Nie mogłam tego zatrzymać

newskey24.com 23 godzin temu

Nie zostanę

Odchodzę od ciebie!

Tak, przeczucie Jadwigi się spełnia: najwyraźniej nie znała za dobrze swojego męża.

No to, skoro tak, odejdź! Nie da się cię zmusić do miłości!

To jeszcze nie koniec! My ze Świetlaną zabierzemy dziewczynki do siebie! wypluwa Olek. Dziewczynki potrzebują taty i mamy!

Jadwiga poznaje Olka na spotkaniu znajomych i od razu pociąga ją przystojny, małomówny facet. W jego spojrzeniu widać nieco zagubienia, co wydaje się jej niezwykle ciekawym.

Wszyscy mężczyźni, których dotąd spotkała, byli pewni siebie i mieli jasny pogląd na życie.

Rozmawiają całą noc, a Jadwiga jest zachwycona. W pewnym momencie Lidia, przyjaciółka, która zaprosiła Aleksandrę na urodziny, podchodzi do niej w łazience i szepcze:

Bądź ostrożna z nim ma przyczepę!

Co to przyczepa? dopytuje dziewczyna.

Dosłownie ma dwoje dzieci!

Dwoje dzieci? zdziwiona Jadwiga. W ciągu wieczoru nie padło ani słowo o dzieciach, ani o żonie. Skoro są dzieci, musi istnieć żona!

Okazuje się jednak, iż żony nie ma ona uciekła. Nie była to żona, a ukochana, z którą planowali wziąć ślub. Zostawiła Olka z dwiema córeczkamibliźniaczkami, które teraz wychowuje razem z matką.

To dopiero sztuczka! pomyślała przystojna Jadwiga. Ale facet! To dziś rzadkość!

Może właśnie dlatego Olek wydaje się zagubiony kiedy ktoś naprawdę się przygniata, może się rozpaść.

Dlaczego nie powiedzieliście mi o dziewczynkach? wpycha się do pokoju Jadwiga.

Bo wszyscy się boją! odpowiada po chwili milczenia mężczyzna. Ty też pewnie uciekniesz! A ja nie chcę, żebyś uciekła.

Nie ucieknę! przysięga Jadwiga. Rozumie, iż nie ma dokąd biec, i dotrzymuje słowa.

Olek odprowadza ją do domu i umawiają się na kolejny spotkanie. Olek podoba mu się piękna Aleksandra, a ojciecsamotnik nie przeraża go obecność trzyletnich dzieci.

Mama wyrzuciła mnie z domu, kiedy Lidia zaprosiła na urodziny tłumaczy Olek. Mówi, iż zaraz zwariuję. Z dziećmi nie da się się bawić!

Matkę można zrozumieć: synowa uciekła rok temu, zostawiając bliźniaczki samym losowi. Nie oddali ich, ale przyjęli i wychowali to prawdziwy czyn obywatelski w dzisiejszych czasach.

Aleksandra czuje, iż podoba jej się ten nieco milczący, nieco dziwny ojciecsamotnik

Mając dwadzieścia pięć lat, ma już za sobą nieudane małżeństwo: burzliwy studencki romans nie przyniósł szczęścia. Ślub się odbył, ale życie razem nie wypaliło.

Podczas gdy ich znajomość ograniczała się do spotkań, para czuła się świetnie tak mówili kochankowie, bo oboje byli na ostatnim roku studiów. Gdy zaczęli mieszkać razem po ślubie, odkryli, iż mają diametralnie różne poglądy na życie.

I co? mówią ludzie i mają rację: prawie wszyscy mają przeciwstawne zdania. Czy wszyscy więc mają się rozwodzić? Trzeba umieć ustępować i przystosować się!

Jadwiga zaczyna ustępować, bo mąż nie chciał tego robić: moje słowo to prawo!.

Dobrze! przyznaje Jadwiga. Żona boi się męża, ale wszystko, co mówi jej ukochany, nie jest tym, czego się spodziewała.

Po studiach od razu dostaje pracę, a odpowiednie stanowisko dla Olka nie istnieje: wszędzie są nieodpowiednie warunki.

Tam nie pasuje godzina pracy, tam szef jest niezdarny, w trzecim miejscu coś innego, i tak dalej po prostu nie ma tego, czego chce.

Sprytny bezrobotny Igor, z którym kiedyś było wesoło, teraz twierdzi, iż mamy wszystko.

Mają dorywczą trojkę dom rodzinny poświęcony starej babci, która zostawiła Aleksandrze swoją stromą kamienicę. Ale Aleksandra nie wyobrażała sobie takiego życia rodzinnego.

Co więcej, Igor nic nie robi w domu to nie królewska sprawa!

To znajdź sobie służbę, panie królu! radzi żona, zmęczona brudzeniem się po mężu. Albo zamów sprzątanie!

Aleksandra zdaje sobie sprawę, iż postawiła na niewłaściwego konia. Nie ruszyła się z miejsca, a przystojny Igor okazał się bezużytecznym ciastkiem.

Rozczarowany mąż wraca do matki, a Sashka (Aleksandra) przez trzy lata nie patrzy na żadnego mężczyznę dziękuje się za to!

Wtedy w jej życiu pojawia się Olek. Nie tylko się pojawia niedługo mężczyzna proponuje jej rękę i przedstawia rodzinę: urocze bliźniaczki i matkę Zofię!

Aleksandra rozumie, iż chce być z nimi: już po uszy zakochała się.

W domu panuje straszny niepokój, co jest zrozumiałe: perspektywiczna dziewczyna wpada w pułapkę, ale nie pod przymusem, a z własnej woli.

Nie przypuszczałam, iż jesteś taki! krzyczy matka. Po co się tak zabija? Są dobrzy faceci, po co wybierać patologię?

Mamo, Olek jest zupełnie normalny! jęka córka.

Oczywiście, normalny! wtrąca się tata. Ten normalny zaraz powiesi swoich kolegów! Wiesz, co cię czeka?

Co mnie czeka? dopytuje Jadwiga. Gdybym urodziła swoją dwójkę, co by się stało? To samo?

Nic takiego! wykrzykuje ojciec. Twoje własne dzieci to jedno, a cudze coś innego! Matka uciekła, ale geny się nie zmywają! Będą rosły jak? Co zrobisz?

Dlaczego mają rosnąć? myśli Aleksandra. Z Olekem będzie normalna rodzina, kochający tata i mama. Człowiek to nie tylko geny, ale i to, co dostanie w dzieciństwie!

Na ślub nie przyjechały rodzice panny młodej, ani matka pana młodego została w domu z wnuczkami.

Ślub więc skromny: spotkanie w kawiarni z świadkami.

Po ślubie facet z przyczepą wprowadza się do starej kamienicy.

Wkrótce w rodzinie Nowosielcowych pojawiają się trzej chłopcy Aleksandra rodzi wspólną córkę.

Powoli rodzice się ocieplają: w końcu wnuczka! I zaczynają się spotykać, nie dzieląc dzieci, bo są mądrzy i wiedzą, iż podziały prowadzą do konfliktów. Żyją więc spokojnie, dzięki Bogu!

Starsze siostry chodzą do przedszkola, a młodsza pomaga babcia Zofia. Przy okazji svaty bardzo się przyjaźnią!

Pierwszą żonę Olka udało się pozbawić praw rodzicielskich rodzice i svata ruszyły na łapanie.

Alimenty nie udało się wyegzekwować: Świetlana zniknęła na dobre. Może i tak było lepiej.

Dziewczynki wiedzą, iż Jadwiga nie jest ich biologiczną mamą: pamiętają przelotne wspomnienia z wczesnego dzieciństwa migawki o innej mamie. Ukrywanie nic nie daje.

Czas płynie, córeczki rosną i cieszą rodziców. Aleksandra i Olek pracują razem zwykła, normalna rodzina.

Pierwsza żona pojawia się, gdy dziewczynkom czternaście lat. Tak, jakby nic się nie stało jakby te dwanaście lat nie istniało!

Olek, wracając z zakupów, przychodzi do domu z pustymi rękami i spotyka Świetlanę!

Jaką Świetlanę? pyta żona; od dawna nie wspominają o nieobecnej mamie dziewczynek.

Moją Świetlanę! odpowiada Olek.

Słowo moją rani kim ona była? Jadwiga czuje niepokój. Wszystko wydaje się tak samo, i nie tak.

Gdzie ją spotkałeś?

W naszym sklepie!

Co robiła? Też szła zrobić zakupy?

Po prostu stała

Po prostu stała? Czy czekała na coś? Co z tego będzie? myśli Jadwiga i mówi głośno:

I co powiedziała? Przynajmniej coś ci powiedziała?

No, powiedziała! niechętnie odpowiada mąż.

Co? Czemu mam z ciebie wyciągać wszystkie haczyki?

Powodem jest to, iż Olek znów spotkał swoją największą miłość Świetlanę, niezmienioną jak cukierek!

Świetlana przyznała, iż wzięła się w garść. Nie ma już wątpliwości Olek znalazł sobie młodszą. Nie było dzieci.

Więc może zaczniemy od nowa, Olkudrolku? mówi Świetlana i delikatnie dotyka jego dłoni.

Olkudrolku tak nazywała go w najintymniejszych chwilach był ich szyfrem.

I Olek pływa jakby minione lata nie istniały.

Czy dziewczyny mnie pamiętają? pyta Świetlana.

Dziewczyny już jej nie pamiętają mają już inną mamę Jadwigę.

Oczywiście, pamiętają! kłamie mężczyzna; w miłości wszystkie środki są dopuszczalne.

No to dalej mama jest mamą! kontynuuje piękna kobieta. Wiem, iż jesteś żonaty! Rozwódź się, weź dziewczyny i zamieszkajmy jak dawniej!

Wymieniają numery telefonów: dzwoń, czekam! i Olek rusza do domu. Jak wyjść z tego przed żoną? Rozwód i odebranie córek? Mężczyzna traci rozum i jest gotów zrobić wszystko.

Nie żałuje ani wiernej Aleksandry, ani dwójki córek przyzwyczajonych do niego widzi cel i nie widzi przeszkód. Hormony to przekleństwo!

Olek nabiera powietrza i woła:

Odchodzę od ciebie!

Przeczucie Jadwigi znów się spełnia źle znała męża! Jedno krótkie spotkanie z byłą żoną wystarczy, by wszystko przewartościować.

Aleksandra chwilę milczy, zbiera siły, potem mówi:

No, skoro tak odchodź! Nie zmusisz mnie do miłości!

Ale to nie wszystko! My ze Świetlaną zabierzemy dziewczynki do siebie! wykrzykuje Olek. Dziewczynki potrzebują taty i mamy!

Tak? pyta spokojnie żona. A kto ci je da?

Jakże to? My jesteśmy biologicznymi rodzicami, prawo po naszej stronie! wściekle odpowiada mężczyzna. Każdy sąd stanie po naszej stronie!

Co tak? nie zmieniając tonu mówi żona. Czy nie jest ważne, iż ich mama jest pozbawiona praw rodzicielskich? Zapomniałeś, Kaszmirze?

Zrobiemy wszystko! dodaje Olek. I z opieką! A ty ostrzeż dziewczynki!

Nie, nie przeciwstawia się żona. Kto wymyślił, ten i prowadzi.

Dzień jest niedzielny, wszyscy w domu. Kochający tata ogłasza dziewczynkom sensacyjną nowinę: niedługo wszyscy będą razem!

To już tak razem! wołają głośno Ania i Tania.

Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! wyjaśnia ojciec.

Dziewczynki patrzą na siebie, a potem Ania mówi:

O której mówisz? Nie rozumiemy, to nasza mama! wskazuje na bladego Olka.

Nie, macie inną, biologiczną mamę!

To ta, co sto lat temu zniknęła? I której babcia Zofia zawsze chcęła podać? drwi Ania.

Ona bardzo się zmieniła i zrozumiała błędy!

Cieszymy się za nią, mówi Tania. Niech się dalej przemienia! A co my?

Co my? odpowiada ojciec. Musimy być razem: jesteśmy rodziną!

Aleksandra milczy, pozwalając córkom podjąć decyzję przyjmie każdy ich wybór.

Tato, serio? pyta Ania. Naprawdę uważasz, iż my i ta obca ciocia powinniśmy mieszkać razem?

Nie mów tak o swojej mamie! krzyczy nagle ojciec; widać, iż to poważne. Nie chcecie dobrowolnie, to my z Świetlaną was pozbędziemy!

Potem odchodzi prawdopodobnie idzie do ukochanej, nie ma gdzie już iść. Później składa pozew o rozwód.

Olek realizuje swoją groźbę i wnosi sprawę o zwrot dziewczynek. Sąd jednak stoi po stronie Aleksandry i bliźniaczek: po dziesięciu latach liczy się dobro dzieci, które mają już czternaście lat. Ich interesy sprzeczne są z interesami ojca.

Kto miałby oddać dzieci kobiecie pozbawionej praw? Jadwiga dobrze przygotowała się i zebrała wszystkie dokumenty. Warto dodać, iż od dawna adoptowała dziewczynki.

Świetlana i dziewczynki po raz pierwszy po długiej przerwie spotykają się w sądzie. Kochająca mama, walcząca o przywrócenie rodziny, choćby nie podchodzi, by objąć córki.

To bezprawie, nie zostawimy tak! wykrzykuje Olek.

Powodzenia, tato! życzy im Tania. Trójka idzie do kawiarni świętować zwycięstwo. Z mamąWszyscy razem wypili kawę, patrząc w przyszłość, gdzie rodzina, choć skomplikowana, w końcu odnalazła spokój.

Idź do oryginalnego materiału