Mamo, no co Ty opowiadasz? Jak to nie masz z kim pogadać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie westchnęła zmęczona córka.
Ależ nie, Agatko, kochanie, przecież nie o to mi chodzi westchnęła smutno Pani Janina Kwiatkowska po prostu już nie mam żadnych przyjaciół, ani bliskich znajomych z mojego pokolenia. Wszyscy z mojego świata powoli zniknęli.
Mamo, nie pleć głupstw. Masz jeszcze koleżankę ze szkoły, Irenę. Poza tym, jesteś nowoczesna i wyglądasz młodziej, niż niejedna czterdziestolatka! Mamo, czemu się tak zadręczasz? zmartwiła się córka.
Przecież wiesz, iż Irka ma astmę. Po telefonie tylko kaszle, a i mieszka na drugim końcu Warszawy. Zresztą, dawniej się trzymałyśmy w trzy. Opowiadałam Ci o tym. Marzenki już od dawna nie ma. Wczoraj zajrzała do mnie pani Teresa z sąsiedztwa. Zaprosiłam ją na herbatę. To sympatyczna kobieta, często mnie odwiedza. Przyniosła świeże drożdżówki, sama piekła dla wnuków. Opowiedziała o swoich dzieciach, wnukach Chociaż jest młodsza ode mnie chyba z piętnaście lat, to zupełnie inne czasy pamięta, inne szkoły, inne zabawy.
A mi tak bardzo brakuje rozmów z kimś z mojego pokolenia, kto to wszystko pamięta mówiła Janina, ale doskonale wiedziała, iż córka jej nie zrozumie. Jeszcze jest młoda. Jej czas wciąż trwa za oknem, ciągle nie tęskni za wspomnieniami. Agatka jest kochana, troskliwa, tu przecież nie o nią chodzi.
Mamo, mam bilety na wtorek na wieczór pieśni polskich. Pamiętasz, chciałaś pójść? I koniec z narzekaniem, załóż tę bordową sukienkę, wyglądasz w niej jak gwiazda!
Dobrze, Agatko, już dobrze, sama nie wiem, co mnie naszło Dobranoc, jutro zadzwonimy. Kładź się wcześnie, bo znowu chodzisz niewyspana! Janina gwałtownie zmieniła temat.
Tak, mamo, dobranoc! powiedziała Agata i się rozłączyła.
Janina przez chwilę patrzyła w okno na rozbłyskujące światła wieczornej Warszawy
Dziesiąta klasa, też była wtedy wiosna. Ileż to planów! To było tak niedawno. Jej przyjaciółka Irena podkochiwała się w Wojtku Mrozińskim z ich klasy. A Wojtek lubił ją, Janinę. Wieczorami dzwonił na domowy, zapraszał na spacer. Ale Janina widziała w nim tylko dobrego kolegę. Nie chciała go zwodzić.
Potem Wojtek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał kiedyś w starym bloku Irki. Miał wtedy domowy telefon numer Janinie przypomniał się ten numer. Z ciekawości wykręciła go na stacjonarnym. Długi dźwięk, szurnięcie słuchawki. I nagle odezwał się cichy męski głos:
Halo, słucham Panią.
Boże, może za późno? Po co ja dzwonię? Może Wojtek już mnie nie pamięta albo to w ogóle nie on!
Dobry wieczór, głos Janiny miał lekki chryp.
W telefonie przez chwilę było szuranie, aż nagle usłyszała zaskoczony głos:
Janka? Naprawdę ty? Oczywiście, iż ty! Tego głosu nie da się zapomnieć. Jak mnie znalazłaś? Przecież ja tu prawie przez przypadek
Wojtku poznał! Janinę nagle zalewają wspomnienia. Od wieków nikt nie mówił do niej po imieniu zawsze mama, babcia, Pani Janino. Może tylko Irka Ale po prostu Janka to coś pięknego, jak zapach bzów w maju, jakby lat nie upłynęło.
Janka, jak tam u ciebie? Ale się cieszę, iż cię słyszę! te słowa sprawiły jej niewysłowioną radość. Bała się, iż nie pozna jej głosu, albo uzna, iż dzwoni nie w porę.
A pamiętasz dziesiątą klasę? Jak z Witkiem Woźniakiem pływaliście z nami na Wiśle łódką? On potem miał poranione dłonie od wioseł i udawał twardziela A potem lody nad Wisłą. Muzyka grała z gramofonu głos Wojtka był cichy, rozmarzony.
Pewnie, iż pamiętam! zaśmiała się radośnie Janina. A nasza wycieczka do Kampinosu z nocowaniem? Jak nie mogliśmy otworzyć puszki z konserwą, głodni jak wilki!
No ba! podłapał śmiech Wojtek. Witek siłował się z nożem, a potem przy ognisku śpiewaliśmy przy gitarze. Przez was nauczyłem się grać na gitarze.
No i jak, nauczyłeś się? głos Janiny rozbrzmiał młodo od napływających wspomnień. Wojtek jakby przywołał całe ich wspólne życie, wywołał tysiąc szczegółów.
A jak teraz, co u ciebie? Wojtek zapytał, ale zaraz sam odpowiedział. A zresztą, po głosie słychać, iż jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? No i dalej piszesz wiersze? Pamiętam, jak recytowałaś: Rozpływać się w nocy, by z porankiem znów powstać!. Bardzo optymistyczne!
Ty zawsze byłaś jak promyk. Przy tobie można się ogrzać. Twoim bliskim dobrze taka mama i babcia to prawdziwy skarb.
Daj spokój, Wojtek, przesadzasz Moje czasy już minęły
Przerwał jej:
Przestań, aż mi słuchawka się nagrzała od tej twojej energii! (żartuję). Nie wierzę, iż straciłaś euforia życia. Jeszcze nie twoja kolej na melancholię! Słuchaj, Janka, korzystaj z życia: słońce świeci dla ciebie.
I powiew wiatru pędzi chmury po niebie dla ciebie.
I ptaki śpiewają dla ciebie!
Wojtku, cały czas jesteś romantykiem! A co u ciebie? Bo ja tylko gadu-gadu o sobie, ale w telefonie coś zaszumiało i po chwili połączenie się przerwało.
Janina chwilę posiedziała ze słuchawką w dłoni. Chciała oddzwonić, ale uznała, iż głupio, za późno. Innym razem.
Jakże dobrze się im rozmawiało, ile myśli, ile wspomnień Nagle zadzwonił telefon. Wnuczka.
Tak, Marysiu, nie śpię jeszcze. Co mama mówiła? Nie, mam świetny humor, idziemy z mamą na koncert. Zajrzysz jutro? Super, czekam, pa!
W doskonałym nastroju Janina położyła się spać. W głowie miała tyle planów! Zasypiając, układała w myślach nowe wiersze
Rano Janina postanowiła odwiedzić Irkę. Kilka przystanków tramwajem przecież nie jestem jeszcze żadną starą ciotką! pomyślała.
Irena ucieszyła się niezmiernie:
No wreszcie! Ciągle tylko mówisz, iż przyjdziesz. Wow, kupiłaś ciasto z morelami? Moje ulubione! Opowiadaj! Irena trochę się rozkaszlała, złapała za inhalator, ale zaraz machnęła ręką.
Spokojnie, nowy inhalator, już mi lepiej. Chodźmy na herbatę. Janka, wyglądasz jakbyś się odmłodziła z dziesięć lat. Wyjaw, co się stało?
Sama nie wiem, może piąta młodość Wyobraź sobie, przypadkiem zadzwoniłam do Wojtka Mrozińskiego. No pamiętasz, twoja miłość z dziesiątej klasy? Tyle wspomnień ożyło Ty co tak zamilkłaś, Irka? Duszno znowu?
Irena pobladła, patrzyła tylko w milczeniu. W końcu wyszeptała:
Janka nie wiedziałaś? Wojtka już od roku nie ma z nami. Przecież mieszkał w innym rejonie, dawno się wyprowadził.
No nie mów! Jak to? Z kim ja wczoraj gadałam? Przecież pamiętał wszystkie szczegóły z naszej młodości. Przedtem miałam taki okropny nastrój.
A po tej rozmowie poczułam, iż życie jeszcze trwa, jeszcze mi się chce i śmiać, i planować Jak to możliwe? Janina nie mogła uwierzyć.
Ale jego głos, naprawdę go słyszałam. I tak pięknie powiedział: Słońce świeci dla ciebie. I powiew wiatru dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!
Irena pokręciła głową, raczej nieprzekonana do historii przyjaciółki. A potem nagle stwierdziła:
Janka, nie wiem jak to się stało, ale chyba rzeczywiście miał rację. To był on Jego słowa, jego humor. Wojtek cię kochał, myślę, iż chciał dać ci trochę otuchy choćby stamtąd. I, wiesz co, udało mu się! Dawno nie widziałam cię takiej wesołej i z energią.
Kiedyś ktoś sklei twoje zmęczone serce. I przypomnisz sobie, Janka iż możesz być po prostu szczęśliwa.











