– Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? Starszy lekarz z lekkim uśmiechem patrzył na swoją młodą pacjentkę.
– Jeszcze się nie zdecydowałyśmy wtrąciła się Natalia, która siedziała na krześle przy łóżku. To ważna sprawa, Zosi musi się dobrze zastanowić.
– Wcale nie chcę. Nagle oznajmiła sama młoda mama. Ja w ogóle nie zamierzam jej zabierać do domu. Złożę zrzeczenie.
– Co ty wygadujesz? Natalia zerwała się gwałtownie i rzuciła córce wściekłe spojrzenie, po czym zwróciła się do lekarza Proszę nie zwracać uwagi, ona nie wie, co mówi. Oczywiście, iż dziecko zabieramy.
– Wpadnę za chwilę. Odpoczywajcie rzekł lekarz, zupełnie nie zainteresowany rodzinną awanturą.
Ledwie drzwi się za nim zamknęły, Natalia rzuciła się na Zosię z kolejną serią pretensji:
– Jak możesz tak mówić? Co ludzie pomyślą?! I tak musiałyśmy się przeprowadzić do Krakowa, żeby cała sprawa odbyła się bez rozgłosu. To dziecko ma zostać w rodzinie!
– A kto jest temu winien? Zosia patrzyła kobiecie prosto w oczy. Gdybyś mnie wtedy posłuchała, nic by się nie wydarzyło. Spokojnie skończyłabym liceum, poszłabym gdzieś na studia Skoro ci na tym dziecku tak zależy, to sama się nim zajmij.
Zosia odwróciła się do ściany, jasno dając do zrozumienia, iż rozmowa jest skończona. Natalia próbowała jeszcze przez chwilę wpłynąć na córkę, ale przerwała jej pielęgniarka, prosząc, by opuściła salę pacjentce potrzebny spokój.
Zosia została sama. Szlochała cicho w poduszkę, modląc się w duchu, by to wszystko gwałtownie się skończyło.
Nieśmiałe pukanie do drzwi zmusiło ją, by otarła łzy. Wzięła oddech, przybierając spokojną minę:
– Proszę wejść.
Oczekiwała kogoś z personelu albo, co najwyżej, ojca. Tymczasem, do sali weszła nieznajoma kobieta.
– W czym mogę pani pomóc? nikt by się nie domyślił, jak dużo wysiłku Zosię kosztuje utrzymanie spokoju.
– Usłyszałam zupełnie przypadkiem! Lekarze rozmawiali przy mojej sali kobieta plątała się w słowach, nie wiedząc jak zadać pytanie.
– Tak, chcę się zrzec dziecka. To chyba panią interesuje?
– Widziałam, jak twoja mama
– To nie jest moja mama! wyprowadziła ją z błędu gwałtownie Zosia. To tylko macocha. Uzurpatorka. Prawdziwa mama pracuje w Niemczech.
– Przepraszam, nie chciałam cię urazić kobieta była wyraźnie zmieszana. Sama mam trójkę dzieci, więc nie umiem pojąć, co tobą kieruje. Ale całe dzieciństwo spędziłam w domu dziecka, i bardzo się boję o twoją córeczkę. Przecież ona niczemu nie jest winna.
– Mówili mi, iż takie maleństwa gwałtownie znajdują dom. Wzruszyła ramionami Zosia. Ja choćby nie potrafię jej dotknąć, a co dopiero mówić o czymś więcej. Gdyby nie to, iż Natalia wtedy się wtrąciła, nie byłoby mnie tu wcale.
– Przecież jesteś już dorosła, masz pewnie ponad piętnaście lat
– Wstyd na całą wieś! Zosia powtórzyła ironicznym tonem typowe teksty macochy. Jak byśmy ludziom w oczy spojrzeli
– Nie rozumiem cię
– To może teraz pani zrozumie, jak opowiem całą historię powiedziała Zosia, krzywo się uśmiechając.
**********************************************
Ostatnia klasa liceum była dla Zosi prawdziwym koszmarem. Najpierw Paweł, jej ukochany, poszedł do wojska, a potem do ich klasy dołączył przysłany z Warszawy Damian syn biznesmena, który za karę został odesłany na prowincję. Damian zaczepiał każdą dziewczynę, bo nie szukał związku, tylko kolejnej przygody. Właśnie za taki styl życia ojciec go zesłał, żeby poprawić reputację rodziny.
Damian kupował drogie prezenty, zabierał dziewczyny do modnych knajp w centrum i na imprezy. Jedna po drugiej ulegały, marząc, iż zostaną żoną takiego księcia.
Najbardziej opornią okazała się jednak Zosia, bo liczył się dla niej tylko Paweł. Gdy wydawało się, iż Damian zrozumiał, iż nie ma u niej szans i zajął się innymi, odetchnęła z ulgą.
Jak się pomyliła!
W grudniu jedna z jej koleżanek robiła urodziny. Przyszła cała klasa, Damian też się zjawił. gwałtownie stało się jasne, iż nie przyszedł tam, by świętować z jubilatką.
W trakcie imprezy Zosi zadzwonił telefon. Wyszła do korytarza, a kiedy wróciła, przy jej miejscu siedział Damian. Zignorowała go, potem zrobiło jej się bardzo niedobrze
Obudziła się nad ranem. Damian leżał obok, uśmiechnięty.
– No widzisz, nie było się czego bać powiedział, jakby nic się nie stało. To taki bonus ode mnie. Naprawdę byłem zaskoczony, iż twój Paweł jest takim naiwniakiem.
Powrót do domu był dla Zosi gehenną. Zataczała się, kręciło jej się w głowie, przechodnie patrzyli z niechęcią.
Do klatek choćby nie wyciągała kluczy, tylko zadzwoniła domofonem wiedząc, iż macocha jest w domu.
– Gdzie się szlajasz?! wybuchła Natalia. Nie nocowałaś, nie odbierasz telefonu, a w jakim jesteś stanie, to już choćby nie komentuję! Jakby ojciec to zobaczył
– Dzwoń po lekarza i na policję Zosia przerwała jej spokojnie. Zgłaszam gwałt. Damiana powinni wsadzić.
Natalia zrobiła się spięta. Powiązała wygląd Zosi z tym, co usłyszała.
– Kto?
– Damian, kto inny? Zosi ledwo starczyło siły mówić. Zadzwoń, albo sama to zrobię.
– Poczekaj Natalia zamyśliła się przeliczając w głowie, co się jej opłaca. I tak go wybronią. Dogadam się z jego ojcem. Niech zapłaci za milczenie.
– Zwariowałaś?! Zosia była w szoku. Jakie pieniądze?! Sama pójdę na policję!
– Nie pójdziesz nigdzie! Macocha chwyciła Zosię za rękę i zaciągnęła do pokoju. Nie miała sił się bronić. Tylko ty wyjdziesz na winną, cała wieś będzie pokazywać palcami. Ja się tym zajmę.
Telefon gdzieś zgubiła albo zostawiła u koleżanki w każdym razie kontaktu z nikim nie miała. Z domu nie wyszła, bo Natalia zamknęła drzwi na klucz. Czuła się coraz gorzej, ale spać musiała.
Po dwóch dniach wysłali ją do babci pod Tarnów. Babcia była już schorowana, więc Zosia udawała przed nią, iż wszystko jest w porządku.
Miesiąc później Zosia dowiedziała się, iż jest w ciąży.
Natalia aż skakała z euforii dziecko zabezpieczy ich finansowo! Bogaty dziadek da im grube alimenty, jak zwykle tuszując wybryki swojego syna. Tylko żeby nikt się nie dowiedział przynajmniej do piątego miesiąca.
Nikt nie pytał, czego chce Zosia. Gdy tylko powiedziała, iż nie chce mieć tego dziecka, Natalia urządziła awanturę. Od tego momentu pilnowała Zosi na każdym kroku.
Dziadek był cały zdenerwowany sprawą, ale pieniądze dawał. I zapewnił, iż alimenty będą płynąć dalej.
************************************************
– No widzi pani, ile przez to dziecko przeszłam? Paweł się ze mną rozstał, nie uwierzył moim tłumaczeniom. Koleżanki się odwróciły, szkoły nie skończyłam, a do tego musiałyśmy przenieść się do Krakowa!
– Przepraszam cię, oceniałam, nie znając całej prawdy kobieta spuściła wzrok. Ale malutka wciąż niczemu nie jest winna.
– Zosia, musimy poważnie porozmawiać! do sali weszła stanowczym krokiem Natalia, ciągnąc za sobą męża. Obcych proszę o wyjście, to sprawa rodzinna!
Kobieta posłała Zosi współczujące spojrzenie i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
– Nie dopuścisz, byś popsuła mój idealny plan. Zostawisz dziecko w szpitalu, to do domu nie wracaj. Gdzie pójdziesz? Babci już nie ma, mieszkanie poszło do twojego wujka. Na ulicy będziesz żebrać?
– Nie, pojedzie ze mną w drzwiach stanęła zadbana kobieta. W oczach Zosi pojawiły się łzy radości.
– Mamo! Przyjechałaś!
– No jasne, iż przyjechałam. Myślałaś, iż cię zostawię w takiej chwili? powiedziała pani Albina, mocno przytulając córkę. Gdybyś mi wcześniej wszystko powiedziała, już dawno zabrałabym cię do siebie. Myślałam, iż tu łatwiej ci będzie skończyć szkołę.
– Myślałam, iż mnie nie kochasz szepnęła Zosia, płacząc cicho. Była jeszcze taka młoda.
– Ktoś puszczał plotki, iż nie chcesz ze mną rozmawiać. Prezenty wracały nieotwierane, nie mogłam się do ciebie dodzwonić. Myślałam, iż mnie odrzuciłaś. Ale wszystko się ułoży dodała, wycierając Zosi łzy. Wyjeżdżamy stąd, zapomnisz o tym wszystkim.
********************************************************
Zosia wyjechała. Natalia zabrała dziecko, licząc na lekkie życie. Ale Kiedy dziadek się dowiedział, przyjechał i zabrał wnuczkę do siebie. Damian musiał uznać dziecko za swoje, chociaż bardzo się wzbraniał.
A Zosia, wreszcie, jest szczęśliwa. Jest przy niej mama, najważniejsza osoba, która nigdy jej nie zawiedzieNa nowym początku, w ciepłym mieszkaniu za granicą, Zosia codziennie uczyła się czegoś nowego: języka, siebie, wiary, iż świat może być dobry. Jej mama chodziła do pracy, ona nadrabiała szkołę, wieczorem plotły w kuchni wspólne plany na przyszłość już nie o przetrwaniu, ale o budowaniu szczęścia. Bywały dni, iż Zosia budziła się z krzykiem, przez cały czas czując ciężar tego, co przeszła. Ale zaraz potem dobiegał ją zapach kawy i cichy śmiech mamy, i wiedziała, iż każdy ranek to szansa na coś lepszego.
Pewnego popołudnia mama przyniosła jej kopertę z listem. Po chwili wahania, Zosia rozpoznała charakter pisma to była babcia Damiana. Napisała kilka prostych, szczerych słów: Wiem, jak bardzo cię skrzywdziliśmy. Wnuczka jest u mnie, jest bezpieczna i kochana. Ty też bądź szczęśliwa, na ile się da.
Zosia zamknęła oczy i uśmiechnęła się pierwszy raz tak prawdziwie, od bardzo dawna. Przeszłość nie zniknęła, ale przestała boleć jak rana. Teraz mogła otworzyć drzwi swojego życia na nowe już po swojemu.
Gdy kolejnej wiosny Zosia szła na egzamin w nowej szkole, zatrzymała się na chwilę przed kwitnącym drzewem. Przez liście przemykały złote promienie słońca. Oddychała głęboko, czując, iż jest gotowa w końcu naprawdę wolna.




