Past Perfect to jeden z tych dystrybutorów na polskim rynku, dzięki którym w kinach co już oglądamy odrestaurowaną klasykę. Zaczęło się już ponad rok temu od premiery Amadeusza Milosa Formana, dziś w portfolio firmy znajduje się kilkanaście przeróżnych tytułów. Z założycielem i właścicielem Past Perfect, krytykiem filmowym Sebastianem Smolińskim rozmawiał Łukasz Kołakowski.
Łukasz Kołakowski: Nie puszczam nagrania tego wywiadu, a jedynie wersję pisaną, więc nie muszę Cię przedstawić, ale muszę napisać jakiś wstęp. Powinienem Cię w nim opisać jako krytyka filmowego, dziennikarza, dystrybutora?
Sebastian Smoliński: Z zawodu jestem krytykiem, ale teraz bardziej dystrybutorem. To ta działalność pochłania najwięcej mojego czasu.
Co skłoniło Cię do założenia Past Perfect?
Kilka kwestii. Na pewno własna pasja, na pewno też fakt, iż zauważyłem potrzebę rynkową. Pracowałem przy Timeless Film Festival i miałem z tego ogromną satysfakcję. Festiwal jest jednak czymś zupełnie innym niż szersza dystrybucja kinowa. Chciałem, aby film mogli zobaczyć nie tylko kinomani w konkretnym mieście raz na rok, ale mógł to zrobić każdy i na jak największej liczbie ekranów. A na oglądanie klasyki jest zapotrzebowanie.
Od premiery pierwszego filmu w Twojej dystrybucji minął ponad rok. Co przez ten czas zaskoczyło Cię w tej działalności?
Na pewno to jak trudny to kawałek chleba. Jest mnóstwo rzeczy, o które musisz zadbać. Cała działalność promocyjna, zaplanowanie kampanii filmu, który chcesz wprowadzić, szczególnie gdy nie posiadasz ogromnego budżetu marketingowego to kreatywne, ale też wymagające zadanie. Na szczęście mam wsparcie wielu osób, a przede wszystkim żony. Patrycja jest filmoznawczynią, świetną krytyczką i daje Past Perfect dużo wartości kreatywnej.
W jakim stopniu to, co pojawia się w ofercie Past Perfect, odzwierciedla Twój prywatny gust filmowy?
W dużym, choć wiadomo, iż jest wiele innych czynników. Jak do tej pory wprowadziłem filmy, do które osobiście bardzo lubię, jednak wiadomo, iż nie zawsze jest to możliwe. Czasem są cały czas w portfolio wielkiego studia, czasem decyduje dużo innych czynników. To nie jest jednak tak, iż na wszystko wpadam sam, jedna pozycja pojawiła się w naszym katalogu po tym, jak znajomi namówili mnie na imprezie.
Pierwszy w „branży” był jednak Patryk Tomiczek i jego firma Reset. Traktujecie się jako konkurencję?
W pewnym sensie na pewno walczymy o podobny target widzów. Pytałeś wcześniej o gusta, więc muszę powiedzieć, iż w tym przypadku mamy bardzo różne i szukamy zupełnie innych filmów. Pokryliśmy się i chcieliśmy wprowadzić ten sam tytuł tylko raz.
A jak to wygląda w przypadku liczb. Kto ma lepsze?
Nie wiem, bo Patryk nie raportuje swoich wyników do Box Office, a ja owszem. Naszym największym hitem był Amadeusz. Nie spodziewałem się, iż ludzie tak bardzo chcą go oglądać. Jestem pewien, iż Reset miał wiele hitów, ale konkretne liczby mogę tylko zgadywać. Nie spodziewałem się na przykład, iż tak wielkie poruszenie może wywołać Nienawiść Mathieu Kassovitza. Czarno biały film o imigrantach sprzed 30 lat? A jednak zrobił wynik.
Najświeższą pozycją w Twoim repertuarze są debiutanckie Przekleństwa niewinności Sofii Coppoli. W przypadku tego filmu muszę zadać pytanie. Czy wprowadzając jakiś tytuł do kin, bierzesz pod uwagę kryterium dostępności? Przekleństwa mogę sobie zobaczyć w domu za dyszkę na Prime. Są takie filmy, które dostać znacznie trudniej.
Chyba nie, nie jest to kluczowa kwestia. Jasne, pewnie możesz to obejrzeć w domu, jednak chodzi też trochę o przeżycie. Widzowie, którzy chodzą na nasze filmy nie chcą po prostu zobaczyć Przekleństw niewinności. Być może widzieli je już kilkukrotnie. Chcą zobaczyć Przekleństwa niewinności w kinie. Piękną sprawą będzie to zrobić pewnego letniego wieczora. I to właśnie to doświadczenie, nie tylko film, próbujemy sprzedać. Myślę, iż ta moda na klasykę też wynika trochę z tego. Ze zmęczenia materiału. Wszystko mamy pod ręką, więc w kinie szukamy przeżyć innego rodzaju. Jesteśmy w stanie zapłacić za bilet na seans z prelekcją.
Seans Przekleństw niewinności Sofii Coppoli możecie zaplanować TUTAJ
Rozmawialiśmy o guście, o tym, iż jeden film polecili Ci znajomi na imprezie. Na pewno piszą też do Ciebie fani. Jakie tytuły pojawiają się w ich prośbach?
Oczywiście i bardzo do tego zachęcam, może ktoś uda się znaleźć wspólnie jakiś potencjalny hit. Wprowadzanie klasyki jest trochę inne, tutaj nie chodzi o sam film, a o zbudowanie wokół niego opowieści. Zastanawiasz się, co może zarezonować i dlaczego, często rozmawiam o tym z żoną, ale filmy podsunęli mi również inni współpracownicy. jeżeli chodzi o tytuł, to jak już w naszym katalogu znalazł się i Amadeusz i Lot nad kukułczym gniazdem, to pada także Hair. Może spróbujemy.
Na Waszej stronie jest długa lista prelegentów, na której znajdują się znane i lubiane w branży polskiej krytyki filmowej nazwiska. Czy oni wszyscy zgłosili się do Ciebie sami? Jak wygląda taka współpraca?
Chcę działać trochę inaczej i dodać aspekt merytoryczny do naszej pracy. Moja żona ma doktorat z filmoznawstwa, ja od wielu lat pracuje jako krytyk filmowy, więc to dla nas naturalne, aby wprowadzać go w naszą działalność. Lista prelegentów to ludzie, których słyszałem w akcji. Wiedzą, co mówią i potrafią zaciekawić swoim sposobem przekazywania. Nie chodzi tu tylko o to, aby taki prelegent był chodzącą encyklopedią, ale również miał charyzmę, aby umieć zaciekawić widza tym, co ma do przekazania. Lista prelegentów daje namiary, ale zainteresowane podmioty kontaktować muszą się już samodzielnie.
Czyli gdybym chciał sprowadzić jakiś Twój film do swojego rodzinnego miasta, to w rozmowie, dajmy na to z Miejskim Domem Kultury w Ostrowi Mazowieckiej, kontakt do Ciebie mogę podać wyłącznie w kwestii filmu, ewentualny prelegent zostaje po stronie organizatora.
Tak, właśnie tak jest, choć tak jak wspomniałem, znam tych ludzi i widziałem wszystkich w akcji, więc mogę polecić kogoś do konkretnego wydarzenia. W kwestii samego filmu jesteśmy w stanie dogadać już wszystkie szczegóły. To najtrudniejsza część tej roboty, bo branża dystrybucyjna jest trochę archaiczna. Masz w Polsce kilkaset kin i nie ma na to jakichś formularzy albo innych możliwości przyspieszenia. jeżeli chciałbyś zagrać film w kilkudziesięciu z nich, musisz skontaktować się ze wszystkimi. Nie dzwonimy do każdego małego miasteczka, byłoby to dla tak małego zespołu całkowicie ponad siły. Dopiero od niedawna mamy w posiadaniu program do dystrybucji, który pozwala wpisywać wyniki z kin i na tej podstawie projektować szkice faktur. Coś, co duzi gracze mają od zawsze. Przy jednym czy dwóch filmach dało się to ogarnąć manualnie, teraz byłoby już ciężko.
Oprócz tego pozostało praca kreatywna. Ciekawa, ale również bardzo wymagająca. Stworzenie materiałów promocyjnych do filmu, wykreowanie opowieści i nastroju, jaki będzie mu towarzyszyć. Kilka razy wyszło nam to świetnie. Jestem dumny z tego, co przygotowaliśmy, wprowadzając Amadeusza czy Nagi Instynkt.
Jak jest z Waszym planem dystrybucyjnym. Na jak długo do przodu masz zaplanowane premiery?
Powiedzmy, iż na rok. Był taki okres, iż kupiłem gwałtownie sporo praw, teraz na pewno będę robił to wolniej. Planuję dużą premierę we wrześniu. Mam nadzieję, iż sfinansuje ona kilka mniejszych. 2026 jest już w całości zaplanowany.
Masz jakiś tytuł, którego wprowadzenie jest Twoim największym marzeniem?
Nawet jeśli, to na pewno nie powiem w wywiadzie, bo jeszcze konkurencja stwierdzi, iż to bardzo dobry pomysł.
A jesteś sentymentalny w stosunku do epoki VHS? Masz odtwarzacz w domu?
Nie, jestem bardziej kinomanem, który uwielbia oglądać na wielkim ekranie. Mam może jedną kasetę, bodaj Pulp Fiction, ale na ogół jakoś mocno mnie to nie jara. Jasne, wspominam z nostalgią i doceniam, bo VHS to była fantastyczna rzecz. Nie jestem jednak nostalgiczny w taki sposób, żeby odtwarzać sobie doświadczenia epoki VHS.
Bardziej jara Cię po prostu wprowadzanie do kin starych filmów?
Bardziej mnie jara wprowadzanie odrestaurowanych filmów. One powstają z myślą o dużych ekranach, w taki sposób są zaprojektowane i zasługują na tak epickie kinowe doświadczenie. VHS to nie to samo.
Biorąc pod uwagę pracę dystrybucyjną masz w ogóle czas na śledzenie nowości? Ile filmów premierujących w 2026 widziałeś.
Na dzisiaj (rozmowa odbyła się w końcówce maja) pewnie mniej niż 30, mało.
Nie powiedziałbym, iż to tak mało.
Może masz rację, ale kiedyś rocznie spokojnie przebijałem setkę. Zawsze oglądałem więcej starych, mniej więcej w proporcji 1:3. Teraz mniej, bo bardziej to selekcjonuję. Myślę, iż to przychodzi z wiekiem. Marvel przestał mnie interesować z 10 lat temu, ale na nowego Nolana, Spielberga czy Gwiezdne wojny zawsze chętnie.
Czyli nie skręca to mocno w stronę jakiegoś niszowego arthouse’u?
W ogóle nie lubię tego podziału. choćby w planie wydawniczym Past Perfect, można byłoby powiedzieć, iż Nagi Instynkt to pop, a Zniknięcie arthouse. Dla mnie to po prostu znakomite filmy wielkich reżyserów. Te granice mnie aż tak nie interesują. Szczególnie iż wiele tych arthouse’owych filmów również jest bardzo miałkich. Często niestety najciekawsze rzeczy lądują bezpośrednio w streamingach. Dużo jakościowej scenariopisarskiej pracy można też znaleźć w serialach.
Nasz branża krytycznofilmowa myślami i trochę bardziej dosłownie wraca właśnie z Lazurowego wybrzeża, gdzie Złotą Palmę zgarnął Fjord Christiana Mungiu. Tutaj przyszło mi do głowy pytanie, czy chciałeś może sprowadzić do polskich kin 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni. Może taka Palma byłaby dobrym Real Time Marketingiem.
Pytanie tylko, czy tak dużo ludzi w Polsce czeka na film Christiana Mungiu? Wcześniej Cannes wygrał Jafar Panahi i na jego film poszło raptem ze 20000 tysięcy ludzi. Jeszcze wcześniej Anora, za którą stał wielki dystrybutor, więc poradziła sobie lepiej. Jest z tym różnie, a ja nie ma jeszcze na tyle rezerw gotówki, żeby aż tak eksperymentować. Poza tym wydaje mi się, iż ludzie chodzą na klasykę może niekoniecznie dlatego, iż jest łatwa i przyjemna, ale na pewno w jakiś sposób atrakcyjna. Tutaj natomiast mamy szorstko nakręcony film o aborcji z komunistycznego państwa. Jak do tego zachęcić, jak to poprowadzić promocyjnie? Wspomniana Nienawiść pokazała, iż czasem to się może udać, ale to musi być przemyślana decyzja.
Korci mnie zapytać na koniec, biorąc pod uwagę, iż zacząłeś działalność od Amadeusza i Lotu nad kukułczym gniazdem. Czy Milos Forman jest Twoim ulubionym reżyserem?
Nie, to nie ma aż takiego związku.
To poproszę Cię o jakąś, dajmy na to, piątkę ulubionych.
Na pewno Hitchock. Na pewno Buster Keaton, wprowadziliśmy Generała do naszego katalogu na stulecie. Totalnie nie była to komercyjna decyzja i niemy film, dlatego bardzo się cieszę na każdego chętnego, który chce go pokazać. Jacques Tati też jest jednym z moich ukochanych twórców. Uwielbiam też Japończyków, Yasujiro Ozu to pierwsze nazwisko, które przychodzi mi do głowy w tym przypadku.
A jedno bardziej współczesne nazwisko?
Paul Thomas Anderson
Dopytam jeszcze o działalność dodatkową w postaci sklepiku. Jak się wprowadza np. ręczniki z Wielkim Błękitem?
Tym akurat w całości zajęła się moja żona. Wymyśliła te ręczniki, żeby nie było to tak mechanicznie, iż do każdego tytułu będziemy tworzyć podobny merch. Namierzyła przez Google firmę, okazało się, iż jej właściciel jest fanem filmu, więc dostaliśmy jakąś zniżkę i nam ten Wielki błękit wyhaftowali. Chcieliśmy, żeby były jak najlepszej jakości i naprawdę są. Zabieramy je ze sobą na wakacje.
Jest to duża część przychodów firmy czy raczej ciekawostka?
Symboliczna, zdecydowanie bardziej ciekawostka.
Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.
Również dziękuję















