Wiadomość wywołała różne reakcje – od zadowolenia z rozszerzenia oferty po niepokój, jak wpłynie to na cenę abonamentu. Niepokoili się także miłośnicy kina – oto Netflix miałby przejąć studio stojące za superprodukcjami i dołączyć je do swojej fabryki treści. Uzasadnioną obawą było np. skrócenie czasu między premierą na dużym i mały ekranie.
Impreza powitalna okazała się falstartem, transakcja nie została przecież sfinalizowana. Teraz okazało się, iż wcale nie dojdzie do skutku. Ofertę przebił Paramount Skydance, Netflix postanowił się wycofać.
Show i biznes
Od 2023 r. spółka Warner Bros. Discovery prowadziła rozmowy z wieloma podmiotami, w tym Paramount Skydance, Netflixem oraz innymi globalnymi koncernami. W 2025 r. WBD ogłosiło plan podziału na dwie firmy (osobno streaming i studio, osobno kanały telewizyjne i tematyczne), co uruchomiło falę zainteresowania przejęciem.
Kolejne miesiące przyniosły serię rosnących ofert (od Paramount Skydance, Netflixa i potencjalnie Comcastu), a także intensywne negocjacje, presję medialną i działania prawne. W grudniu wszystko wydawało się przesądzone, w 2026 r. okazało się, iż Paramount Skydance nie złożył broni. Zaproponował 31 dol. za akcję, a także opłacenie 2,8 mld dol. odszkodowania dla Netflixa za rozwiązanie wstępnego porozumienia. W pakiecie są także kary umowne za niezrealizowanie transakcji (w przypadku sprzeciwu urzędu antymonopolowego), rekompensaty dla akcjonariuszy, a także obsługa długu ciągnącego się od czasów fuzji Warner Bros. i Discovery.
Netflix, który planował zakup studiów i biblioteki filmów za 27,5 dol. od akcji, nie zdecydował się przebić oferty. Z biznesowego punktu widzenia wszyscy powinni być zadowoleni – WBD dostało lepsze warunki, PSKY się rozwinie, a Netflix otrzyma w zasadzie „money for nothing”. Odzwierciedla to reakcja giełdy: akcje Netflixa wzrosły o 9 proc., akcje Paramount zdrożały o prawie 6 proc. (i to po wcześniejszym 10-procentowym wzroście), tylko akcje WBD spadły o 1 proc.
Sztuka i polityka
Dla twórców (i pośrednio odbiorców) nie są to jednak dobre wieści, w zasadzie sytuacja przypominała tę z filmu „Obcy kontra predator” – ktokolwiek wygra, my przegramy.
Problemy w Warner Bros. nasilały się od lat. Prezes David Zaslav zbudował sobie czarną legendę nie tylko typowymi dla wytwórni ingerencjami w proces twórczy (pod naciskiem wstępnych reakcji po pokazach czy choćby internetowych krzykaczy), ale i kasowaniem gotowych filmów ze względów podatkowych (tu sytuacja może się akurat uspokoić, skoro WBD nie musi się już wdzięczyć do potencjalnych kupców).
Netflix straszył dalszym „ustreamowaniem” kina, fuzja z Paramountem budzi zaś dwie wątpliwości. Konsolidacja wielkich studiów (zwłaszcza taka, która sprawia wrażenie niezbyt przyjacielskiego przejęcia) kończy się redukcjami, oszczędnościami i optymalizacją. Do tego dochodzi wątek polityczny – ponieważ prawica nie potrafi sama tworzyć wartościowej sztuki, może ją jedynie kontrolować. Dlatego swego czasu Trump wysłał do Hollywood swoich generałów i dlatego zależało mu na przejęciu Warner Bros.
Prezesem Paramount Skyline jest David Ellison, syn miliardera Larry’ego Ellisona, założyciela Oracle. To znany poplecznik Trumpa, a sama Oracle odgrywa kluczową rolę w przejęciu kontroli nad amerykańską działalnością TikToka.
Czytaj też: Miliarder, który może kupić TVN. Wszyscy korzystamy z produktów jego firmy, choćby jeżeli o tym nie wiemy
Władcy treści
Lewicowy senator Bernie Sanders krytykował przejęcie Warner Bros. Discovery przez Paramount w zeszłym roku, wskazując na autorytatywne ingerencje Donalda Trumpa w rynek mediów. Do tego oferta PSKY jest wspierana przez fundusze z Arabii Saudyjskiej, Kataru i ZEA. Dla Trumpa najważniejsza w tym medialnym torcie jest telewizja CNN, nastawiona krytycznie do prezydenta, z której dziennikarzami jest w otwartym konflikcie. Zmiana właściciela ma oznaczać zmiany redakcyjne.
To ważna nauczka dla Polski, która w czasie transformacji po 1989 r. zaczęła utożsamiać wolny rynek z demokracją. Jak pokazuje przykład amerykański, nie ma najwyraźniej miejsca na wolną prasę na wolnym rynku. Po zakupie „Washington Post” przez Jeffa Bezosa (właściciela Amazonu) zmieniła się linia redakcyjna, a z czasem i sama redakcja, w duchu „1984” Orwella.
Podobnie Trumpa uwierał TikTok, który jest platformą dostarczającą nie tylko rozrywkowe treści, ale i miejscem dla poglądów niereprezentowanych przez mainstream i prawicę. Było to widać w sposobie, w jaki w kampanii wykorzystał go obecny burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdami. Robi to zresztą i w czasie rządów, w krótkich filmikach pokazując, jak działa budżet, czy zdając relację z udanej wielkiej akcji odśnieżania po katastrofalnych opadach.
Czy należy się obawiać nacisków na filmy i seriale? Fani „Supermana”, który w ostatnim filmie jednoznacznie przeciwstawiał się autorytaryzmowi, wyrażają obawy, iż serię czeka smętny koniec. Na razie jednak Paramount Skyline i HBO mają konkurencję, więc z samego biznesowego punktu widzenia nie mogą zbytnio alienować swoich obecnych widzów. Warto zauważyć, iż chociaż w bibliotece Paramount znajdują się takie pozycje jak serial „Król Tulsy” z Sylvestrem Stallone’em, jednym z trumpowskich generałów, to jego wizytówką pozostaje „lewacki i woke”, czyli „Star Trek”. Jego najnowszej odsłony, serialu „Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty”, nienawidzi np. Elon Musk. Filmy i seriale stanowią zresztą wentyl – może nie pokonamy faszyzmu, ale obejrzymy o tym ładne science fiction – co jest na rękę władzy w duchu „Nowego wspaniałego świata” Huxleya.
Trzeba też pamiętać, iż w portfelu Warner Bros. Discovery znajduje się polska stacja TVN. Czy po sfinalizowaniu fuzji pojawią się naciski polityczne „z amerykańskiej góry”, pokaże czas.














