Nie wszystko trzeba zabierać ze sobą dalej

bialyorzel24.com 1 godzina temu

Czerwiec jest trochę jak ten znajomy, który bez zapowiedzi siada naprzeciwko Ciebie przy kawie i pyta: „No dobrze, to jak Ci idzie ten rok?”. I nagle przestaje być zabawnie.

Bo jeszcze wczoraj był styczeń. Były plany, cele, nowe postanowienia i przekonanie, iż tym razem naprawdę będziemy pić więcej wody, ćwiczyć trzy razy w tygodniu i odpowiadać na maile na bieżąco. A potem życie zrobiło to, co robi najlepiej. Życie się wydarzyło. I oto jesteśmy tutaj. W czerwcu. W połowie roku. Z kalendarzem pełnym skreślonych terminów, kilkoma niezrealizowanymi planami i kursem online kupionym w promocji, który przez cały czas czeka na swój wielki debiut.

Jeśli kiwasz głową, spokojnie. Ja też.

Mam wrażenie, iż czerwiec uruchamia w wielu z nas wewnętrzną księgową. Taką, która nagle zaczyna robić bilans wszystkiego. Co zrobiłaś. Czego nie zrobiłaś. Co mogłaś zrobić lepiej. A najlepiej jeszcze porównać się z koleżanką z Facebooka, która najwyraźniej prowadzi firmę, ćwiczy codziennie, piecze chleb na zakwasie i wygląda na wypoczętą. Podejrzewam, iż ma też jednorożca w garażu…

Prawda jest jednak taka, iż większość z nas nie żyje w mediach społecznościowych. Żyjemy w prawdziwym świecie. Takim, gdzie czasem trzeba pogodzić pracę, rodzinę, rachunki, zdrowie, obowiązki i własne zmęczenie. I już samo to bywa pełnoetatowym zajęciem.

Dlatego zanim zaczniesz rozliczać siebie z pierwszych sześciu miesięcy roku, zatrzymaj się na chwilę. Pomyśl o rzeczach, których nie wpisałaś na żadną listę. O rozmowie, którą odbyłaś mimo stresu. O sytuacji, którą przetrwałaś, choć wydawała się ponad siły. O dniu, kiedy miałaś ochotę schować się pod kocem i udawać, iż świat nie istnieje, ale mimo wszystko zrobiłaś to, co było do zrobienia. To też są osiągnięcia. Może choćby ważniejsze niż część celów, które zapisujemy w notesach.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą lubię w czerwcu. Przypomina mi, iż nie wszystko trzeba ciągnąć dalej. Bo my, kobiety, mamy czasem niezwykły talent do przechowywania rzeczy. Przechowujemy stare wiadomości. Przechowujemy wyrzuty sumienia. Przechowujemy obowiązki, których nikt już od nas nie oczekuje. Przechowujemy relacje, które od dawna bardziej męczą niż cieszą. A czasem choćby blender, który nie działa od 2018 roku, ale przecież „jeszcze może się przydać”. I o ile blender jest w miarę nieszkodliwy, o tyle niektóre emocjonalne graty zajmują naprawdę dużo miejsca.

Może właśnie dlatego dzieci tak kochają koniec roku szkolnego. Oddają książki. Zamykają zeszyty. I biegną w stronę wakacji. Bez analizowania sprawdzianu z lutego. Bez rozmyślania, czy mogły bardziej się postarać na matematyce. Bez pisania w głowie alternatywnych scenariuszy wydarzeń sprzed czterech miesięcy.

To wyjątkowa umiejętność. Dorośli niestety często robią dokładnie odwrotnie. Potrafimy nosić jedną rozmowę przez rok. Jeden błąd przez pięć lat. I jedną głupią uwagę usłyszaną przypadkiem tak długo, jakby była wygrawerowana na marmurze. A życie w tym czasie spokojnie idzie dalej.

Może więc czerwiec nie jest po to, żeby robić kolejne podsumowania. Może jest po to, żeby zrobić trochę miejsca. Zostawić to, co już swoje zrobiło. Odstawić to, czego nie trzeba dalej nosić. Przestać poprawiać historię, która już się wydarzyła.

I zamiast pytać: „Co jeszcze powinnam zrobić?” zapytać: „Co mogę wreszcie odłożyć?”.

Bo bardzo możliwe, iż właśnie tam czeka ta lekkość, której od dawna szukasz. A jeżeli nie znajdziesz odpowiedzi od razu, nic nie szkodzi. Przed nami lato.

A lato, w przeciwieństwie do stycznia, nie pyta o cele. Ono przypomina, iż czasem warto po prostu żyć.

Marta Zawadzka
[email protected]
Certyfikowany life coach i mówca motywacyjny. Założycielka grupy Success in Skirt oraz Polish American Network, a także była prezenterka audycji „Bez Limitu”

Idź do oryginalnego materiału