zęby jej szczęka…

newsempire24.com 1 tydzień temu

Niedzielny tata. Z pamiętnika.

Gdzie jest moja córka? powtórzyłam, czując, jak zęby mi dzwonią, nie wiadomo, czy ze strachu, czy z zimna.

Zostawiłam Julię na urodzinach, w sali zabaw w dużym centrum handlowym. Rodziców solenizantki znałam tylko z widzenia, ale zostawiłam Julię spokojnie nie pierwszy raz była na takim dziecięcym evencie, to normalne. Tylko dziś się spóźniłam autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum handlowe jest na obrzeżach Warszawy, wszyscy podjeżdżają samochodem, ale samochodu nie mam. Odwiozłam Julię komunikacją, wróciłam na korepetycje, których nie mogłam odwołać, a potem znów po nią i spóźniłam się tylko piętnaście minut. Biegłam po śliskim parkingu tak szybko, iż ledwo łapałam oddech. Teraz mama solenizantki, niewysoka kobieta o okrągłych, błękitnych oczach, patrzyła na mnie z zaskoczeniem i powtarzała:

Przecież zabrał ją tata.

Nie ma żadnego taty, pomyślałam. Oficjalnie oczywiście jest, ale swojego dziecka nigdy nie widział.

Z Kamilem poznałam się przez przypadek spacerowałam z koleżanką Krakowskim Przedmieściem, ona skręciła nogę, chłopaki podbiegli pomóc. Jak w komedii opowiadali, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, iż jej tata jest generałem, a mój profesorem. Po co? Byli młodzi i głupi. Gdy zaszłam w ciążę i Kamil dowiedział się, iż jestem studentką pedagogiki, a mój tata jeździ autobusem miejskim, wcisnął mi pieniądze na aborcję i przepadł.

Nie zdecydowałam się na aborcję i nigdy nie żałowałam. Julia była moją przyjaciółką, zaskakująco mądrą jak na swój wiek i bardzo odpowiedzialną. Razem zawsze było wesoło. Podczas moich lekcji Julia bawiła się quietly lalkami, potem gotowałyśmy mleczną zupę albo jajko w koszulce, piłyśmy herbatę z kruchymi ciastkami posmarowanymi masłem. Pieniędzy niewiele, wszystko szło na wynajem mieszkania, ale nigdy nie narzekałyśmy ani ja, ani ona.

Jak mogliście oddać moje dziecko komuś obcemu?!

Mój głos drżał, a łzy cisnęły się do oczu.

Ale przecież to ojciec! denerwowała się mamą solenizantki.

Mogłam jej powiedzieć, iż żadnego ojca nie ma, ale przecież to nic nie zmieni. Trzeba lecieć do ochrony, żądać nagrań z kamer i

Kiedy to było?

Około dziesięć minut temu

Odwróciłam się i pobiegłam. Ile razy tłumaczyłam Julii nie odchodź z obcymi! Ze strachu nogi mnie nie słuchały, przed oczami mgła, kilka razy wpadłam na kogoś, choćby nie przeprosiłam. Intuicja kazała mi krzyknąć:

Julio! Juliooo!

Na wielkim food courcie był hałas, nikt nie zwrócił uwagi, kilka osób obejrzało się. Chyba zaczynałam panikować, nie wiedziałam, w którą stronę biec? Może jeszcze jej nie zabrał, może…

Mamo!

Przez chwilę nie wierzyłam oczom. Moja córka w rozpiętej kurtce, z umorusaną od lodów buzią, biegła ku mnie. Ścisnęłam ją tak, jakby miała się rozpłynąć w powietrzu, jeżeli ją puszczę. Wpatrzyłam się w mężczyznę. Schludny, z krótkimi włosami, w śmiesznym swetrze z bałwanem i lodem w dłoni. Widząc mój wzrok, zaczął tłumaczyć:

Przepraszam, to moja wina! Trzeba było poczekać, ale tak mi się szkoda zrobiło tych dzieciaków. Popychali Julię, wyzywali, iż tata jej nigdy nie przyjdzie, bo jest brzydka! Chciałem im pokazać, iż się mylą powiedziałem: Córko, zanim mama przyjedzie, kupmy lody”. Przepraszam, nie myślałem, iż tak panią wystraszę…

Trzęsłam się. Nie zamierzałam ufać obcemu. Ale czy naprawdę dokuczali Julii? Spojrzałam jej w oczy, od razu zrozumiała. Pociągnęła nosem, podniosła dumnie głowę.

No i co z tego, teraz też mam tatę!

Mężczyzna rozłożył ręce, a ja dalej nie mogłam nic powiedzieć.

Chodźmy, odetchnęłam wreszcie. Już późno, zaraz autobus nam ucieknie.

Zaczekajcie! zrobił krok w moją stronę, niepewnie machnął ręką. Może was podwiozę? Skoro już tak wyszło Nie jestem żadnym dziwakiem! Nazywam się Paweł. Naprawdę! O, moja mama tam siedzi, może potwierdzić!

Wskazał kobietę z fioletowymi lokami przy stoliku, zanurzoną w czytaniu książki.

Jak chcecie, podejdźmy, poleci mnie najlepiej!

Nie wątpię, warknęłam, wciąż mając ochotę trzepnąć go po głowie. Dziękuję, damy sobie radę!

Mamo Julia pociągnęła za mój rękaw. Niech wszyscy widzą, iż tata nas odwozi!

Przed salą zabaw stała jeszcze solenizantka z mamą i jakaś dziewczynka; nie pamiętałam jej imienia. Widząc błagalne spojrzenie Julii, wiedziałam, iż trudno będzie wrócić po lodzie z takim stanem umysłu. Zdecydowałam się.

Dobrze, rzuciłam.

Super! Tylko powiadomię mamę!

Typowy maminsynek zanotowałam cynicznie. Mama pomachała uprzejmie, a ja odwróciłam się. Ależ niezręczna sytuacja!

W drodze starałam się nie patrzeć Pawłowi w oczy, ale trudno było nie zauważyć, jak szczery jest w rozmowie z Julią. Ona śpiewała i gadulała, jak nigdy dotąd, aż gdy zatrzymaliśmy się pod blokiem, zgasła.

Już się nie spotkamy? spytała Pawła, zerkając na mnie.

Poczułam na sobie jego spojrzenie, czekał, aż wyrażę zgodę. Chciałam powiedzieć nie, Julia, to niegrzeczne”, ale widząc jej zawiedzioną minę, nie umiałam. Kiwnęłam głową.

jeżeli mama pozwoli, zaproszę cię w weekend na bajkę do kina. Byłaś kiedyś?

Naprawdę? Nie, nigdy! Mamo, mogę iść z tatą do kina?

Poczułam się niezręcznie, więc teraz to ja zaczęłam gadać:

Julia, zgadzam się, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze nie mów ‘tato’ do obcego, nazywaj go wujkiem Pawłem, rozumiesz? Po drugie pójdę z wami, bo co ci zawsze powtarzam? Nie wolno chodzić z nieznajomymi, choćby jak zdają się mili!

Ja też jej to powiedziałem, Paweł potwierdził. O tym, iż nie wolno.

Więc mogę?

Powiedziałam przecież, iż tak.

Hurra!!!

Rozumiałam, iż powinnam temu gwałtownie uciąć, ale nie mogłam. Nie miałam nikogo poza Julią. O gdyby tak zapytać się mamy! Pamiętałam ją słabo zginęła, gdy miałam pięć lat, tyle co Julia. Chłopak wpadł do przerębli, nikt nie odważył się ruszyć, a ona skoczyła. Dziecko uratowała, ale sama… Miała cukrzycę i padła w ciągu tygodnia, organizm był zbyt słaby. Teraz Julia też jest diabetyczką, przez co bardzo się o nią martwiłam przekazałam jej przecież to w genach.

Do kolejnego weekendu długo rozmyślałam, ale chyba niepotrzebnie się denerwowałam wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż się bałam, bo Paweł przyprowadził do kina swoją mamę.

Żebyś nie myślała, iż jestem jakimś świrem, niech mama mnie zarekomenduje zaśmiał się.

Ty właśnie jesteś świrem! odpowiedziała z taką czułością jego mama, iż od razu jasne było, jak bardzo kocha syna.

I naprawdę, gdy Paweł poszedł z Julią po popcorn, ona zaczęła mi go wychwalać.

Wyobraź sobie, iż on też dorastał bez ojca. Cztery razy miałam męża, ostatni był idealny! Paweł cały jak on. Ale los postanowił inaczej choćby nie zdążył potrzymać Pawła, dostał zawału. Przedwcześnie urodziłam, nie wiem, jak dałam radę. Inni mężowie pomagali… Wiesz, przez cały czas bardzo się lubimy pierwszy do dziś mnie kocha, drugi okazał się nie z naszej orientacji, a trzeci no cóż, kobietom nie odmawia, ale za bardzo kochał wszystkie naraz. W sumie chcieli być dla Pawła ojcem, ale ojciec to ojciec. Dlatego tak pokochał Julię też był wyśmiewany w szkole. Biedny, ile się nachodziłam do nauczycieli! Bez skutku. Różne głupoty robił, żeby udowodnić chłopakom, raz prawie przypłacił to życiem

Kobieta była wyjątkowo ciekawa: drobna, z fioletowymi włosami, w żakiecie od Vistuli i z książką Grocholi. Bardzo ją polubiłam.

Nic złego nie planuje, jest dobrym człowiekiem, mrugnęła. A widzę, iż podobałaś mu się.

Poczułam, iż się rumienię. No tak, tego jeszcze brakowało! Wiedziałam przecież, iż nie powinnam się angażować, ale żal mi było Julii

Po seansie podałam Pawłowi pieniądze za bilety, ale odmówił.

Jak zapraszam damę do kina, to sam płacę!

To też mi się nie podobało przyzwyczaiłam się płacić za siebie i nie polegać na nikim. A iż mogłam się jemu podobać bzdura, tak się nie zdarza.

Pod domem Julia spytała:

Tato, gdzie pójdziemy następnym razem?

Julia! upomniałam ją.

Przerażenie w jej oczach było tak rozbrajające, iż rozbawiło mnie w duchu.

Myślę, iż do Muzeum Przyrodniczego. Co powiesz?

Super! Mamo, pójdziesz z nami?

Idźcie sami, odpowiedziałam chłodno. Zabierzcie swoją mamę, wspominała, iż kocha motyle.

Pierwsza wyszłam z auta, chciałam zakończyć to jak najszybciej. Usłyszałam, jak Paweł szepce Julii:

Jak mama nie słyszy, możesz mówić ‘tato’.

W ten sposób Julia zyskała niedzielnego tatę. Czasami chodziłam na ich wspólne wypady, czasem puszczałam Julię samą mając z nimi panią Krystynę, mamę Pawła, dalej traktowałam go jak obcego i podejrzanego, choćby gdy Julia opowiadała z zachwytem, jaki jest fajny. Mimowolnie udzielała mi się jej radość, ale nie pozwalałam się ponieść: to przecież nie bajka, iż pojawia się książę na białym koniu! Mama Pawła stale go tak chwaliła, czasem myślałam: co z nim nie tak? Czy takie kobiety naprawdę szukają żony dla synów wśród zwykłych dziewczyn?

Ale z czasem serce mi miękło. Paweł robił to z wyczuciem zostawiał mi czekoladkę przy drzwiach, zawsze pytał o moje zdanie, zanim zaprosił Julię, próbował złapać mój wzrok w samochodzie. Najbardziej lubiłam panią Krystynę okazała się świetną rozmówczynią. Gdyby Paweł nie był jej synem, pewnie mogłabym się jej zwierzyć.

Pewnego razu zadzwonił, coś mówił o kinie. Julia od razu przyleciała, szeptała:

To Paweł?

Usiadła obok mnie, bardzo zadowolona.

Jasne, Julia się ucieszy, odparłam automatycznie.

Ale ja zapraszam ciebie. W sensie, żebyśmy poszli razem. Tylko we dwoje…

Nagle w tle usłyszałam głos pani Krystyny:

No, wreszcie!

Mamo, przestań podsłuchiwać! Ojej, przepraszam… Ona zawsze tak.

Julia szepnęła:

On cię prosi do kina?

Zaśmiałam się.

Mam uszy jak ty. Paweł… Ja…

Błagam, nie odmawiaj! Jeden raz, będę prawdziwym rycerzem!

Paweł, o oczach powiedz, nie ustępowała pani Krystyna. Powiedz, co mi mówiłeś, iż jej oczy jak oczy jej mamy

Poczułam, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą. Nie rozumiałam, o co chodzi.

Paweł coś wykrzyknął do mamy, potem cicho:

Olu, przyjadę i ci wszystko wyjaśnię. Mogę?

Przydałyby mi się wyjaśnienia… Chodziłam po mieszkaniu, aż przyjechał. Julia jakby przeczuwając, poszła rysować.

Powinienem był powiedzieć na początku, zaczął. Zamierzałem, ale od razu mi się spodobałaś Nie chciałem, żebyś myślała, iż robię to przez twoją mamę. Chodzi o twoją mamę właśnie. I bałem się, iż mnie znienawidzisz. Przecież ona przez mnie zginęła

Gubił wątki, patrzył błagalnie w oczy. Ja milczałam, trzęsąc się jak wtedy, gdy myślałam, iż Julia zaginęła.

Możesz mi wybaczyć?

Nie odezwałam się przez cały monolog, wykrztusiłam tylko:

Muszę pomyśleć.

Mamo, no, wybacz tacie

Paweł rzucił Julii wymowne spojrzenie, przypominając umowę. Znów spojrzał na mnie. Powtórzyłam:

Muszę przemyśleć, rozumiesz?

Chciałam zadać tysiąc pytań, ale jakoś nie dałam rady. Ale gdy zadzwoniła pani Krystyna, dowiedziałam się wszystkiego.

Nie wiedział, iż mama nie żyje wolałam chronić psychikę dziecka. Potem wymsknęło mi się, więc Paweł was odnalazł. Tego wieczoru chciał pomóc, ale najpierw tak wyszło z Julią, a potem ty Zakochał się od razu! Bał się, iż źle zrozumiesz. Nie obwiniaj go wtedy chciał udowodnić chłopakom, iż jest odważny, mimo braku ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, a on poszedł i…

Pani Krystyna mnie nie naciskała, tylko usprawiedliwiała syna. Ale Julia naciskała mocno!

Mamo, on jest dobry! I cię kocha, sam mi mówił! I może być moim tatą, prawdziwym, rozumiesz?

Rozumiałam. Ale to było dziwnie.

Minął prawie miesiąc, nie mogłam rozmawiać z Pawłem. Nie odbierałam telefonów, nie czytałam wiadomości. Im dłużej to trwało, tym bardziej miałam ochotę zadzwonić, ale robiło się to coraz trudniejsze.

Julia obudziła mnie nocą płakała, iż boli ją brzuch. Już wieczorem narzekała, ale uznałam, iż to nieświeży kefir. Teraz była gorąca, termometru nie trzeba było brać do ręki.

Trema sprawiła, iż zadzwoniłam najpierw po karetkę, a potem sama nie wiem czemu do Pawła.

Przyjechał razem z karetką. W dresie, zaspany, rozczochrany. Pojechał ze mną do szpitala, uspokajał i obiecywał, iż wszystko będzie dobrze. Ale sam był zdenerwowany.

To nie takie groźne, peritonit! powtarzał. Na pewno będzie dobrze!

Chwyciłam go za rękę nie wiem, komu bardziej to potrzebne, jemu czy mnie. W poczekalni było chłodno, nie mieliśmy nic ciepłego, siedzieliśmy blisko siebie, ogrzewając się wzajemnie.

Do lekarza pobiegł pierwszy, wypytując o operację. Ja siedziałam i bałam się ruszyć. Gdyby coś się stało Julii, nie przeżyłabym tego.

Ale wszystko było dobrze. Lekarze zrobili, co trzeba, a Julia, dzielna dziewczynka, walczyła o życie. Lekarz powiedział, iż sytuacja była krytyczna.

Jakby dobry anioł ją chronił, powiedział lekarz; wyszeptałam: dziękuję, mamo!

Paweł długo dziękował, lekarz nakazał nam wracać do domu do Julii nie wpuszczą, a rodzicom potrzebny odpoczynek.

Odwiózł mnie pod blok, sądziłam, iż poprosi, by wejść, ale milczał. Powiedziałam:

Świta już. Chcesz wejść, zrobić ci kawę?

Zrozumiałam, iż rzeczywiście chciałam, by wszedł. I by został. Na zawsze.

Julia zadziwiająco gwałtownie dochodziła do siebie lekarze i pielęgniarki byli pod wrażeniem.

Bo ja mam mamę i tatę powtarzała Julia.

A nikt poza mną i Pawłem nie wiedział, jak bardzo się z tego cieszyła.

Idź do oryginalnego materiału