Natalia wracała z osiedlowego spożywczaka, niosąc ciężkie torby. Była już przy furtce swojego domu, gdy nagle dostrzegła obcy samochód przed bramą. Kto to może być? Przecież nikogo się nie spodziewam pomyślała z niepokojem. Przyspieszyła kroku. Gdy zbliżyła się do podwórka, zauważyła młodego mężczyznę czekającego na nią. Przez jej twarz przemknął cień zaskoczenia, po czym rzuciła torby i krzyknęła: Przyjechałeś! i rzuciła się w objęcia syna. Poczekaj, mamo. Muszę ci coś powiedzieć odsunął się nagle jej syn z poważną miną. Co się stało? zadrżał jej głos. Lepiej usiądź odrzekł cicho Artur. Natalia powoli usiadła na ławce obok drzwi, czując, jak narasta w niej napięcie i lęk przed tym, co usłyszy.
Natalia Borkowska mieszkała samotnie w urokliwej wsi pod Łodzią. Jej mąż zmarł dwa lata temu, a jedyny syn Artur, po ukończeniu służby wojskowej, wyjechał do miasta na studia i już nie wrócił na stałe. Pracował jako inżynier w łódzkiej fabryce, najpierw wynajmował pokój, potem wszystko się u niego zmieniło ale matki w szczegóły nie wtajemniczał.
Rzadko ją odwiedzał, póki nie kupił samochodu. W ostatnim roku przyjeżdżał częściej; bez zapowiedzi zjawiał się z zakupami, ubraniami. Natalia odmawiała przyjęcia darów, ale syn się upierał. Niedawno podarował jej ciepłą, wełnianą chustę, własnoręcznie robioną.
O swoim życiu nie mówił prawie nic. Zapewniał tylko, iż wszystko jest dobrze. Ale znalazły się dusze troskliwe jej młoda sąsiadka, Weronika, pojechała niedawno do Łodzi.
Szczodra matka wysłała przez Weronikę dla syna kilka słoików dżemu i marynowanych grzybków. Miała jego numer, więc Weronika zadzwoniła do niego i umówiła się na odbiór.
Oj, pani Natalio, przyjechał swoim samochodem z jakąś panną opowiadała potem Weronika. Wszystko zabrał, kazał pozdrowić i obiecał, iż niedługo przyjedzie.
A co to za panna? dopytywała zaskoczona Natalia.
Skąd mam wiedzieć? choćby nosa nie wystawiła z auta, ale coś mi się wydaje, iż starsza od niego, z pięć lat co najmniej, mocno umalowana, korpulentna.
Natalia zamyśliła się. Syn nigdy nie zwierzał się jej z osobistych spraw. Uznała, iż przy okazji zapyta go sama. Okazja pojawiła się szybciej, niż sądziła.
Wracała właśnie z zakupów, gdy na podwórku zauważyła Artura tym razem z kilkuletnim chłopcem u boku. Samochód stał pod bramą.
Przyjechał! pospieszyła się do syna, ale ten lekko się odsunął:
Mamo, poznaj. To Krzyś. Teraz adekwatnie jest dla mnie jak syn.
No to chodźcie do domu, nie będziemy tak stać na zimnie.
Szybko nakryła do stołu na szczęście ziemniaki w garnku były jeszcze ciepłe. Była też kiszona kapusta, ogórki, mięso na wpół gotowane. Krzyś siedział przy stole ponuro i niemrawo dłubał w talerzu, unikając spojrzenia na pozostałych. Po obiedzie i herbacie wysłali Krzysia na dwór, a sami zostali porozmawiać.
Mamo, sprawa jest taka: ożeniłem się w zeszłym roku. Rozumiesz, z Anią wzięliśmy ślub w urzędzie. To jest jej syn. Nie mówiłem ci wcześniej, nie gniewaj się, Ania nie chce poznawać się z teściową.
Dlaczego? Czy ja taka straszna, bo ze wsi? w głosie Natalii zabrzmiał żal.
Nie. Wcześniej miała bardzo trudne relacje z teściową, wiele przykrości, kłótni. Odeszła przez to od męża. Jego już od roku nie ma, a jego matka zmarła niedługo po nim. Zostało im mieszkanie, samochód. Gdy się poznaliśmy, przyjęła mnie do siebie, potem wzięliśmy ślub. Ale o teściowej nie chce słyszeć.
To po co w takim razie przywiozłeś chłopca? dopytywała zaskoczona Natalia.
Teraz lato, a Ania jest w ciąży, już w sierpniu rodzi. Ciężko jej z Krzyśkiem, trzeba na niego mieć oko, ja ciągle w pracy. jeżeli przypilnujesz go do jesieni, zabiorę go potem z powrotem.
Przypilnuję, czemu nie. Ale czy on sam będzie chciał zostać tutaj, ze mną?
Nikt go nie pyta, mama powiedziała i koniec.
Slowa te zdziwiły Natalię, ale nie skomentowała. Ani nie znała, czego mogła od niej wymagać? Ośmioletni chłopiec nie przeszkadzał jej w domu, przecież to już nie maluch. A niedługo miał się urodzić jej własny wnuk lub wnuczka co za radość!
Następnego ranka syn odjechał, a Krzyś, naburmuszony, stał przy oknie.
Natalia podeszła do niego i powiedziała:
No, to zaczynajmy układać tu nasze życie. Możesz mi mówić babciu Natalio. Do której klasy przeszedłeś?
Do drugiej burknął bez entuzjazmu, choćby się nie odwracając.
Chodź, pokażę ci kury i sad. Truskawka już dojrzewa, niedługo będziesz mógł zbierać owoce.
Nie pójdę z tobą.
Dlaczego? Przecież nie będę ci dokuczać, a Atos, mój pies, też nie zrobi ci krzywdy, jeżeli się go boisz.
Mama powiedziała, iż jesteś zła. I tak nie będę tu długo. A psa się twojego nie boję.
No to ładnie! A mama sama mnie nie zna, skąd wie, jaka jestem? Siedź tu, jak chcesz, ja idę do obejścia, mam robotę, wnuczku.
Natalia wyszła z westchnieniem. Żal jej było chłopca. Najwidoczniej Ania mocno przeżyła relację z poprzednią teściową, iż przeniosła lęki i na nią i syna też ostrzegła. Ale nic, dobra i cierpliwość przekonają go.
Zabrała się do pielęgnowania ogródka i drobnych prac. Miała tylko kilka kur i parę kaczek z większym gospodarstwem nie dałaby sobie rady. Mleko, twaróg i śmietanę kupowała u sąsiadów, u matki Weroniki za kilka złotych. Czasem sama zanosiła jajka czy owoce.
Minął tydzień. Krzyś zaczął wychodzić na podwórze. Raz pogłaszcze Atosa, raz zje truskawkę prosto z krzaka. Nie garnął się do pomocy, a Natalia go nie zmuszała. Kiedyś musiała iść do sklepu, zaproponowała Krzysiowi, by poszedł z nią zgodził się.
W drodze powrotnej chłopiec rozgadany opowiadał jej różne rzeczy. Od tej pory zmienił się nie do poznania sprzątał w domu, podlewał grządki, karmił Atosa, zaprzyjaźnił się z sąsiadami. Wieczorami nie dało się go z domu zagonić.
Z pogodniejszą miną zabierał się do lektury “Robinsona Crusoe”, starej książki jeszcze po Arturze, ale czytał z zapałem i śmiał się przygód Piętaszka, póki babcia dziergała wieczorami. Przypomniało jej się dzieciństwo syna taki sam był żywiołowy chłopak!
W sierpniu przyjechał Artur szczęśliwy, z nowiną. Z Anią urodziła im się córeczka Julka. Jutro miał odebrać je ze szpitala, a dziś przyjechał podziękować i dowiedzieć się, jak się żyje Krzysiowi.
Tato, z babcią Natalią jest super! Mogę tu jeszcze zostać? A siostrę zobaczę, jak pójdę do szkoły.
Tak i został do września. Natalia spakowała prezenty dla wnuczki: własnoręcznie wydziergane maleńkie skarpetki, czapeczkę i lekką puchową kołderkę. Dla Ani przygotowała rękawiczki. Syn uścisnął ją i z wdzięcznością odjechał.
Sierpień gwałtownie minął. Krzyś z chłopakami grał w piłkę, gdy nagle na horyzoncie pojawił się samochód. Wszyscy rozstąpili się, patrząc na przyjezdnych. Samochód zatrzymał się przed domem Natalii. Wysiadła z niego Ania korpulentna, z dzieckiem na rękach, potem Artur. On przejął maleństwo, Krzyś biegł w ich stronę.
Mama przyjechała! krzyknął, ale potknął się o kamień.
Nie płakał jednak, gwałtownie przyłożył do kolana liść babki, jak nauczyli go koledzy. Ania przytuliła syna, złapała za rękę i weszła do domu za mężem.
Jak to Krzyś sam biega ulicą? zamiast przywitania zapytała chłodno.
Witaj, Aniu odpowiedziała spokojnie Natalia. U nas dzieci bawią się zawsze na dworze. Krzyś mi pomaga w domu i w ogrodzie, skoro już tu jest, czemu nie ma się pobawić?
Potem Natalia podeszła do wnuczki. Maleństwo spało spokojnie jak aniołek, a babci łzy popłynęły po policzkach.
Ugościła rodzinę ciepłym barszczem ze śmietaną i świeżym chlebem. Gdy usiedli do rozmowy, Ania oznajmiła:
Przyjechaliśmy po Krzysia. Szkoła niedługo. Pewnie jesteście już zmęczeni jego obecnością, a on sam czeka, żeby wrócić do Łodzi.
Krzyś zerwał się i zaprotestował głośno:
Nie chcę wracać do miasta! Chcę być z babcią Natalią! Mama, skłamałaś babcia nie jest zła, tylko dobra!
Twarz Ani spłonęła purpurą, w oczach pojawiła się złość.
Tak nie wolno mówić do mamy. Przeproś mnie i idź się pobawić, ale nie wychodź z podwórka powiedziała cicho Natalia.
Krzyś spuścił głowę, mruknął “przepraszam” i wyszedł.
Nie martw się o niego, Aniu. Jest cudowny, posłuszny. Dobrze go wychowałaś. A ja miałam dzięki niemu tyle euforii tego lata! Przyjeżdżajcie co roku, tylko się ucieszę.
Płacz dziecka przerwał rozmowę, Ania rzuciła się do córki. Dwa dni jeszcze rodzina spędziła u Natalii. Artur coś naprawiał, pomagał, Ania zajmowała się córką, teściowa gotowała, a Krzyś wciąż kręcił się z pomocą, chętnie opowiadając, jak dobrze mu tu było.
W końcu nadszedł czas wyjazdu. Artur pożegnał się z Krzysiem i Julką, wyszli na podwórze. Ania podeszła do teściowej, objęła ją i powiedziała ze wzruszeniem:
Dziękuję, mamo. Swojej już nie pamiętam, a nie wiedziałam, iż teściowa może być tak dobra. Wybacz mi. Bardzo kocham Artura to dobry syn.
Teraz już jest Twój, Aniu. A mnie wielka euforia spotkała. Krzysia przywoź co lato, pokochałam go jak własnego wnuka.
Tak się rozstali. Wszystko ułożyło się dobrze na zimę zabrali Natalię do siebie, by pomogła przy dzieciach i w domu. Teściowa z synową żyły teraz w zgodzie, ku ogromnej euforii Artura i rozbrykanego Krzysia.










