Niedzielny tata. Opowieść.
Gdzie jest moja córka? powtarzałam sobie, czując jak zęby szczękają mi z nerwów albo z zimna.
Zostawiłam Hanię na urodzinach, w sali zabaw w warszawskiej galerii handlowej. Rodziców solenizantki znałam tylko przelotnie, ale zostawiłam córkę ze spokojem to nie był pierwszy taki dziecięcy kinderbal, wszystko wydawało się w porządku. Tylko dziś trochę się spóźniłam autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum handlowe położone jest trochę na uboczu, każdy dojeżdża tu samochodem, ale ja samochodu nie mam. Więc zawiozłam Hanię autobusem, potem wróciłam na korepetycje, których nie mogłam odwołać, a potem znów autobus i po nią. Spóźniłam się tylko kwadrans biegłam przez oblodzony parking, żeby zdążyć, aż straciłam tchu. A teraz mama solenizantki, młoda kobieta z okrągłymi niebieskimi oczami, patrzyła na mnie zdziwiona i powtarzała:
Jej tata ją zabrał.
Ale Hania nie miała taty. To znaczy, formalnie miała, ale ojca nigdy nie poznała.
Z Pawłem poznałam się przez przypadek spacerowałam z koleżanką po bulwarach Wisły, ona wykręciła kostkę, chłopcy pomogli. I, jak klasyk z filmu, skłamali, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, a tata jednej jest generałem, drugiej profesorem. Po co? Byli młodzi, głupi. A gdy okazało się, iż jestem studentką pedagogiki, a mój tata jeździ autobusem, Paweł wręczył mi pieniądze na aborcję i zniknął.
Nie zrobiłam aborcji, i nie żałowałam ani razu Hania była moją kompanionką, niezwykle rozsądną i niezawodną jak na swoje lata. Razem zawsze było nam wesoło, gdy ja prowadziłam lekcje, Hania cicho bawiła się lalkami, później szłyśmy do kuchni, gotowałyśmy zupę mleczną albo jajko w koszulce, piłyśmy herbatę z ciastkami posmarowanymi masłem. Na pieniądze nie można było narzekać wszystko szło na czynsz, ale ani ja, ani Hania nie narzekałyśmy.
Jak mogliście oddać moją córkę obcemu? głos mi się łamał, łzy napłynęły do oczu.
Ale jak obcemu? burknęła niebieskooka mama solenizantki. Przecież to jej tata!
Mogłabym powiedzieć jej prawdę, iż tata istnieje tylko teoretycznie, ale nie było sensu. Musiałam iść do ochrony, domagać się nagrań z kamer
Kiedy to było?
Około dziesięć minut temu
Odwróciłam się i pobiegłam. Ile razy mówiłam Hani nigdy nie idź z obcym! Ze strachu nogi nie słuchały się mnie, przed oczami miałam mgłę, parę razy wpadłam na innych, choćby nie przeprosiłam. Nagle, instynktownie, zaczęłam wołać:
Hania! Haniaaaa!
Na gwarnej strefie gastronomicznej było głośno, nikt się nie przejmował moimi krzykami, tylko kilka osób spojrzało. Łapałam powietrze, rozsądzałam gdzie najpierw szukać? Może jej jeszcze nie zabrał, może…
Mamusiu!
Najpierw nie mogłam uwierzyć moja córka w rozpiętej kurtce, z buzią umazaną lodami, biegła do mnie. Chwyciłam ją, jakby miała mi zaraz zniknąć, przycisnęłam do siebie. Spojrzałam prosto w oczy mężczyźnie schludny, krótko ostrzyżony, w głupim swetrze z bałwanem, z lodem w ręku. Chyba odczytał w moim spojrzeniu, co zamierzam powiedzieć, bo pospiesznie wyjaśnił:
Przepraszam, to moja wina! Powinienem zostać w sali, ale dzieci ją dokuczały! Mówili, iż nie ma taty, iż tata nigdy po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Chciałem im pokazać podszedłem, mówię: córeczko, zanim mama wróci, kupimy lody. Naprawdę nie myślałem, iż się tak przestraszysz…
Cała drżałam. Nie zamierzałam ufać obcemu, ale czy Hania naprawdę była przedmiotem żartów? Spojrzałam jej w oczy. Wszystko zrozumiała, wzruszyła nosem, podniosła wysoko brodę:
Trudno! Teraz też mam tatę!
On rozłożył niezręcznie ręce, ja dalej nie mogłam nic powiedzieć.
Chodźmy wydusiłam w końcu. Już późno, nie zdążymy na autobus.
Zaczekajcie! podszedł, zatrzymał się, niepewnie machnął ręką. Może Was podwiozę? Skoro już tak wyszło… Nie, nie myślcie źle, nie jestem żadnym maniakiem! Nazywam się Artur. Jestem w porządku! Tam siedzi moja mama, może poświadczyć!
Wskazał kobietę z fioletowymi lokami przy stoliku, pogrążoną w książce.
jeżeli chcecie, możemy podejść, da mi najlepsze rekomendacje!
Nie ma potrzeby wycedziłam, choć przez cały czas miałam ochotę przyłożyć mu w głowę. Dziękujemy, damy sobie rady!
Mamo… Hania pociągnęła mnie za rękaw. Niech wszyscy widzą, iż tata nas podwozi!
Przy sali zabaw stały jeszcze solenizantka z mamą i jakaś inna dziewczynka, której imienia nie pamiętałam. W oczach Hani błagało tyle nadziei, a szklanka i lód na parkingu mnie przerażały. Zdecydowałam:
Dobrze rzuciłam.
Super! Tylko uprzedzę mamę!
Maminsynek pomyślałam sarkastycznie. W tej chwili fioletowowłosa pani pomachała mi życzliwie, odwróciłam się szybko. Ale co za głupia sytuacja…
W samochodzie unikałam wzroku Artura, ale nie dało się nie zauważyć, jak subtelny jest w rozmowie z Hanią. Córka trajkotała jak nigdy, śpiewała niemal jak skowronek. Ja taką ją jeszcze nie widziałam. Ale przed blokiem Hania nagle posmutniała.
Już się nie zobaczymy? szepnęła do Artura, patrząc na mnie.
Artur spojrzał na mnie z pytaniem. Chciałam już odpowiedzieć nie, ale widząc zasmuconą twarz Hani, nie potrafiłam. Uchyliłam mu spojrzenie, kiwnęłam głową.
jeżeli Twoja mama pozwoli, możemy pójść w weekend do kina na bajkę. Byłaś już w kinie?
Naprawdę? Nie byłam! Mamo, mogę pójść z tatą do kina?
Zapiekła mnie twarz, więc teraz to ja się rozgadałam:
Hania pozwolę na dwa warunki. Po pierwsze nie nazywaj obcego człowieka tatą, mów wujek Artur, rozumiesz? Po drugie pójdę z Wami na bajkę, bo co Ci powtarzałam? Z obcymi nie wolno chodzić nigdzie, choćby z tymi, co wydają się mili!
Ja też jej to mówiłem wtrącił Artur. Że nie wolno chodzić.
A mogę iść?
Powiedziałam, iż tak.
Hurra!!!
Wiedziałam, iż powinnam uciąć od razu cały ten absurd, ale nie umiałam. Oprócz Hani nie miałam nikogo na świecie. Gdybym mogła poradzić się choćby mamy… Ale ją pamiętam tylko niejasno zmarła, gdy miałam pięć lat, tyle, ile teraz Hania. Dziecko wpadło do przerębla, nikt nie odważył się skoczyć, tylko ona ocaliła chłopca, ale sama… Sama zachorowała, miała cukrzycę i już wcześniej problemy ze zdrowiem. Tak samo Hania choruje na cukrzycę to ja przekazałam jej te geny.
Do kolejnej soboty dużo myślałam, martwiłam się niepotrzebnie wszystko wyszło inaczej niż się spodziewałam, bo Artur zabrał do kina swoją mamę.
Żebyś nie pomyślała, iż jestem jakiś dziwny, niech mama mnie zareklamuje uśmiechnął się.
On jest dziwny, ale w dobrym sensie mrugnęła jego mama z taką czułością, iż od razu było widać uwielbia swojego syna.
Oczywiście, gdy Artur poszedł po popcorn z Hanią, jego mama naprawdę go zareklamowała.
Możesz mówić mi po imieniu? Powiem Ci… On też wychowywał się bez ojca. Cztery razy byłam zamężna, ostatni był idealny! Artur cały w niego. Ale los chciał inaczej nie zdążył potrzymać syna na rękach. Zmarł nagle, a ja rodziłam przedwcześnie, ledwo przeżyłam. Poprzedni mężowie pomagali… Co się tak dziwnie patrzysz? Z pierwszym świetnie się dogadujemy, drugi okazał się gejem, a trzeci kochał zbyt dużo kobiet. Starali się zastąpić Arturowi ojca, ale ojca nic nie zastąpi. Dlatego Artur tak przejął się Hanią jego też dręczono w szkole. Ile ja się nachodziłam do nauczycieli! Bez skutku! Co tylko nie robił, głupoty na zakład, żeby udowodnić chłopcom, iż jest mężczyzną, raz omal nie zginął…
Kobieta była nietuzinkowa. Niewysoka, szczupła, z fioletowymi włosami, w garsonce od polskiego projektanta i z powieścią Chmielewskiej w ręku. Bardzo przypadła mi do gustu.
Nie masz się czego obawiać podsumowała On ma po prostu dobre serce. A Tobie, mam wrażenie, bardzo się spodobałaś.
Poczułam rumieniec. Tego mi jeszcze brakowało! W duchu wiedziałam, iż to wszystko jest zbyt piękne. Żal mi było tylko Hani.
Po filmie podałam Arturowi pieniądze za bilety, ale on się uśmiechnął i zaprotestował.
Jak zapraszam damy do kina, to płacę!
Nie lubię zależeć od nikogo, zawsze płacę za siebie. A to, iż się mu spodobałam bzdura, tak się nie zdarza.
Przed blokiem Hania spytała:
Tato, gdzie pójdziemy następnym razem?
Hania! zganiłam ją.
Zakryła usta rączkami.
Może pójdziemy do Muzeum Zoologicznego? Co Ty na to?
Super! Mamo, idziesz z nami?
Idźcie sami odparłam chłodno. Weźcie ze sobą panią Jadwigę, wspominała, iż kocha motyle.
Wysiadłam pierwsza chciałam, żeby gwałtownie się skończyło. Słyszałam tylko, jak Artur szepce Hani:
Jak mama nie słyszy, możesz mi mówić tato.
Tak oto Hania zyskała niedzielnego tatę. Czasem chodziłam z nimi, czasem tylko Hanię puszczałam, jeżeli była pani Jadwiga przez cały czas uważałam Artura za obcego, podejrzanego, chociaż Hania za każdym razem entuzjastycznie opowiadała, jaki Artur jest fajny i zabawny. Chciałam nie dać się porwać tym uczuciom przecież w życiu nie ma tak, iż nagle pojawia się książę na białym koniu. Jego mama przechwalała go za każdym razem tak, iż zaczęłam myśleć: co jest z nim nie tak? Czy naprawdę taka kobieta chciałaby dla swojego syna zwykłą dziewczynę?
Ale powoli moje serce miękło. Artur był bardzo subtelny zostawiał mi czekoladę na półce przy drzwiach, zawsze pytał o zgodę, zanim zabrał Hanię gdzieś, próbował złapać mój wzrok w samochodzie. Najbardziej lubiłam rozmowy z panią Jadwigą mogłabym jej powierzyć wszystko, gdyby nie była matką Artura.
Któregoś dnia zadzwonił. Zaczął coś mówić o kinie. Hania zaraz się pojawiła szepnęła:
To Artur? i usadowiła się obok, zadowolona.
Tak, jasne, Hania się ucieszy powiedziałam z przyzwyczajenia.
Ale… zapraszam Was obie. Chciałbym, żebyśmy poszli razem. We dwoje.
W tle zawsze rozlegał się głos pani Jadwigi.
W końcu się odważył!
Mamo, przestań podsłuchiwać! Przepraszam, Olesiu… Przepraszam. Ona zawsze wszystko musi wiedzieć.
Hania szepnęła do mnie:
Zaprosił Cię do kina?
Zaśmiałam się.
U mnie też uszy stoją. Artur… ja…
Tylko nie odmawiaj, błagam! Jeden raz! Obiecuję być rycerzem!
Powiedz jej o oczach, Artur nie odpuszczała pani Jadwiga. Powiedz jej, iż ma oczy swojej mamy…
Jakby ktoś oblał mnie zimną wodą. Nic nie rozumiałam. Mama?
Artur coś krzyknął do mamy, potem powiedział:
Olesiu, wpadnę zaraz, wszystko wyjaśnię. Mogę?
Wyjaśnienia by się przydały… Chodziłam z kąta w kąt, aż przyjechał. Hania, jakby wiedziała, siadła przy stoliku i zaczęła malować.
Powinienem od razu powiedzieć prawdę zaczął. Chciałem, ale tak mi się spodobałaś… Bałem się, iż pomyślisz, iż to przez Twoją mamę. A ja… myślałem, iż mnie znienawidzisz. Przez to, iż ona zginęła przez mnie…
Mówił chaotycznie, patrzył na mnie błagalnie. Drżałam, jak wtedy, gdy myślałam, iż Hania zginęła.
Wybaczysz mi?
Nie powiedziałam ani słowa przez cały ten monolog. W końcu wydukałam:
Muszę się zastanowić.
Mamo, no… wybacz tatusiowi…
Artur zrobił wielkie oczy do Hani, przypominając jej o umowie. Znów spojrzał na mnie. Powtórzyłam:
Potrzebuję czasu. Rozumiesz?
Chciałam zadać milion pytań, ale nie mogłam wydusić słowa. Potem zadzwoniła pani Jadwiga, to ona wyjaśniła szczegóły.
Nie wiedział, iż ona zginęła chroniłam go. Potem się wydało, Artur postanowił Was odnaleźć. Tego wieczoru chciał Cię poznać, zaoferować pomoc, ale wyszło… potem Hania, potem Ty… Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż go odrzucisz. Nie był winny chciał udowodnić chłopcom, iż jest mężczyzną. Wszyscy bali się wejść na lód, a on poszedł…
Pani Jadwiga nie naciskała, ale broniła syna. To Hania naciskała najbardziej.
Mamo, przecież on jest dobry! I mówił, iż kocha Ciebie! Może być moim prawdziwym tatą, rozumiesz?
Rozumiałam. Ale… Czy to na pewno adekwatne?
Minął prawie miesiąc, a ja nie potrafiłam z nim porozmawiać. Nie odbierałam, nie czytałam wiadomości. Im dłużej zwlekałam, tym bardziej chciałam zadzwonić i tym trudniejsze to się stawało.
Hania obudziła mnie w nocy płakała, bolał ją brzuszek. Już wczoraj narzekała, uznałam to za niestrawność. Teraz była gorąca, nie musiałam choćby sprawdzać termometrem.
Drżącymi dłońmi wybrałam numer pogotowia, potem nie wiem, po co Artura.
Przyjechał z karetką. W piżamie, rozczochrany. Pojechał z nami do szpitala, pocieszał, iż będzie dobrze. Ale sam miał drżący głos.
Zapalenie otrzewnej to przecież nie tak groźne! Wszystko będzie dobrze!
Złapałam go za rękę może żeby go uspokoić, może siebie. W chłodnym korytarzu szpitalnym siedzieliśmy razem, otulając się ciepłem.
Do lekarza podbiegł pierwszy, dopytując o operację. Ja siedziałam, wystraszona jak nigdy. Gdyby Hania umarła, nie wiem, czy bym przeżyła.
Ale wszystko było dobrze. Lekarze stanęli na wysokości zadania, Hania była dzielna, walczyła z całych sił, choć stan był krytyczny.
Jakby dobry anioł nad nią czuwał powiedział lekarz. Dziękuję, mamo! wyszeptałam.
Artur długo dziękował lekarzowi, ten kazał nam obojgu wracać do domu do Hani i tak nie wolno, jest na intensywnej, rodzice muszą odpocząć.
Odwiózł mnie pod blok, spodziewałam się, iż poprosi, by wejść, ale milczał. Wtedy ja powiedziałam:
Już świta. Chcesz wejść na kawę?
Zrozumiałam, iż naprawdę tego chcę. Chcę, żeby został. Na zawsze.
Hania dochodziła do siebie zaskakująco szybko. Wszyscy pielęgniarki, lekarze zwracali na to uwagę.
Bo teraz mam mamę i tatę mówiła.
I nikt oprócz mnie i Artura nie wiedział, dlaczego dziewczynka tak cieszy się ze szczęścia…







