Słuchaj, muszę ci opowiedzieć historię, która mnie ostatnio uderzyła jak piorun. Wyobraź sobie Marta, nasza koleżanka z Krakowa, do niedawna żyła w przekonaniu, iż jej mąż Jacek to opoka, ktoś, kogo nigdy nie zawiedzie. I nagle, pewnego zwykłego dnia, Jacek prosto z mostu mówi do niej: Marto, już cię nie kocham. Wiesz, ona dosłownie zamarła stała jak głaz, a on szurał po mieszkaniu, pakował rzeczy i trzaskał kluczami. I to wszystko na nią spadło w najgorszym możliwym momencie parę tygodni wcześniej zmarł jej tata, a ona, mimo żałoby, musiała zająć się mamą i siostrą, która po ciężkim urazie głowy porusza się o kulach. Rodzinka mieszka w sąsiedniej Wieliczce, a synek Antoś zaczął akurat pierwszą klasę. A jeszcze w czerwcu w jej firmie było zwolnienie grupowe i Marta została bez pracy. Teraz Jacek odchodzi
Usiadła przy stole, objęła głowę ramionami i po prostu wybuchnęła płaczem.
Boże, jak ja mam żyć? Co robić? I jeszcze Antoś! Muszę po niego zaraz lecieć do szkoły!
Obowiązki zmusiły ją do zebrania się w sobie.
Mamo, płakałaś?
Nie, Antosiu, nie.
Tęsknisz za dziadkiem? Ja też. Strasznie mi go brak.
Wiem, synku. Ale musimy być dzielni, jak nasz dziadek on zawsze był silny. Teraz odpoczywa u Pana Boga. W pełni na to zasłużył, nigdy za życia się nie obijał.
A gdzie tata?
Hmm Pewnie znowu wyjechał w delegację. Jak tam w szkole?
Trzeba żyć dalej, prawda? Nie kocha? Nie da się zmusić do uczuć. W tej codziennej gonitwie coś jej umknęło.
Kiedy Antoś jadł obiad i układał plastikowe żołnierzyki, Marta zalogowała się na komputerze Jacka. Nigdy wcześniej tego nie robiła, ale dzisiaj coś ją podkusiło. Bez problemu weszła w jego pocztę nie zdążył usunąć ostatnich maili. I co znalazła? Miłość na całego tylko nie dla niej. Przez dziesięć lat była dla niego jasnym słoneczkiem, a po ośmiu latach walki o dziecko również naszą mamusią.
Wszystko się zmieniło. Musi przyzwyczaić się do nowego.
Ale najważniejsze było znaleźć pracę. Ani tytuł magistra, ani doświadczenie nie interesowały urzędniczki w krakowskim pośredniaku. Kilkaset złotych zasiłku nijak nie zmieniało sytuacji.
Co takiego się wydarzyło, iż spokojny, odpowiedzialny Jacek stał się kimś obcym? Myślała ciągle, może go po prostu coś nawiedziło. Ich wspólny dom był dopiero w trakcie budowy, na szczęście jeden pokój nadawał się do mieszkania.
Praca, jakże mi cię potrzeba! Marta znów miała ochotę się rozpłakać, ale nie miała kiedy.
Parę dni szukała roboty wszystko na nic. Antoś pierwszoklasista, jej samotność dawały jej minimalne szanse. I nagle, któregoś wieczoru, dzwoni jej chrzestny, Roman:
Marta, wrócił Jacek?
Nie.
A może pójdziesz jako magazynierka?
Serio?
Poważnie. Z przerwą w środku dnia. Mogłabyś zabierać Antosia ze świetlicy albo zapisać go na zajęcia dodatkowe. Płacimy dwa i pół tysiąca. Niewiele, ale zawsze coś. Przywieziemy wam jutro kartofli, cebulę i kurczaka.
Romku, mam swoje kurki żywią nas, jajka dają!
To nie zabijaj ich, niech dalej znoszą!
Dzięki, jak się trzyma Gabrysia?
Daje radę. Twarda kobita!
A wiesz on nigdy się nie żalił, choć Gabrysia, jego żona, przechodziła poważną operację i chemię. U niego zawsze wszystko w porządku. Marta wzdychała jest szansa, żeby jakoś przeżyć. I dzięki Bogu za tego kumpla.
Praca okazała się zrozumiała, a Marta znalazła chwilę, żeby zostać sam na sam ze sobą, popłakać, pomyśleć: co się adekwatnie wydarzyło?
Minęły dni, potem tygodnie, miesiące. Po roku od rozstania Marta zaczęła czuć głód, zaczęła spać spokojniej, śmiać się z synkiem, cieszyć się z jego sukcesów. Ból po zdradzie wracał, gdy Jacek przychodził po Antosia na weekend. Marta nie robiła przeszkód ich rozstanie nie miało sprawiać dziecku cierpienia. Miała ochotę zapytać, czemu była nie taka, choć wiedziała, iż nowa miłość Jacka zmieniła wszystko. Przywołała w pamięci cytat z jakiegoś filmu: Miłość trwa do pierwszego zakrętu, potem zaczyna się życie. Dla Marty zawsze miłość i życie to jedno. A dla niego?
W tym roku jesień, jak przedłużenie lata ciepła, drzewa wciąż zielone, pod blokiem gwar dzieciaków, w ogródku astry i chryzantemy aż czerwienią. Tamtego dnia Marta zauważyła spojrzenie Michała było inne, z tych, co się zapamiętuje. Może słońce mocniej świeciło? Może nuty z radia sąsiadki brzmiały głośniej? A może po prostu przyszła pora spotkać kogoś, zgodnie z planem losu.
Pomóc pani? Nie powinna pani tak się przeciążać
Jestem przyzwyczajona.
Źle, kiedy tak urocza kobieta przyzwyczaiła się nosić ciężary
Czy wszystkim paniom tak pan proponuje pomoc, czy dyżuruje pan przy sklepie?
Prawie dziś wyjątkowo się doczekałem! Patrzę od tygodni, dziś w końcu spotkałem odpowiednią dziewczynę.
Nie dało się nie roześmiać. Śmiali się jak dzieci szczerze, do łez.
Michał przedstawił się, a w oczach skakały mu iskierki.
Marta.
Marta, Marta, cudza żona, kojarzysz taką piosenkę?
Nie. Jestem wolna.
Niesamowite szczęście! Trafić na taki skarb i ona jest wolna. Ślepi wokół, czy co?
Widzę, iż z humorem u pana nie ma problemów. A poważniejszych spraw?
Z tym też dobrze. Marta, a może pójdziemy dziś do kina? Pogadamy.
Nie mogę, przepraszam, muszę odebrać syna ze świetlicy.
Nie wierzę! Ma pani syna? Przecież pani wyglądasz na dwadzieścia lat!
Mam trzydzieści pięć.
Ja też. Ale serio wyglądasz młodziej.
A co teraz?
Próbuję się ogarnąć. Każdy facet marzy o synu. A pani tak po prostu mówi, iż samotna A gdzie ojciec?
Wolałabym nie rozmawiać.
Rozumiem. Nie będziemy. To może w weekend? Możemy pójść na film dla dzieci, z synem.
W weekend Antoś jest z ojcem.
Nie chcę być nachalny. Ale jak tylko znajdziesz czas, zadzwoń. Masz moją wizytówkę. Jestem lekarzem, dziecięcy hematolog.
Poważna sprawa.
Fajnych dziewczyn nie mam czasu szukać.
Dobrze, Michał. Zadzwonię powiedziała szczerze.
Ja poczekam.
Ta jesień była magiczna dostała ją w prezencie. Promienie słońca, liście kolorowe jak paleta farb. Pogodne dni pozwoliły im odkryć wszystkie krakowskie parki. I ta delikatność, która rozbijała ból przeszłości, kręcąc ich w tańcu, pod kasztanami. Zbliżali się do siebie ostrożnie, aż Marta sama, po sześciu tygodniach znajomości, zaproponowała napijmy się herbaty.
Marto, nie gniewaj się dziś nie przyjdę. To dla mnie ważne, chcę wszystko przeżyć sam. Ufaj?
Weekend spędzili w Kazimierzu Dolnym, w domku wyglądającym jak mały zamek. W środku czysto i przytulnie, ale Marta widziała tylko ogromne, ciepłe oczy Michała upadała w ich bezkres. Nie wiedziała, iż najskrytsze między kobietą a mężczyzną mogło być tak słodkie.
Michał, co się dzieje? Jak ja żyłam bez ciebie? Tak mi z tobą dobrze!
Jesteś przecudowna! Najszczęśliwszy jestem na świecie!
Po kilku miesiącach nie mogli się już rozstawać.
Marto, wyjdź za mnie.
Michał, rozwód mam pod koniec miesiąca.
To od razu ślub nim ktoś inny się zainteresuje moją Martą!
Dziewczyna nie jest na sprzedaż, sama sobie sterem, ale ma ukochanego. Michałku, bez zbędnych ceremonii tylko podpis i jedźmy do tego zamku, gdzie zostałam twoją żoną już dawno.
Jak powiesz, tak będzie.
Roman i Gabrysia byli jedynymi świadkami. Mama z siostrą przysłały telegram z gratulacjami. Niedługo potem Michał wynajął dla nich dwupokojowe mieszkanie w Krakowie, razem je urządzali, tapetowali, urządzali gniazdko. Michał szczególnie zadbał o pokój Antosia choć już się znali, chłopak, dla którego mama i tata byli dwie połówki jabłka, z trudem podchodził do Michała.
Marto, nie zaniepokoiło cię, iż Antosiowi coś dolega? Chciałbym zrobić mu badania jest taki blady.
Michałku, on chyba bardzo przeżywa rozstanie. Dzieciom trudniej to ogarnąć. Czytałam, iż dla nich rozwód rodziców jest cięższy niż śmierć.
Masz rację, kochana. Sam przeszedłem rozwód rodziców świat się wali. Ale badania zróbmy, zgoda, Antosiu?
Gdy Michał wrócił z wynikami, Marta od razu zobaczyła, iż jest źle.
Marto, nie martw się. Są zmiany w krwi Antosia. Przeczucie mnie nie oszukało. Jutro go zabiorę.
To nieuczciwe za szczęście trzeba zapłacić taką cenę. Diagnoza: białaczka.
Ich życie przestawiło się natychmiast. Marta wzięła bezpłatny urlop nie wyobrażała sobie, żeby syn przechodził przez kroplówki, zastrzyki i badania sam. Trzymała go za rękę i powtarzała: Trzymaj się, syneczku! Jesteś dzielny! Zawsze byłeś moim przyjacielem. Zawsze razem, nigdy osobno.
Jak już nie miała siły, Michał ją zmuszał by odpoczęła, zostawał przy Antosiu. Spała kilka częściej gapiła się w sufit.
Zadzwonił Jacek, były, i zażądał by Marta wypisała się z niedokończonego domu.
Synem się zajmę sam. Będzie przychodził do mnie.
Lepiej, żebyś go odwiedził.
Nie mogę teraz. Wyjeżdżam.
Michał pogładził ją po ramieniu:
Martuniu, wszystko sami wypracujemy. Przeszłość zostaw.
Trochę żal. Zarabiałam całkiem nieźle, wszystko inwestowałam w dom Ale dziś ważniejsze jest Antoś.
Myśl tylko o nim. Ja dam radę, Bóg wie, iż dla rodziny żyję. On nas nie opuści.
Michałku, co z wynikami?
Robimy co trzeba. Póki co kiepsko.
Marta płakała po cichu. Nie wolno, żeby Antoś widział.
Panie Michale, a co z moją krwią?
Popatrz, masz w organizmie czerwone i białe stateczki. Teraz walczą.
Kto wygrywa?
Na razie białe.
A co teraz?
Pomagamy czerwonym.
Mamo, zabierzcie mnie gdzieś daleko. Już nie dam rady.
Martuniu, też myślałem: zawieźmy Antosia do naszego zamku. Teraz ładna pogoda, pochodzimy po lesie, odpocznie.
Wiosna rozkwitła krzewami i kwiatami. Spacerowali całą trójką po lesie, cieszyli się każdym kwiatkiem, każdą źdźbłem. Czasem Antoś zatrzymywał się i zamyślał.
Co się dzieje, synku, źle ci?
Mamo, nie przeszkadzaj mam bitwę morską.
Urlop gwałtownie minął. Syn wyraźnie odżył, rumieńce wróciły na policzki.
Mamo, a gdzie tata?
Na delegacji, synku.
Znowu? No ok.
Po powrocie do szpitala powtórzono badania. Sama kierowniczka laboratorium przyszła.
Panie Michale, gdzie był pański syn?
Niedaleko, w rezerwacie przyrody, dlaczego?
Wyniki są świetne. Remisja. Krew idealna.
Michał wbiegł do sali.
Antosiu, co robiłeś tam? Jest lepiej, synku. Nie płacz, Marto. On wraca do zdrowia. Co robiłeś?
Tato, pamiętasz, mówiłeś o statkach? Wygrywałem bitwy morskie czerwonymi.
Wyobrażasz sobie? Takie rzeczy dzieją się blisko nas. I wiesz co? Czasem, choćby po najczarniejszej nocy, słońce wychodzi i maluje świat na nowo.









