Akcja filmu "W stronę słońca" ("Sunshine") przenosi nas do 2057 roku, w którym Słońce zaczyna wygasać. Brzmi jak klasyczny punkt wyjścia dla kina katastroficznego w stylu "Armageddonu" i "Projektu Hail Mary", ale "W stronę słońca" bardzo gwałtownie skręca w stronę psychologicznego thrillera.
Ośmioosobowa załoga statku Icarus II musi dostarczyć ładunek, który ma "ponownie zapalić" gwiazdę i uratować ludzkość przed epoką lodowcową. W centrum tej historii nie ma jednak technologii, tylko ludzie – i to, co dzieje się z nimi, gdy patrzą prosto w oślepiające światło.
O czym jest "W stronę słońca"? Cillian Murphy, Chris Evans i Michelle Yeoh w obsadzie
Na pokładzie spotykają się zupełnie różni bohaterowie, a każdy inaczej reaguje na wagę misji. Laureat Oscara Cillian Murphy ("28 dni później", "Oppenheimer", "Peaky Blinders") gra fizyka Capę, zamkniętego w sobie outsidera. Towarzyszą mu: Chris Evans (kapitan Ameryka w filmach Marvela) jako pragmatyczny inżynier Mace, Rose Byrne ("Druhny", "Kopnęłabym cię, gdybym mogła") jako pilotka Cassie oraz oscarowa Michelle Yeoh ("Wszystko wszędzie naraz", "Przyczajony tygrys, ukryty smok") jako botaniczka Corazon.
W imponującej obsadzie są też Hiroyuki Sanada ("Szōgun", "John Wick 4"), Benedict Wong ("Doktor Strange”, "Zniknięcia"), Cliff Curtis ("Avatar: Istota wody", "Dzień próby"), Troy Garity ("Barbershop", "Dziewczyna żołnierza") oraz Mark Strong ("Kingsman", "Sherlock Holmes"), który pojawia się w najbardziej niepokojącej roli w całym filmie.
Muzyka w "W stronę słońca" jest już kultowa. Kompozycje Johna Murphy'ego, stworzone we współpracy z zespołem Underworld, do dziś uchodzą za jedne z najbardziej rozpoznawalnych w kinie XXI wieku. Utwór "Adagio in D Minor" (często nazywany "Surface of the Sun") stał się tak ikoniczny, iż później wykorzystywano go w zwiastunach innych filmów. Zresztą cały film jest wizualnie zachwycający i serwuje widzom ucztę dla zmysłów.
Finał "W stronę słońca" szokuje do dziś
Krytycy byli zgodni co do jednego – to film, który zachwyca formą. Roger Ebert pisał o "przekonujących i bezlitosnych efektach specjalnych", podkreślając, iż produkcja jest najmocniejsza, gdy skupia się na "ogromie misji i jej konsekwencjach". Inni widzieli w niej wręcz arcydzieło i współczesną odpowiedź na "2001: Odyseję kosmiczną" Stanleya Kubricka – "wizjonerską odyseję o rozmachu i poczuciu zachwytu".
Dalsza część artykułu poniżej.
Jednocześnie powracał zarzut, który dziś jest już niemal częścią legendy filmu. Wielu recenzentów zwracało uwagę na trzeci akt, w którym historia... niespodziewanie skręca w stronę horroru. Jak pisał wówczas jeden z krytyków, finał "sprawia wrażenie nagłego zwrotu w stronę slashera", a inny dodawał, iż "to niepotrzebnie spłyca wcześniejsze emocje". Z drugiej strony pojawiały się głosy, iż kulminacja niesie "prawdziwe poczucie zachwytu".
Faktycznie, "W stronę słońca" Danny'ego Boyle'a ("Slumdog: Milioner z ulicy", "Trainspotting") i Alexa Garlanda ("Ex Machina", "Civil War") nie jest typowym filmem science fiction. Twórcy "28 dni później" chcieli czegoś więcej – opowiedzieć o spotkaniu człowieka z czymś absolutnym. Słońce nie jest tu tylko gwiazdą, ale niemal bóstwem, które przyciąga i niszczy. Im bliżej celu znajduje się załoga, tym bardziej rozpada się ich racjonalne myślenie, co prowadzi do szokującej końcówki.
Gdzie obejrzeć "W stronę słońca"?
Po latach "Sunshine" wciąż utrzymuje solidne oceny – 77 procent od krytyków i 73 procent na Rotten Tomatoes od widzów, 7,2/10 na IMDb, 6,7/10 na Filmwebie – zdążyło zyskać kultowy status. A jednak pozostaje jednym z najbardziej niedocenianych science fiction początków XXI wieku. Nie wszyscy docenili jego ambicje i rozmach.
Jeśli więc umknęło ci wizjonerskie "W stronę słońca", to dobry moment, żeby je nadrobić. Tym bardziej iż film jest dostępny na platformach Disney+ oraz HBO Max.









![Kuriozalny gol w polskiej lidze. Jak to wpadło? [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/69e5f6fd866cd0_68905840.jpg)





