Najpierw dzieli ich szyba. Podczas pandemii on mieszka poza domem, ona z dziećmi przechodzi zakażenie. Jedzą pizzę po przeciwnych stronach okna, a w rocznicę ślubu żona całuje odbicie jego ust. Później wróci podobny obraz: mężczyzna zaglądający do wnętrza, w którym toczy się rodzinne życie. Tym razem żadna kwarantanna się nie skończy. W „Wszystko albo nic” Marcin Bortkiewicz znajduje dla rozpadu małżeństwa przejmująco prosty kadr. Dom pozostaje na miejscu, bliscy są niemal na wyciągnięcie ręki, ale nie można już wejść.