(NIE!) na marginesie: Przetrwanie bezsilnych

kulturaupodstaw.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: fot. Diogo Nunes, Unsplash


Wypływanie z portu

Bezsilność bywa kojarzona z całkowitym zaprzestaniem aktywności, apatią, degrengoladą, piętnowana społecznie, przypisywana jednostce ludzkiej jako mankament, osunięcie się ze wspólnoty, niedowład sprawczości. Psychologowie mówią choćby o wyuczonej bezradności – zestawie (nie)umiejętności pozwalających powtarzać klęski, rzekomo „na własne życzenie” z powodu niepodejmowania odpowiednich czynności. Zachowania te są postrzegane nie tylko jako przyczyny porażki jednostki, ale także jako szkodliwe społecznie i gospodarczo (a jakże).

Tymczasem Agnieszka Dauksza wywraca stolik ze znaczeniami. Wskazuje, iż nieznaczność nie jest cechą immanentną osoby, ale „jakością relacyjną”, bo jesteśmy nieważni i bezradni w różnych kontekstach – wobec władzy, dominujących narracji, wydarzeń ekstremalnych, przemocy, choroby, śmierci. Autorka uznaje jednak bezsilność jako potencjalny punkt wyjścia, z którego wypływa się na wody „oceanu niespokojnego”.

Odczucie bezradności nie kłóci się bowiem z niezgodą na los czy otaczającą rzeczywistość, a często bywa choćby zaczynem zmiany.

Silas Baisch, Unsplash

Niepokój może być paliwem dla statku, który odbija od „apatycznego lądu”, na którym nie daje się żyć. Nie musi to być jednak równoznaczne z ucieczką w niebyt, autodestrukcją, zgodą na dystopijny obraz świata. Nieważność, niemoc, niepokój mogą się stać strategią przetrwania, jeżeli wsłuchamy się w „głos instynktu” i odczytamy zawarte w tych odczuciach sygnały. Używając oceanicznej metafory autorki, jako czytelniczka jej książki dochodzę do wniosku, iż na wodach niepokoju może być bezpieczniej niż na opresyjnie zarządzanym „lądzie”.

A dryfując, mamy szansę spotkać innych przeżywców, którzy unoszą się na manualnie kleconych tratwach i być może da się je powiązać jakoś sznurkami, by nie utonąć.

Starania jako porażka

Autorka „Ludzi nieznacznych” rozpoczyna od przypomnienia, jakie kulturowe wzorce dominowały w Polsce w latach po odwilży. Osoby z doświadczeniem zakorzenionym w PRL-u – jak pisze – „nie zostały nauczone, jak przegrywać”. Zmiana ustroju wydawała im się szansą – wspieraną polityczną propagandą – na awans społeczny, jeżeli nie własny, to często z myślą „żeby dzieci miały lepiej”.

Intencjonalnie pozytywna, realizacja tej idei napotykała jednak często przeszkody. Najgorsze było to, iż osobom ponoszącym porażkę przypinano łatkę nieudaczników, tych, którzy są sobie winni, bo nie dość się starają. Sukces przypisano jednostkowej aktywności i ciężkiej pracy. Wysiłek miał prowadzić do „lepszej przyszłości”.

Tyle iż – jak pokazuje Agnieszka Dauksza – owa przyszłość, zwłaszcza ta obiecywana przez polityków, odsuwa się wciąż w dal. Liberalnie rozumiana emancypacja, według autorki „bywa używana instrumentalnie”, jest dla polityków „poręcznym narzędziem dyscyplinującym”.

Emmanuel Ikwuegbu, Unsplash

Badaczka wykazuje, iż „cedując wysiłek na konkretne osoby, instytucje przerzucają też na nie odpowiedzialność”, a „potencjalność spełnienia zapowiedzi” (obietnic polityków) sprawia, iż funkcjonujemy w „przewlekłym pobudzeniu i stresie”, przez co łatwiej nami manipulować i tłumić nasz ewentualny opór.

Proponuje, by wyzwolić się z lęku przed porażką poprzez „dopuszczenie jej do świadomości jako czegoś własnego”. Żeby to było możliwe, trzeba zredefiniować pojęcia siły, korzyści i zysku narzucone nam przez kapitalizm, skoro wielu z nas czuje się wyczerpanych realizowaniem idei ciągłego (więc z założenia nierealistycznego) wzrostu i postępu.

„Wypisanie się” ze społeczeństwa sukcesu staje się początkiem niezależności. Mit powodzenia i tak rozpada się na naszych oczach. Nie chodzi więc o bierność, ale o inną interpretację zdarzeń i zwrócenie się do wewnątrz siebie, by posłuchać pierwotnych potrzeb, przywrócić zdolność do czucia na poziomie ciała.

Opór bezsilnego. Różne odsłony

Dopiero z takiej pozycji możliwy jest opór. Nie jako rewolucja nastawiona na sukces, ale jako okazywanie niezgody choćby wtedy, gdy jest ona skazana na porażkę. Dauksza opisuje wiele różnych sposobów manifestowania się bezsilnego oporu. Może on przyjąć formę protestującego bezruchu, jak w przypadku piętnastoletniej czarnoskórej Claudette Colvin w Alabamie w 1955 roku, która nie wstała w autobusie, by ustąpić miejsca białej kobiecie (siedziała w sekcji wyznaczonej dla czarnych). Jej „protestująca bierność” została przejęta potem przez grupy czarnych kobiet walczących o prawa obywatelskie, skutkiem czego w 1956 roku Sąd Najwyższy USA uznał segregację rasową w środkach transportu za niezgodną z prawem.

Bezsilny opór może zamanifestować się również w parezji (w tradycji greckiej szczera otwarta mowa). Jak pisze Dauksza, „parezja jest zwykle krytyczna wobec tych, którzy dominują”, i podaje przykład takiej sytuacji z niedawnej przeszłości, kiedy to na posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu w maju 2020 roku zaproszeni dziennikarze związani z radiową Trójką – Agnieszka Szydłowska, Michał Nogaś, Ernest Zozuń i Bartosz Gil – wystawili się na ryzyko prześladowań i wygłosili mowy przeciwko upolitycznieniu i cenzurze stacji.

Ehimetalor Akhere, Unsplash

Osoby te walczyły o jawność tych poczynań, nie mając do dyspozycji wiele – jedynie odwagę wystąpienia przeciw tym, którzy mieli władzę. Ryzykowali dużo tym gestem odwagi jako ludzie wobec władzy nieznaczni. Autorka książki przypomina, i warto to tutaj także zrobić, iż Szydłowska była już wówczas bezrobotna, a Zozuń i Gil zostali zwolnieni dyscyplinarnie (!) jesienią 2020 roku.

Grupy porażkowe mogą stawiać także „brzydki” opór – wywołujący zażenowanie, niechęć i inne nieprzyjemne uczucia w świadkach zdarzenia, po to by wreszcie mogły zostać zobaczone i usłyszane. Przykładem takiego oporu była akcja osób z niepełnosprawnościami, które w 1990 roku, odkładając laski, schodząc z wózków, zaczęły pełzać po schodach amerykańskiego Kapitolu, by zwrócić uwagę na bariery, jakich doświadczają w życiu codziennym, zaniedbania kolejnych rządów, by je niwelować.

Wchodzący do Kongresu urzędnicy, jak pisze Dauksza, „byli skonsternowani, zażenowani, zawstydzeni, zirytowani, z pewną obawą i obrzydzeniem starali się omijać czołgających”. Akcję krytykowano za drastyczność, ale w lipcu tegoż roku uchwalono prawo zabraniające dyskryminacji niepełnosprawnych w przestrzeni publicznej (ADA).

Akty tego rodzaju (a różnorodność ich form jest ogromna) nie wynikają z przeciwstawienia się porażce, ale czerpią właśnie z niej, manifestując „słabą” niezgodę na dotkliwą rzeczywistość. Siła tych aktów tkwi paradoksalnie w otwartym manifestowaniu bezsilności, w odsłanianiu siebie, mimo rozmaitego ryzyka, i w zakłócaniu sfery publicznej obecnością „porażkowców”. choćby jeżeli ich akcje wywołują krytykę, nie pozostawiają obojętnymi świadków tych performansów.

Opór przez znikanie

Jest jeszcze inny rodzaj oporu, który paradoksalnie polega na rezygnacji, wycofaniu się, znikaniu. Jednym z przykładów tak rozumianego oporu były działania artystki, której biografię napisała Agnieszka Dauksza. Maria Jarema grała świadomie „złamaną czy oszukaną przez system”, by najpierw kryć swoje dzieła przed zniszczeniem przez nazistów w czasie wojny, a później uciec od przymusu tworzenia według ideologii socrealizmu. Odgrywała „nieważność” swojej sztuki, aby dano jej spokój. Nie podejrzewano, iż w zaciszu pracowni albo w szatni kawiarni plastyków (Dauksza nazywa to „strategią szatniarki”), osłonięta niejako ową nieznacznością, zyskała niezależność artystyczną i tworzyła sztukę zakazaną.

Współczesne społeczeństwo, zbudowane na kulcie młodości, pięknego wyglądu i aktywności, nie potrafi przyjąć choroby jako normalnego elementu życia. Kiedy więc kogoś spotyka fizyczna lub psychiczna niemoc wymagająca leczenia, dominującym doświadczeniem jest poczucie utraty kontroli, zmagania z niewydolnym systemem opieki zdrowotnej i przemocą przedstawicieli tego systemu.

Wiele już o tym napisano i powiedziano, więc pominę te wszystkie świadectwa straumatyzowanych chorych, które cytuje Dauksza.

Ponieważ otoczenie (nie tylko lekarze) oczekują od chorego nadzwyczajnej siły, walki i jeszcze do tego (o zgrozo!) pogody ducha, opór pacjentów i pacjentek może się realizować przez odmowę uczestniczenia w owych „ćwiczeniach wojskowych”, obecnych zresztą w języku, jakim się mówi o chorobie. Należy się „mobilizować”, „zebrać siły”, „walczyć”, „uderzyć w guza”, „nie poddawać się”, „być dzielnym” – istne pole bitwy, na które wysyła się… chorego i słabego.

Anya Chernykh, Unsplash

Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, gdy walka oznacza jednocześnie bycie grzecznym pacjentem, który nie dyskutuje, ale posłusznie walczy na froncie leczenia.

Niegrzeczni odmawiają traktowania swojego ciała jak pola bitwy, sprzeciwiają się presji lekarzy i bliskich, szukają własnych dróg i rytmów „obchodzenia się” z chorobą, uchodzą z systemu płatnych procedur, które nie zawsze służą pacjentom, bo są jednocześnie sposobem na zarabianie instytucji medycznych.

Bezradność i zależność bywa dla chorych punktem wyjścia do odzyskiwania siebie i sprawczości. Dzieje się to czasem przez „znikanie z radarów” służby zdrowia albo negocjowanie tempa leczenia, a w każdym razie przez obronę własnej decyzyjności w sytuacji granicznej. I robienie tego po swojemu, również przy wsparciu innych chorujących i doświadczających bólu.

Nieznaczne remedia. Rozmowy z kamieniem

Agnieszka Dauksza pisze przewrotnie o „pożytkach z porażek”. Przeżywając klęski, da się je wyzyskać na swoją korzyść, jeżeli porzucimy trzymanie się kurczowo okrutnej pozytywności. Nie chodzi jednak o zdobywanie jakiejś „mądrości”, by ich w przyszłości uniknąć, ale by je dla siebie oswajać. Cytuje Costikę Bradatana:

„Gdy poniesiesz porażkę i nawiedzą cię takie odczucia – jakiegoś braku, zagubienia – to nie opieraj się im, tylko podążaj za nimi i wsłuchaj się w nie”.

Ludzie zmęczeni presją odnoszenia sukcesów i ideą nieustannego postępu mają do dyspozycji nieznaczne sposoby, by coś w swoim i społecznym życiu zmienić. Tracąc, mogą zyskać swój biologiczny czas, czas odczuwany w ciele, teraźniejszość zawłaszczaną przez późny kapitalizm.

Gulnaz, Unsplash

W porażce otwierają się inne możliwości. I nie chodzi tu o „przezwyciężenia”, wydobywanie z siebie resztek sił, ale o nieopieranie się klęsce, o uznanie, iż bezradność jest częścią życia.

Ponieważ częstym sposobem zarządzania obywatelami jest wykorzystanie ich lęku przed przyszłością, odzyskiwanie teraźniejszości, poczucia, iż jest się „tu i teraz”, staje się sprawą zasadniczą. Przedstawiciele młodego pokolenia coraz częściej lokują się poza wyznaczoną trasą wyścigową i odmawiają udziału w pędzie. Autorka książki zwraca jednak uwagę, iż teraźniejszość nie stanie się faktem społecznym, „dopóki taka jednostka odczuwania czasoprzestrzeni nie zostanie uznana za podstawowe i niezbywalne prawo”. Ludzie „nie chcą być skazani na wieczną tymczasowość” (w ciągłym oczekiwaniu na coś) i stąd niezgoda „na dany czas, instytucjonalnie projektowany i kontrolowany”. Sposoby na to są nieznaczne, ale mogą powoli przywracać nam kontakt z sobą samym i ze światem pozaludzkim. Jak bohaterka „Chronologii wody” Lidii Yuknavitch próbuje przetrwać przez kontakt z otaczającym światem materii, przypatrując się kamieniom, dotykając ich.

Wreszcie, porażkowanie – jak określa ten proces Dauksza – przywraca nas – choć już jako inne osoby – wspólnocie, a adekwatnie wspólnotom – czasem tych bliskich, czasem zupełnie przypadkowych ludzi. Autorka pokazuje, iż „ekspresja bezsilności” nie musi oznaczać samotności. Przypomina – za Judith Butler – iż „współzależność oznacza podatność na zranienie”, ale mimo to wzajemne wsparcie pozwala ludziom nieznacznym jakoś przetrwać i zmniejszać skutki dramatycznych wydarzeń. Uczyć się możemy od świata roślin i zwierząt. Od niedawna wiemy, iż rośliny potrafią dzielić się w czasie suszy ograniczonymi zasobami wody. Agnieszka Dauksza przytacza zaś badania nad meduzami gatunku Mnemiopsis leidyi, u których zraniony osobnik ratuje się przez zrośnięcie z drugim. Porażka, bezsilność, nieznaczność mogą być lekcją współzależności, o ile taką lekcję zechcemy przyjąć.

Agnieszka Dauksza, „Ludzie nieznaczni. Taktyki przetrwania”, Wydawnictwo Karakter, 2024

Idź do oryginalnego materiału