„Nie podoba mi się, iż Twoje dzieci mają już mieszkania, a mój syn niczego się nie doczeka! Pomóżmy mu zdobyć własne lokum na kredyt hipoteczny – dlaczego to ma być tylko mój problem?”

newsempire24.com 1 dzień temu

Niedobrze to wygląda, iż twoje dzieci będą miały swoje mieszkania, a mój syn zostanie z niczym. Może załatwimy mu kawalerkę przez kredyt hipoteczny!

Ostatnio mój mąż Antoni zaczął mówić, iż nasze dzieci mają już zagwarantowane mieszkania, a jego syn nie, i musimy coś wymyślić, żeby on też miał dach nad głową. Na marginesie wyjaśniam: moje dzieci to również dzieci Antoniego, a syn Antoniego to jego dziecko z poprzedniego małżeństwa.

Czemu to akurat ja mam się przejmować losem jego syna i planować dla niego mieszkanie? Oczywiście wiedziałam, iż Antoni wcześniej był żonaty i ma dziecko, dlatego zresztą nie miałam ochoty od razu wychodzić za niego za mąż.

Mieszkaliśmy razem w Poznaniu przez trzy lata, zanim zdecydowałam się na ślub. Obserwowałam ostrożnie, jakie stosunki ma z byłą żoną i jak traktuje swojego syna. Po roku urodziłam synka. Potem jeszcze po dwóch latach pojawił się drugi syn.

Antoni to bardzo porządny mąż i ojciec. Zawsze znajdzie czas i dla mnie, i dla dzieci. Pracuje w banku, zarabia nieźle. Czasem wpadamy w kłótnie, jak każdy, ale wszystko zawsze się układa.

Mieszkaliśmy w mieszkaniu, które dostałam po tacie we Wrocławiu. Mama z nim się rozwiodła, kiedy byłam mała, ledwo pamiętam. Potem mama poślubiła innego, ale już nie miała kolejnych dzieci.

Antoni i jego była żona przez całe małżeństwo klepali biedę w wynajmowanym M3 gdzieś na Pradze. Odkładali złotówki na kredyt na własne lokum, ale odkładali tak długo, iż się rozstali. Po rozwodzie żona Antoniego wróciła do rodziców do Kalisza, a on zamieszkał sam w wynajmowanym pokoiku.

Gdy wyszłam za Antoniego, zamieszkał ze mną. Nikt nie liczył metrów ani udziałów własnościowych żyliśmy po prostu razem w moim mieszkaniu. Remonty, farby, meble wszystko ogarnialiśmy razem. Ale półtora roku temu w tej śnionej rzeczywistości zmarły po kolei moje babcie: ze strony mamy i ze strony taty. Obie spisały testamenty na moją korzyść, zostawiły mi swoje mieszkania.

Moje dzieci są jeszcze małe, więc postanowiłam, iż na razie wynajmę te mieszkania. Potem, kiedy dorosną, każde dostanie swoje. Teraz pieniądze z wynajmu jednego mieszkania przekazuję mamie jako swojego rodzaju dodatek do jej emerytury, z drugiego mieszkania dorzucam sobie do pensji. Każda złotówka się przyda, w końcu wiadomo, jak to jest w Polsce.

Antoni cały czas trzymał się z dala od tych moich spraw lokalowych. Nie miał do nich żadnego prawa. Od początku mówiłam mu, iż jeżeli chodzi o nasze dzieci, dostaną po mieszkaniu, gdy dorosną. Antoni przytaknął i uznaliśmy temat za zamknięty.

Aż tu nagle pewnego dnia Antoni staje w środku kuchni i mówi:
Mój syn zaraz skończy liceum Jest już dorosły, powinien zacząć myśleć o samodzielności, o własnym kącie!

Nie rozumiałam, co próbuje mi przekazać. Słuchałam.
Twoje dzieci mają mieszkania! Mój syn nie! Kupmy mu mieszkanie na kredyt hipoteczny! powiedział nagle Antoni.

Zamurowało mnie. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to pytanie: dlaczego my, gdy rozmawiamy o wspólnych dzieciach, nagle dzielimy je na moje i twoje? Antoni prosił, żebym nie czepiała się słów.

Mój syn nigdy niczego po mnie nie odziedziczy. Chciałbym, żeby miał choć swoje własne M2!
Bardzo doceniam, iż się tym martwisz. Tylko, iż twój syn ma dwójkę rodziców. Dlaczego jego matka się tym nie przejmuje?

Antoni tłumaczy, iż była żona zarabia grosze, ledwo starcza jej na życie, więc pomagają rodzice. On również nie udźwignie kredytu sam, ale liczy, iż we dwoje damy radę, bo moje zarobki, bo pieniądze z wynajmu mieszkań No i sprytna kalkulacja: mieszkanie zapiszemy na syna, a kredyt będziemy płacić razem.

Namawia mnie, tłumacząc: Przecież zróbmy razem świnkę-skarbonkę, ciułajmy, odkładajmy! Jesteśmy zaradni, stać nas! przekonuje mnie Antoni z tym swoim snem o nowym mieszkaniu.

Może i się uda, tylko ja zastanawiam się, po co? Przecież mam dzieci do wykarmienia, życie drożeje, a Antoni już płaci alimenty na syna. Za chwilę chłopak pójdzie na studia znowu trzeba będzie sponsorować, bo mama nie ma złotówki. I co to znaczy? Że dla syna Antoniego wszyscy mamy się zacisnąć, nie pojedziemy nad Bałtyk, nie pójdziemy do zoo, nie będzie nowych książek i rowerów?

Zrozumiałabym, gdyby Antoni sam wynajął mieszkanie, choćby wzięty na kredyt, prosto niewiarygodnie: dla naszych synów i dla tamtego najstarszego syna. Ale to ja zapewniłam dzieciom przyszłość w postaci mieszkań. Antoni nie miał w tym żadnego udziału. I teraz mam jeszcze spłacać obcą hipotekę?

Od razu powiedziałam Antoniemu, iż jeżeli chce, niech jego była żona bierze kredyt, a raty niech spłaca z alimentów, które Antoni jej przekazuje.

Ja nie zamierzam brać w tym udziału! powiedziałam wyraźnie.

Odtąd Antoni milczy. W tym dziwnym śnie chodzi po domu jak cień, nie odzywa się do mnie już od tygodnia. Tylko szkoda, iż jak się budzę, dalej nie potrafi mnie zrozumiećAle ja wcale nie czuję się winna. Trudno, jeżeli na tym miałby się zakończyć nasz święty spokój. Raz w życiu zdecydowałam, iż nie dam się wypchnąć z własnego życia w imię cudzych oczekiwań nawet, jeżeli są to oczekiwania człowieka, którego kocham.

Cisza w naszym domu rozciąga się jak mgła, ale pod spodem, pod warstwą żalu, czuję jak wreszcie mogę oddychać pełną piersią. Bo wiem, iż to była ważna chwila. Granica, którą musiałam postawić nie tylko dla siebie, ale też dla swoich dzieci i dla naszej przyszłości.

Po kilku dniach Antoni wreszcie siada do stołu, odkłada gazetę i patrzy na mnie tak, jakby musiał nauczyć się mojego spojrzenia od nowa.

Rozumiem mówi cicho. Przepraszam, jeżeli próbowałem cię w coś wciągnąć. Nie chodziło o to, żebyś musiała cokolwiek poświęcać.

Uśmiecham się blado, z ulgą.

Chodziło o sprawiedliwość dla wszystkich naszych dzieci, tak myślę tłumaczy jeszcze. Ale może to nie jest takie proste.

W tym momencie wiem już, iż nasz związek wytrzyma choćby takie burze. Może będziemy musieli czasem odpuścić, każdy oddać kawałek swojej wygody i swojego snu o idealnej rodzinie żeby na nowo ułożyć wspólne życie.

A świat się nie skończył. Dzieci śmieją się za ścianą, słońce rozlewa się po kuchennym blacie. Czasem największą odwagą jest sięgnąć po swoje i nie przepraszać za to nikogo.

Podnoszę kubek herbaty i czuję, iż jest we mnie spokój, jakiego dawno nie znałam.

Idź do oryginalnego materiału