Nie cieszy, nie śmieszy

filmweb.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: plakat


Dla zamieszkującego wszystkie kontynenty gatunku ludzkiego charakterystyczna jest niezdolność do adaptacji, wyciągania wniosków i niespotykana u żadnej innej rasy umiejętność piętrzenia problemów zamiast szukania rozwiązań. David (Philippe Lacheau), pracownik zoo, przeżywa separację z Tess (Élodie Fontan) oraz wynikające z tego ograniczenie kontaktu z jego kilkuletnim synem, Léo (Corentin Guillot). Eks-małżonkowie od eliminowania nieporozumień i zapobiegania eskalacji konfliktu zdecydowanie bardziej wolą robić sobie nawzajem niestosowne żarty i wyraziście sygnalizować, kto jest lepszy, kto sprytniejszy, kto skuteczniej potrafi uprzykrzyć życie drugiemu. Obie strony tej relacji mają dojmującą potrzebę rewanżu i udowodnienia, iż rację może mieć tylko jedno z nich.

  • Julien Panié


Młodziutki Léo oczywiście marzy o ponownym zejściu się rodziców, a ich kolejne kłótnie drastycznie pogarszają jego samopoczucie. Chłopczyk jednak nie wie, iż do szczęśliwego pojednania jest bliżej, niż mu się wydaje. Kto się bowiem czubi, ten się lubi. Potrzeba jedynie odpowiednich okoliczności, by doszło do rodzinnego zjednoczenia. Może niespodziewany rejs luksusowym statkiem będzie miał taką leczniczą moc?

Grupę wiodących postaci filmu Lacheau uzupełnia jeszcze kilku innych fajtłap, mniejszego i większego kalibru. Przeżywający egzystencjalny kryzys z powodu załamania muzycznej kariery latynoski piosenkarz Ricky Salsa (Tarek Boudali), życiowo niezdarny i emocjonalnie niedojrzały technik z zoo, Stéphane (Julien Arruti), oraz społeczny wyrzutek Pablito (Jamel Debbouze). Stereotypowa ekipa pod slapstickową komedię pomyłek, napędzaną serią nieporozumień, przypadków i niesamowitych zdarzeń. Kuriozalne perypetie tych osobowości połączy tytułowy Marsupilami: fikcyjne zwierzątko (najrzadsze na całym świecie), przypominające krzyżówkę kota z małpą. W jaki sposób? Właściciel zoo, podstępny pan Malone (Jean Reno), wysyła Davida, oczywiście dzięki szantażu, by sprowadził warte milion dolarów zwierzątko z Ameryki Południowej do Francji.

  • Christophe Brachet


W "Marsupilamim" logika i następstwo zdarzeń, motywacje postaci, zawiązywanie i rozwiązywanie konfliktów wymagają daleko posuniętego przymrużenia oka. W filmowym języku to bardzo dosłowna adaptacja komiksu. Przejaskrawiona, wyrazista i krzykliwa, operująca raz to myślowym skrótem, kiedy indziej bajeranckim efekciarstwem. Pretekstowa fabuła ma być przede wszystkim sceną dla kolejnych sytuacyjnych żartów i zgrywy, kumulowania niedorzeczności i cudownego wychodzenia z choćby największych kłopotów. Jednocześnie im większe tarapaty, tym większa nadzieja na szczęśliwe zakończenie. Dowcip raczej nie lata wysoko (to miks fekalnych żartów, policzkowania i przewracania się na skórce od banana), a częstotliwość zabawnych puent może rozczarować choćby mniej wybrednych fanów komedii.

O dziwo pretekstowy i poboczny jest też sam Marsupilami. Nie pomaga mu na pewno to, iż technicznie wykonany jest wyjątkowo mało przekonująco i oszczędnie. Zamiast żywej istoty przypomina maskotkę, a jego wiodącą cechą nie jest charakter, a kilkumetrowy ogon. To standardowy psotnik, a w planie fabularnym jest niczym więcej jak rekwizytem i odwracającą uwagę błyskotką, narracyjnym MacGuffinem w klinicznym tego pojęcia znaczeniu. Bo Lacheau interesują tylko ludzie: ich przemiany, autorefleksje i wyciągnięte życiowe lekcje. Jeden musi nauczyć się odpowiedzialności, druga nabrać zaufania, trzeci przyznać się do własnych błędów i zrezygnować z hipokryzji. Antagoniści zostaną adekwatnie ukarani, a ich dwulicowość obnażona. Wszystko to słuszne, przewidywalne i, co najgorsze, mało urokliwe oraz umiarkowanie zabawne.

Na pewno intencją twórców było przywrócenie pamięci o Marsupilamim i odświeżenie jego wizerunku w popkulturze. To już liczący sobie siedem dekad belgijski komiks, ale będący w cieniu i ustępujący popularnością Smerfom czy Tintinowi. "Marsupilami" nie daje wielu argumentów, by miało dojść do znaczącej zmiany w świadomości. Sympatycznej kocio-małpce byłoby na pewno łatwiej, gdyby chociaż w filmie o sobie samej była centralną postacią.
Idź do oryginalnego materiału