Nie mogą podzielić kanapy. Rozwód, czyli rozwód Staszek nerwowo przemieszcza się po mieszkaniu, bezcelowo otwierając i zamykając drzwi szafy.
A myślałaś, iż spokojnie będę patrzeć, jak mi piszczesz oczami do wszystkich? Nie tak się składa! wrzeszczy Bogna, rzucając swoją torebkę na kanapę. Rozwód i podział majątku! Zbieraj złotówki i spadaj. To moje mieszkanie.
Mieszkanie może i twoje, ale wszystko, co w nim, jest moje. Przecież wszystko kupowałem.
Biebę! wykrzykuje Bogna, zrzucając kitkę z czoła. Zgniataj się, nie chcę cię już widzieć!
Bogna i Staszek wzięli ślub z wielkiej miłości rok temu. Nie mogli się od siebie oderwać. Poznali się po prostu na ulicy w upalny słoneczny dzień. Szli chodnikiem naprzeciwko siebie, zetknęli spojrzenia, przeszli obok, a potem oboje jednocześnie się odwrócili. Rozbawili się, zatrzymali, zaczęli rozmawiać.
Staszek odprowadził ją do domu. Odprowadzali się aż po zmierzchu. Rano spotkali się znów. I od tej chwili nie rozstawali się. Wszystko było wspaniałe, aż do wczorajszej chwili, kiedy Bogna nagle zwierza się, iż zazdrości mu koleżance ze szkoły, z którą spotkali się przypadkowo w centrum handlowym.
Bogna prawie nie zauważyła, iż w tej damie z napompowanymi ustami jej szkolna koleżanka kryje się jej dawny przyjaciel ze szkoły.
Zazdrościsz chyba? chwyta Niny za rękaw. A nie rozpoznajesz? Widziałam cię z daleka, wcale się nie zmieniła, wciąż taką szarą
Nina? Przepraszam, nie rozpoznałam mówi Bogna, zdezorientowana, obawiając się urazić. Wydawało jej się, iż przed nią stoi matka Niny. Nina skopiowała jej styl i fryzurę, wyglądała o piętnaście lat starsza niż własna matka.
Usiądziemy w kawiarni? pogadamy proponuje Nina. Nogi bolą, od rana biegam, robię zakupy. U taty będzie rocznica, więc wysłali mnie z listą. Nie mogę znaleźć połowy produktów.
Dlaczego nie usiąść zgadza się chętnie Staszek zjem coś, bo głodny jestem.
Bogna też nie sprzeciwia się. Z Niną nie widywały się od szkolnego balu od prawie dziesięciu lat. Chciała dowiedzieć się, co u kolegów po szkole, którzy rozeszli się po różnych stronach Polski.
Staszek zamawia sobie kotlet schabowy z warzywami, dziewczyny biorą lody.
Pamiętasz Walerka? pyta Nina Bognę, spoglądając w stronę Staszka. Denisa, co za mną biegała.
Pamiętam, oczywiście. A nie na odwrót? Wydaje mi się, iż to ty go obserwowałaś w szatni.
Aha! Nic nie wiesz. Dwa lata gonił mnie po Gdańsku. Teraz mieszka tam, ma rodzinę, dobrze się ustatkował. Kto by pomyślał taki typ.
Tak, widziałam zdjęcia w grupie. Myślałam, iż po prostu jeździł na wycieczki. A co z Jadwigą Warlamową? Nigdzie jej nie widać.
Nie wiem, tam jest chaotycznie. Urodziła dziecko, a on zniknął. Zawsze ją napadały chłopaki. A pamiętasz Wojtka Pahomowa? Na balu zapraszał mnie do tańca? kontynuuje Nina, zerkając na Staszka. Wziął ślub, rozwiódł się. Rysuje serduszka pod zdjęciami. To nie mój klimat. A twój Genek? Wziął ślub, został rolnikiem!
Skąd wziąłeś, iż to mój?
Bo nie biegałeś za nim? śmieje się Nina, patrząc na Staszka.
Staszek nabija się kotletem, nie zwracając uwagi na damskie rozmowy. Ale Bogna zaczyna się podniecać.
Nie biegałam za Genkiem, mylisz się wyciąga z torebki lusterko i szminkę, poprawia usta. Staszek, skończyłeś? Czas już, tyle rzeczy do zrobienia.
Wstają, żegnają się. Nina jednak nie spieszy się z wyjściem:
Jedziecie samochodem? Nie podwieziecie mnie? Nie chcę nosić walizki w komunikacji.
Siada na przednim siedzeniu obok Staszka, kładzie torby na kolanach, poprawia kokieteryjnie włosy.
Myślałam, iż macie złote przywileje, a wasz samochód to wstyd. Kredyt nie przyznają wam normalny, co? Pomogłabym mężowi kupić coś porządniejszego.
No i co, żono? odwraca się Staszek, śmiejąc się do Bogny. Co mądrzy mówią. Chciałem, a ty drogo, rozbijemy się.
Nie, nie, zdecydowanie trzeba wziąć bardziej niezawodny pojazd nie daje za wygraną Nina, wyciągając usta kaczką. Na tej drodze dalej miasta niebezpiecznie jeździć. Mój brat z Europy przywiózł auto. Mmm to nie porównywalne! Chcecie, dam numer, on znajdzie wam coś solidnego.
Od razu widać, iż to bizneswoman śmieje się Bogna. Pomagasz bratu w interesach? Dobrze, daj numer, może kiedyś się przyda.
Bogna kipiąc, siedzi za Niną, ledwo powstrzymuje się, starając się zachować spokój i choćby żartować z nieprzyjemnej rozmowy.
Właśnie wracają do domu, gdy wybucha:
Jesteś dobra, a ja zła? Nie pożyczyłaś chłopakowi samochodu? Zaoszczędziłaś pieniądze? Do diabła tę twoją ustną! rzuca się na Staszka. Idź do tej ustnej! Żegnaj.
Co ty, wariujesz? dziwi się Staszek. Nie rozumiesz żartów, a i tak jesteś zazdrosna
Co? No, no, chętnie posłucham. Myślisz, iż nie widziałam, jak wymieniacie sobie spojrzenia? Gdyby nie byłam w samochodzie, już byś się z nią związał! Ona mnie upokarza, a ty przytakujesz.
Wystarczy. Mam dość. Skandal na nic nie zasługuje. Jestem zmęczony.
Jesteś zmęczony przeze mnie? Mam dość? Właśnie tak pomyślałam. Nie chcę cię już widzieć. Rozwód! Nie wątpię już.
Co się tak rozgniewałaś?
Powiedziałam wszystko.
Wiesz, jeżeli przez takie drobiazgi robicie sceny, to może naprawdę się pospieszamy.
Dokładnie!
Właściwie chciała go tylko uspokoić, zastraszyć. Liczyła, iż przeprosi, uspokoi się. Nie spodziewała się, iż kłótnia przybierze taki obrót. Nie zamierzała się cofać.
Rozwód, czyli rozwód zatrzymuje się Staszek pośrodku pokoju, rozgląda się. Podzielimy majątek, jak przysługuje przy rozwodzie.
Zawsze wiedziałam, iż jesteś skąpy i nieuczciwy.
jeżeli domagam się sprawiedliwości, to jestem nieuczciwy? Nie jestem frajerem, nie oddaję wszystkiego kapryśnej lalce. Biorę meble, ty zostajesz w mieszkaniu.
Nic takiego. Mebli kupowaliśmy razem. Dzielimy po równo. Ja biorę szafę, ty komodę, ja kanapę, ty stół
Stój! Twój po połowie jest dziwny. Kanapę i tak zabiorę ze sobą. Kupiłem ją za własne pieniądze.
Widzę, iż z tobą nie da się negocjować. Kanapę ci nie oddam. Dzwonię rodzicom.
A ja też dzwonię.
Rodzice przyjeżdżają szybko. Najpierw próbują pogodzić nowożeńców, ale widząc, iż oboje są zbyt zdeterminowani, przynoszą własne rachunki:
Z waszej strony zapewniliście młodej parze mieszkanie, choć nieco niedoskonałe, ale przyjęliśmy się za nie. My sfinansowaliśmy wesele, pomogliśmy przy meblach, przy samochodzie, naprawiliśmy mieszkanie. Do tego pensja Staszka jest dziesięciokrotnie wyższa niż Bogny. Żarł ją cały rok, kupował buty, ubrania. jeżeli liczyć sumiennie, to Bogna powinna zostawić nam wszystko i odejść.
Szwagier siedzi milcząco, zakrywając oczy chusteczką, ocierając pot z czoła. Czasem czerwieni się, czasem blaknie, słuchając wypowiedzi teściowej, nie odważając się wtrącić słowo.
Teściowa łapie oddech, by powiedzieć wszystko, co jej leży na sercu, ale ojczym kładzie jej rękę na ramieniu:
Nie ma sensu, Aniu. Będziemy potrzebować prawników. Rozwód przez sąd. Nie tracimy czasu i nie łamiemy nerwów.
Wstaje i kieruje się do wyjścia, dając do zrozumienia, iż rozmowa się skończyła.
Bogno, jesteś z nami? pyta matka.
Nie odpowiada Bogna, przyjmując bojową postawę będę strzec mieszkania, żeby ktoś nie wyniósł coś pod rękę.
Przez sąd, czyli przez sąd donośnie ogłasza teściowa zbierzemy wszystkie paragony, weźmiemy wyciągi z banku. Wszystko nasze. Dacie, jak miłe, i jeszcze dopłacicie. Ty, Staszku, zostaniesz i pilnuj, żeby nie zniknęła ani łyżka, ani talerz. Idziemy, Hariku rozkazuje mężowi zbierać dokumenty.
No tak szydzi Bogna, gdy zostają sami. Mamo, naprawdę Teraz widać, w kim jesteś.
A co, ona nie ma racji?
Boże, z kim się wpakowałam! Możecie kombinować swoimi fakturami, ale mieszkanie jest moje i nic wam nie należy. Kanapy nie oddam, nie liczcie na to. Jest moja! Resztę możecie zabrać i zmieść.
Kanapę szukaliśmy i wybieraliśmy razem. Więc jest zarówno twoja, jak i moja. Ale naprawdę moja pensja jest znacznie wyższa, kupowaliśmy wszystko na nią. Bogno, przestań udawać! Co się wkurzyłaś?
Wkurzyłam się? Co naprawdę? On flirtuje z każdym, a ja mam tego po pachy. Pracowałam dla ciebie cały rok! Kucharka, sprzątaczka, pralnia, zmywarka! A w łóżku nie pozwalałeś mi spać!
To też się płaci? Super! wybucha ze śmiechem Staszek.
Myślałaś, iż znalazłaś darmową niewolnicę? Kupował wszystko, dobroczyńca!
Ale prawda, kupował. A moi rodzice zawsze pomagali pieniędzmi. Matka ma rację. Kanapa jest moja, nie odjadę bez niej. Szafa, dywan, komputer, tę twoją torbę też kupiłem.
A ja kupiłam ci sweter, rękawiczki, majtki! Zdejmij!
Staszek potyka się w środku pokoju, odwraca się, podnosi brwi i podchodzi do niej, rozciągając usta w chytry uśmiech:
Trzymaj się! Zdejmuję
Kanapa była bardzo wygodna, sprężynowa
Rano budzi się od spojrzenia jego szyderczych oczu.
Dlaczego się śmiejesz?
Myślę, iż nie chcę rozstawać się z taką świetną kanapą.
Och, z kanapą!
Z kim jeszcze?
Przysięgnij, iż nigdy więcej nie będziesz puszczać oczek w stronę jakichś ustnych! domaga się Bogna, chwytając Staszka za uszy i patrząc mu prosto w oczy.
Przysięgam, ustnych więcej nie będzie śmieje się on. Zrobię wszystko dla kanapy.








