„Nie chcę innej synowej, a ty rób, co chcesz!” – powiedziała mama do Marka, marząc, by ożenił się z Amandą z sąsiedztwa zamiast Magdy z trudnego domu. Rodzinna presja, niewybrana miłość i dramatyczny los na polskim osiedlu.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Nie chcę mieć innej synowej, a ty rób, co uważasz! powiedziała matka do syna przed laty.

Pamiętam, jak Marek kończył studia na politechnice w Warszawie i uważał, iż nadszedł adekwatny moment, by oświadczyć się swojej pierwszej licealnej miłości, Zosi! Zosia była nie tylko urodziwa, ale też dobra i rozumna. Sama była w trakcie pisania pracy magisterskiej z filologii polskiej. Oboje ustalili, iż lada moment, po obronie, zawrą małżeństwo.

Marek zebrał się na odwagę i opowiedział o tym matce, sądząc, iż się ucieszy, ale ona przyniosła mu gorzkie rozczarowanie. Powiedziała stanowczo, iż akceptuje jako synową tylko Martę, córkę sąsiadów z tej samej kamienicy, albo nikogo innego. Chciała też wiedzieć, czy ważniejsze dla niego są uczucia, czy może jednak przyszła pozycja i pieniądze. Całe życie marzyła, by jej jedyny syn został kimś znaczącym.

Marta pochodziła z dobrze sytuowanej rodziny lekarskiej, od dawna skrycie darzyła Marka sympatią. Ale serce Marka należało do Zosi, której rodzina uchodziła za ubogą. Matkę Zosi miejscowa ludność nie szanowała co by powiedzieli ludzie ze Starego Miasta?

Nie potrzebuję innej synowej, a ty rób, co chcesz powtórzyła matka bez cienia skruchy.

Marek próbował jeszcze przez wiele tygodni przekonać matkę, ale ona pozostawała nieugięta. Wreszcie podniosła głos i zapowiedziała, iż jeżeli poślubi Zosię, wyrzeka się go na zawsze. Marek wtedy się cofnął. Widząc jego niezdecydowanie i przytłumioną radość, Zosia z czasem oddalała się od niego. Spotykali się jeszcze kilka miesięcy, aż któregoś dnia los ostatecznie rozdzielił ich ścieżki.

Ostatecznie Marek poślubił Martę. Marta kochała go szczerze, ale nigdy nie zorganizowali hucznego wesela Marek nie chciał, żeby Zosia natrafiła na ich fotografie w rodzinnym albumie. Zamieszkał wraz z Martą w przestronnym domu jej rodziców na Saskiej Kępie. Dzięki ich protekcji gwałtownie awansował, piął się po szczeblach kariery, zarabiał coraz lepiej złotówki mnożyły się na koncie. Mimo tego nigdy nie był szczęśliwy.

Nie chciał mieć dzieci. Gdy Marta po latach zrozumiała, iż nie przekona go do ojcostwa, sama złożyła pozew o rozwód. Marek był już wtedy po czterdziestce, a Marta miała trzydzieści osiem lat. Ostatecznie ułożyła sobie życie na nowo: powtórnie wyszła za mąż, urodziła dziecko i wreszcie czuła się spełniona.

A Marek, zamiast cieszyć się tym, co zyskał, wracał myślami do Zosi. Próbował ją odszukać, ale nikt nie wiedział, gdzie się podziała. Aż pewnego dnia usłyszał, iż już nie żyje. Dowiedział się, iż po rozstaniu z Markiem związała się z mężczyzną, który okazał się brutem pobił ją na śmierć.

Po tym nieszczęściu Marek powrócił do niewielkiego mieszkania rodziców na Pradze. Wieczorami zgłębiał dno kieliszka, wpatrywał się w stare zdjęcie Zosi i nie potrafił zapomnieć ani wybaczyć matce jej dumy i uporu. Tak oto zatoczyło się koło pechowego życia, rozdartego pomiędzy losem a oczekiwaniami innych.

Idź do oryginalnego materiału