Horrory potrafią straszyć i fascynować, ale czasem zawodzą, ponieważ twórcy gubią sens gatunku. W historii kina powstały filmy, które miały przerażać, jednak zamiast tego wywołały śmiech lub irytację. Poniższy tekst przypomina te produkcje, oraz pokazuje, dlaczego zapisały się one w pamięci widzów w negatywny sposób.
Szczęki 4: Zemsta – rekin, który przesadził
Film Szczęki 4: Zemsta próbował kontynuować legendę, ale twórcy poszli za daleko, ponieważ postawili na absurd zamiast napięcia. Rekin zyskał niemal ludzką inteligencję, więc fabuła straciła wiarygodność i logikę. Scenarzyści ignorowali prawa natury, oraz mnożyli przypadkowe wydarzenia, dlatego widz nie mógł traktować historii poważnie. Efekty specjalne wyglądały sztucznie, a aktorzy grali bez przekonania, choć budżet pozwalał na więcej. Film próbował straszyć, jednak wzbudzał rozbawienie, ponieważ każda kolejna scena pogłębiała chaos narracyjny. Ostatecznie produkcja zniszczyła markę, oraz stała się symbolem nieudanej serii.
Puchatek: Krew i Miód – bajka, która poszła za daleko
Puchatek: Krew i Miód miał szokować, ale zamiast świeżości zaproponował pustą prowokację, ponieważ twórcy skupili się wyłącznie na brutalności. Film wykorzystał znaną postać, jednak odebrał jej urok i sens, więc widz otrzymał bezduszną rzeź. Produkcja stała się również jednym z najgorszych przykładów wykorzystania domeny publicznej, ponieważ twórcy sięgnęli po dorobek A. A. Milne’a wyłącznie po to, aby wzbudzić kontrowersje, a sam autor, metaforycznie rzecz ujmując, przewraca się w grobie. Scenariusz nie budował napięcia oraz nie oferował logicznych motywacji bohaterów, dlatego historia gwałtownie nużyła. Film zdobył aż pięć Złotych Malin, a jednocześnie zaskoczył wynikami finansowymi, ponieważ przy budżecie wynoszącym zaledwie 50 tysięcy dolarów zarobił niemal 8 milionów. Pod koniec warto dodać, iż powstała kontynuacja, która w porównaniu do pierwszej części wypada znacznie lepiej, ale mimo to przez cały czas daleko jej do poziomu kultowych slasherów.
Alone in the Dark: Wyspa Cienia – zmarnowany potencjał gry
Ekranizacja Alone in the Dark: Wyspa Cienia miała wykorzystać znaną markę, ale film nie zrozumiał materiału źródłowego, dlatego zawiódł oczekiwania. Twórcy zrezygnowali z klimatu grozy, oraz zastąpili go chaotyczną akcją bez napięcia. Bohaterowie działali bez sensu, więc widz nie mógł się z nimi utożsamić ani im kibicować. Dialogi brzmiały sztucznie, a montaż burzył rytm opowieści, choć gra oferowała solidne fundamenty. Film próbował być horrorem i kinem przygodowym jednocześnie, ale połączył te elementy nieudolnie, dlatego zapisał się jako przykład zmarnowanej adaptacji.

















