Nie Mogę W to Uwierzyć

newsempire24.com 1 dzień temu

Nie mogę w to uwierzyć. Znów, tak jak dwadzieścia lat temu, wiruję w walcu z tobą pośród mgły. Czy pamiętasz nasz ostatni raz? Był to szkolny bal w Warszawie, a my płynęliśmy po parkiecie, jak dwa liście w podmuchu wiatru. Szczęście unosiło się wokół, a ja tonę w bezkresie twoich niebieskich oczu, głębszych niż mazurskie jeziora.

Tamtej nocy chciałam wyznać ci najważniejsze iż już niedługo zostaniemy rodzicami. Gdy wypowiedziałam to, porywał cię gniew, a potem wykrzyknął niczym odcięty ołówek:

Za wcześnie, poczekajmy.

Pocałowały mnie słowa, jak gorący miód, choć rozumiałam, iż to nieporęczna pora. Co zrobić? Nie mogłam odmienić losu, rozstaliśmy się, a jednak miłość do ciebie przetrwała jeszcze wiele zim. Złamałeś wtedy moje serce, a dusza rozpadła się na tysięczne kawałki. Wiedziałam, iż nie wrócisz, nie pożałujesz, nie odmienisz swego skamieniałego charakteru tego, co w tobie tak uwielbiałam.

Nasze koleżanki szeptały mi o twoim życiu prywatnym. Wiedziałam, iż byłeś żonaty, miałeś dwóch dorosłych synów, rozwiedzionych, i wciąż chodzisz na zjazdy absolwentów, pytając o moje sprawy, choć dawni koledzy nic o mnie nie wiedzieli. Nie odważyłam się przyjść na szkolne spotkania bałam się spojrzeć w twoje oczy i zatonąć, nie wypłynąć już nigdy. To lęk trwał dekadę.

A potem pojawił się On mężczyzna o imieniu Jerzy, którego poślubiłam bez uczucia, jedynie z wdzięczności. On rozumiał to, nie pośpieszał, przyjął moją córkę jak własną. Nazwałam ją Miłosława, bo żaden inny dźwięk nie oddałby tego, co w niej widziałam. Jej kosmyki przypominały twoje włosy.

Mój mąż, Marek, kocha mnie całym sercem; czuję to w każdej komórce ciała. Jego gesty, słowa, choćby spojrzenie szepczą o czułości. Po pięciu latach małżeństwa odkryłam, iż kocham go naprawdę, iż stał się moim kotwicą, iż odnalazł klucz do mojej duszy, a ja weszłam do jego drzwi pełnych dobroci i zrozumienia. Nikt nie zdoła zakłócić naszej miłości.

Miłość wszystko ratuje, Władku. Ty nigdy mnie nie kochałeś byłem dla ciebie jedynie zabawą młodzieńczą.

O, Jadwigo rzekł Marek, z nutą ironii. Żyję jakby bez rękawa, trochę nieporządkowo. Synowie sami sobie, ich sprawy, ja sam. Często myślę o tobie.

Rozmawiałam z moim mężem, mam troje dzieci dwie dziewczynkibliźniaczki, sześć lat, i jedną Łucję. Czy pamiętasz, iż miałeś przyjaciela, Jana Ustaka?

Ustaka? Oczywiście! Był jedynym przyjacielem, ale po szkole zerwał kontakt, nie odbierał telefonów, unikał spotkań nie wiem, co się z nim stało.

Podejdźmy do okna, spójrz na szkolny dziedziniec.

Walentyn spojrzał w otwarte okno i nie mógł oderwać oczu od widoku.

Zrozumiałem, Jadwigo. Wszystko się wyjaśnia los splata się w niesamowite wzory!

Na podwórzu stał Jan Usta, trzymając w rękach dwie maleństwa. Obok stała dziewczyna w dwudziestu latach, a jej oczy niebo nad Bałtykiem, nieskończenie niebieskie.

Żegnaj, Walentyn! Idę do swojej rodziny.

Jadwigo, po co przyszedłaś na spotkanie w tym roku?

Przestałam się bać, Walentynie! Patrzę na ciebie, a serce milczy, jakby w snach.

Idź do oryginalnego materiału