Nie wytrzymała
Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herbaty. adekwatnie, już to zrobiłam.
Zabrzmiało to tak zwyczajnie, jakby mówiła o codziennych sprawach, choćby na obiad dzisiaj rosół.
Pozwól, iż zapytam, od kiedy Hm, dobra, nie przy dzieciach Jan, widząc pełne niepokoju buzie chłopców, ściszył głos. Czym ci zawiniłem? Pomijając fakt, iż dzieci potrzebują ojca
Myślisz, iż innego ojca nie znajdę? Weronika teatralnie przewróciła oczami i uśmiechnęła się z przekąsem. Czym zawiniłeś? Wszystkim! Marzyłam, iż życie z tobą będzie jak spokojne jezioro, a to istny rwący potok!
No dobra, chłopaki, jedliście wszystko? Jan nie chciał ciągnąć tej rozmowy przy dzieciach. Marsz się bawić! I nie podsłuchiwać! rzucił za nimi, dobrze znając żywiołowość swoich synów. A teraz wracając do tematu.
Weronika niezadowolona zacisnęła wargi. choćby tutaj potrafi rozkazywać! Udaje najlepszego ojca świata…
Mam już dość. Nie chcę codziennie siedzieć po osiem godzin w pracy, uśmiechać się do koleżanek i starać się dla klientów Chcę spać do południa, chodzić po drogich butikach i salonach. Ty nie możesz mi tego zapewnić. Starczy! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia
Możemy bez tych wzniosłych tekstów? przerwał sucho Jan. To nie ty, te dziesięć lat temu, robiłaś wszystko, żeby się ze mną ożenić? Ja do ożenku zapału nie miałem.
Każdemu zdarza się pomylić.
Rozwód poszedł gwałtownie i bez rozgłosu. Chłopców, z wysiłkiem, ale Jan zostawił z matką, pod warunkiem, iż każdy weekend i wakacje będą spędzać u niego. Weronika chętnie przyjęła warunki.
Pół roku później Jan przedstawił synom swoją nową żonę. Radosna i zawsze uśmiechnięta Luba z miejsca podbiła serca chłopców i zaczęli z niecierpliwością oczekiwać wizyt u taty, czym doprowadzali matkę do szału.
Jeszcze bardziej denerwował ją fakt, iż Jan otrzymał spadek po dalekim wuju, kupił duży dom pod Warszawą i żył teraz na wysokim poziomie. Choć pracy nie rzucił, alimenty płacił raczej symboliczne, sam zapewniał chłopcom wszystko od ubrań po rozmaite gadżety. choćby i te alimenty miał pod kontrolą!
Dlaczego nie mogła wytrzymać tych kilku miesięcy? Gdyby tylko Weronika wiedziała, iż tak się potoczy… Aż by wróciła!
Chociaż… może jeszcze nie wszystko stracone?
*************************
Wypijemy herbatkę? Jak dawniej? próbowała kokietować, kręcąc na palcu kosmyk włosów. Sukienka podkreślała zalety sylwetki, makijaż odmładzał kilka lat Sporo się natrudziła, by wyglądać perfekcyjnie!
Nie mam czasu odpowiedział obojętnie Jan, choćby nie spoglądając na byłą żonę. Chłopcy spakowani?
Jeszcze czegoś szukają, więc chwilę im zejdzie odrzekła Weronika rozczarowana, ale nie przestawała próbować. Może spędzimy wspólnie Sylwestra? Kacper z Jurkiem pół dnia ozdabiali choinkę.
Ustaliliśmy w sądzie, iż ferie są moje. I spędzamy je razem w pięknej górskiej wiosce dużo śniegu, narty i snowboard. Luba wszystkim się zajęła.
Ale to święto rodzinne
No to będziemy świętować w rodzinie. Będziesz się upierać, to zabiorę ci chłopców na stałe.
Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, Weronika wpadła w szał i rozbiła o podłogę drogą porcelanę, prezent ślubny. Luba I znowu ta Luba! Wiecznie uśmiechnięta, zachwycona obecnością dzieci, a na pewno już odlicza dni do ich powrotu. Kto jak kto, ale Weronika wiedziała, jakie są niesforne!
To przecież świetny pomysł. Ucieszyła się. Jeszcze nie wszystko stracone. Niebawem wszystkie pieniądze Jana będą tylko dla niej
********************
Co to jest? Jan uniósł brwi widząc walizki w przedpokoju.
Jak to co? Rzeczy Kacpra i Jurka Weronika lekko kopnęła jedną z walizek. Skoro ułożyłeś sobie życie, ja też mam do tego prawo. Ale wiadomo, nie każdy facet zgodzi się wychowywać cudze dzieci, więc chłopcy zostaną z tobą. Byłam już w opiece, wszystko zgłosiłam, zostało tylko dopełnić papierków. Tym już ty się zajmij. Jadę na urlop z bardzo obiecującym kandydatem.
Zostawiwszy zszokowanego Jana, Weronika ruszyła do czekającego na nią auta. Ciekawe, ile ta święta Lubusia wytrzyma? Tydzień? Dwa? Pewnie dwa. A potem Jan wybierze dzieci, nie żonę. I wróci. Razem ze wszystkimi pieniędzmi…
Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. Telefonu z żądaniem zabrania dzieci nie było. Po rozmowach z chłopcami wynikało, iż Luba ani razu na nich nie nakrzyczała! Niemożliwe! Te dwa urwisy nagle stały się aniołkami? Coś tu nie gra
Jak się sprawują chłopcy? Jeszcze nie masz ich dość? Weronika w końcu zadzwoniła do byłego męża.
Są wspaniali, pomagają, nie rozrabiają głos Jana od razu zmiękł, gdy mówił o dzieciach. Złote dzieci!
Tak? zdziwiła się Weronika. U mnie ciągle coś psocili
Bo dziećmi trzeba się zajmować prychnął z pogardą Jan. A ty wiecznie wpatrzona w telefon byłaś. Poza tym, informuję cię przeprowadzamy się. Chcesz, mogę przywieźć chłopców na ferie.
Ale… To przecież i moje dzieci!
Sama oddałaś mi do nich prawa roześmiał się szczerze Jan. Matka z ciebie niezła.
Weronice zostało tylko zgrzytać zębami. Męża nie odzyskała (czy raczej jego pieniędzy), z nowym adoratorem nie wyszło, a dzieci będą teraz daleko. Choć za nimi tęsknić nie będzie zbyt dobrze jej samej ze sobą.
Co za niesprawiedliwość? Dziesięć lat wytrzymać, a na pół roku przed dostatnim życiem się poddać…
To dopiero nauczka nie wytrzymasz na finiszu, przegapisz własną szansę.








