
Naukowe odkrycia w świecie Gwiezdnych Wojen... Recenzja: Star Wars. Mace Windu: W Półmroku
Czerwiec musieliśmy zacząć czymś pozytywnym, dlatego na pierwszy ogień poszły Przygody Rodziny Wayne'ów. Teraz przyszła kolej na powolne zanurzanie się w mroku... Zapraszam do lektury.Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Star Wars. Mace Windu: W Półmroku to samodzielny album z uniwersum Gwiezdnych Wojen, który zabiera nas w czasy rozkwitu Republiki. Nie możemy zapomnieć jednak, iż w ciemnych zaułkach czai się spisek, a pokój zawsze jest zagrożony. Na szczęście przed wszelkimi aberracjami chroni go Zakon Jedi, gotów natychmiastowo reagować na każde wezwanie...

Oto przykład takiej szybkiej reakcji ze strony Strażników Pokoju. Czy Mace Windu (jeszcze nie Mistrz!) poradzi sobie z problemem? Jak osławiony już wtedy Jedi zażegna zagrożenie? Do swojego pomysłu na postać próbuje nas przekonać scenarzysta- Marc Bernardin (poznany przy okazji recenzji tomiku Czerń, Biel i Czerwień. Vader). Dość specyficzną kreskę komiks zawdzięcza Gregores'owi Jenty'emu. Album ukazał się w Polsce za sprawą wydawnictwa Egmont i klubu Świat Komiksu.
Zarys fabularny:

"Jeszcze przed wojnami klonów Mace Windu słynął z dyscypliny, determinacji i umiejętności walki. Wszystkie te cechy zostają wystawione na próbę, gdy sławny Jedi próbuje nie dopuścić, aby groźny sekret wpadł w niepowołane ręce. Kiedy pewne odkrycie naukowe zagraża równowadze w galaktyce, Mace musi połączyć siły z przemytniczką Azitą Cruuz, żeby podążyć pełną pułapek drogą tajemnic i akcji. Ale co jeszcze na nich czeka? Kto ich ściga? I czym jest coaxium ultra?"
Wrażenia:

Niedawno recenzowaliśmy jeden komiks, w którym bohaterem był Windu (TUTAJ). Jakoś nie wzbudził większego entuzjazmu. Mimo wszystko daliśmy drugą szansę. Czy album ją wykorzystał? No....nie. W każdym razie- nie w pełni. Kolejny raz trafia mi się interpretacja bohatera, nie do końca zgodna z moją wizją. A szczerze? Śmiem twierdzić, iż postać przedstawiona w komiksie jest po prostu żadna. Mógłby to być którykolwiek rycerz Jedi. Niestety.

Wiem, mocne słowa. Może zwyczajnie narzekam- bo przywykłem do wyższego poziomu historii z uniwersum Star Wars (a wiecie, iż nie wszystkie recenzowane lektury uwielbiałem), ale odniosłem wrażenie, iż opowieść została jakby na siłę skrócona. Można z niej było wyciągnąć duuuużo więcej. W Półmrok wciągnąłem szybko- w końcu to krótki zeszycik z bardzo prostą fabułą, ale szczerze powiem, iż nic mi w głowie po nim nie zostało. Klasyczny poboczny quest w każdym RPG. Trochę akcji, kilka przeszkód, ot, koniec. Bez większego dylematu, zagrożenia, skrupułów. Mace nie błysnął niczym- mądrością, dyscypliną, umiejętnościami negocjacyjnymi, dowcipem (z którego nie słynął i tak).... choćby inspirującej pozy nie przybrał! Ot, przyszedł, załatwił, wrócił. A potencjał był, by walczyć z Huttami, Pyke'ami i całą masą syndykatów. By wtrącić go w beznadziejną sytuację, z której wyciągnąć go mogła siła woli, determinacja, roztaczana aura autorytetu, spryt i "pogrywanie na granicy". Takie charakterystyczne dla Windu palladyńskie podejście. Niestety- zabrakło stron.

Ostatecznie twierdzę, iż ta na gwałtownie sklejona historia miała jednak cel. Chodziło o wprowadzenie Złola. Nemezis Mace'a, z którym miałby się borykać w późniejszych epizodach. Czy tak będzie? Nie wiemy. Sam Złoczyńca (upadły Jedi? Rycerz? Szalony kapłan?) i jego zakon dostali jedynie kilka kadrów, bez głębszej analizy. Pozostali tajemniczy, także... Komiks do przeczytania, jak zabraknie Wam innych lektur.
















