Próba poszerzenia pisarskiego repertuaru o elementy grozy to dla autora kryminałów zadanie co najmniej ryzykowne. Czytelnicy przyzwyczajeni do określonego stylu, konstrukcji fabuły i rodzaju napięcia często oczekują powtórki sprawdzonego schematu, a każde wyjście poza znaną konwencję może spotkać się z nieufnością. Jak poradził sobie Wojciech Chmielarz?