„Nie chcę innej synowej i koniec – wybieraj: kariera czy miłość?” – matka Marka stawia ultimatum, gdy zakochany planuje ślub z Magdą. Konflikt rodzinny, presja bogatego domu i dramatyczne konsekwencje decyzji, które zmieniły życie wszystkich.

newsempire24.com 1 dzień temu

5 kwietnia 2016

Dziś znów wracam myślami do tych wszystkich decyzji, które odmieniły moje życie na zawsze. Moja mama zawsze powtarzała: “Nie chcę innej synowej, a ty rób, co chcesz!” Jakbym wtedy mógł zrozumieć, iż naprawdę miałem tylko jedno wyjście.

Skończyłem właśnie politologię na Uniwersytecie Warszawskim i czułem, iż mogę ruszyć w świat, ale najpierw chciałem ułożyć sobie życie u boku Eweliny. Ewelina była piękną dziewczyną, jednak jej największym atutem była dobroć, którą promieniała choćby w najgorszych chwilach. Studiowała filologię polską, pisała magisterkę o twórczości Szymborskiej. Pokochaliśmy się jeszcze w liceum w Radomiu. Ustaliliśmy, iż zaraz po obronie pobierzemy się.

Odwiedziłem mamę po niedzielnym obiedzie i podzieliłem się z nią tym planem. Zareagowała chłodno. Powiedziała, iż albo żenię się z Jolantą od państwa Wysockich z trzeciego piętra, albo w ogóle. Dodała jeszcze pytanie: “Co jest ważniejsze, Marek: sukces czy miłość?” Mama zawsze marzyła, żebym został prawnikiem, żebym nosił garnitury i podawał jej kluczyki do błyszczącego volvo, tak jak synowie jej koleżanek.

Jolanta rzeczywiście od dawna wodziła za mną wzrokiem na klatce schodowej, a jej tata miał własny gabinet dentystyczny. Jednak ja cały czas miałem w głowie obraz Eweliny i jej delikatnych rąk pachnących kawą. Moja mama nigdy nie przepadała za rodziną Eweliny. Jej ojciec przed laty miał kłopoty z prawem, cała ulica szumiała o tych sprawach. Wszyscy wiedzieli, jak jest.

Po którejś kłótni mama oznajmiła: “Nie potrzebuję innej synowej, a ty rób jak uważasz.” Próbowałem ją przekonywać, ale była twarda jak skała. W końcu zagroziła nawet, iż jeżeli poślubię Ewelinę, to mnie wydziedziczy, przeklnie na wieczność. Przestraszyłem się. Następne pół roku spotykałem się z Eweliną, ale czułem, iż wszystko między nami gaśnie. Nie chciałem jej krzywdzić, ale zabrakło mi odwagi.

W końcu oświadczyłem się Jolancie. Ona naprawdę mnie kochała. Nie zrobiliśmy wielkiego wesela, bo nie chciałem, żeby Ewelina gdzieś przypadkiem zobaczyła zdjęcia z naszego ślubu. Jolanta pochodziła z bogatej rodziny z Warszawy, więc zamieszkałem z nią w domku jej rodziców na Ursynowie. Pomogli mi znaleźć pracę w kancelarii, a kariery nabierałem jak śniegowej kuli. A szczęście? Straciłem gdzieś po drodze. Dzieci nie chciałem. Jolanta w końcu odpuściła i sama złożyła pozew o rozwód. Miała wtedy trzydzieści osiem lat, a ja czterdzieści. gwałtownie wyszła za mąż, urodziła syna, podobno jest szczęśliwa.

A ja? Wciąż śniłem o Ewelinie. Szukałem jej latami. Tak, jakby zapadła się pod ziemię. W końcu od starego sąsiada dowiedziałem się, iż wyszła za przypadkowego mężczyznę, który całe życie ją bił, aż w końcu zabił. Po tej wiadomości wszystko we mnie pękło.

Zamieszkałem z powrotem w mieszkaniu rodziców na Pradze. Wieczorami przeglądam stare zdjęcia Eweliny i piję, aż zamglę pamięć. Nigdy nie potrafiłem wybaczyć mamie. I chyba sobie też.

Zrozumiałem jedno: człowiek, który rezygnuje z miłości z powodu cudzych oczekiwań, nigdy nie zazna szczęścia, choćby gdyby miał milion złotych i biuro w centrum. Ja już za późno to pojąłem.

Idź do oryginalnego materiału