Najbardziej bolesne doświadczenie, które wydarzyło mi się w roku 2025, było jak dziwny sen utkany z mgły sen, w którym dowiedziałam się, iż mój mąż mnie zdradzał… a mój brat Michał, kuzyn Tomek i ojciec Jan przez cały czas wiedzieli o tym, jakbym była jedyną, która nie dostrzega pęknięcia w ścianie.
Byliśmy małżeństwem jedenaście lat. Kobieta, z którą miał romans, nazywała się Bogusława pracowała jako sekretarka w biurowcu w centrum Warszawy, gdzie także zatrudniony był mój brat. Naszą rzeczywistość splątała siatka przypadków i powiązań, rozmyta jak stare zdjęcie. Ich historia zaczęła się, gdy Michał przedstawił mi ją podczas korporacyjnego bankietu w Złotych Tarasach nie był to przypadek, raczej echo jakiegoś dawnego porozumienia. Potem spotykali się wśród rozmów o inwestycjach, na konferencjach i firmowych wigiliach, gdzie czas tańczył w rytmie brzdąkania szklanek pełnych wódki i cichego śmiechu. Tomek, mój kuzyn z Poznania, także obracał się w tym samym środowisku i często ich widywał. Wszyscy się znali, jakby życie naszych rodzin było jednym, szachowym ruchem.
Przez długie miesiące mój mąż Wojciech żył ze mną, grając rolę mężczyzny, który patrzy przez szybę, nie widząc burzy wszystko wydawało się zwyczajne, jak niedzielny rosół w rodzinnym domu. Chodziłam na przyjęcia imieninowe, rozmawiałam z Michałem, Tomkiem i z tatą Janem, nie mając pojęcia, iż kryją w sobie tajemnicę gorzką jak polska nalewka. Nikt mnie nie ostrzegł. Nikt nie szepnął choćby słowa. Z ich ust nie spadła ani jedna zgubna nuta, a ja chodziłam z nimi na spacery wokół Wisły, jakby nic się nie działo.
Gdy surrealistyczny październik przyniósł mi wiadomość niczym zimny wiatr z Krakowskiego Przedmieścia, najpierw skonfrontowałam się z Wojciechem. Jego oczy, jak patrzące przez mgłę, przyznały prawdę. Potem zadzwoniłam do Michała, pytając, czy wiedział. Przyznał szeptem: Tak. Spytałam, od kiedy. Odpowiedział, iż od miesięcy. Spytałam, czemu nic nie powiedział To nie moja sprawa, to między małżonkami. Z mężczyznami się o tym nie rozmawia padło z jego ust obojętnie jak padający deszcz na chodnikach Warszawy.
Tomek, kuzyn, usłyszał te same pytania. On również wiedział, twierdząc, iż widział gesty, wiadomości, które krążyły pomiędzy duszami niczym głosy w tramwaju. Zapytałam, czemu mnie nie przestrzegł. Odparł, iż nie chciał mieć problemów, iż nie wolno mu mieszać się w relacje innych. Jego słowa były jak echo w pustym kościele.
Na koniec, usiadłam przy kuchennym stole obok ojca Jana, pijąc herbatę z cytryną, gdzie choćby cienie wydawały się zamyślone. Zapytałam go, czy wiedział. Odpowiedział: Tak. Spytałam od kiedy. Powiedział, iż od dawna to czuł. Zapytałam, czemu nic mi nie powiedział. Mówił, iż nie chce kłótni, iż takie rzeczy rozwiązuje się między mężem a żoną, iż nie będzie się wtrącał. Słowa wszystkich trzech nakładały się na siebie, tworząc dziwną polifonię, jakby śniło mi się życie na opak.
Wkrótce potem opuściłam mieszkanie na Żoliborzu, wystawiając je na sprzedaż za kilkaset tysięcy złotych. Nie było krzyków ani scen, nie pobiegłam przez miasto szukając zemsty czy wyjaśnienia nie chciałam upokarzać samej siebie, choćby we śnie. Bogusława przez cały czas pracowała u Michała. Michał, Tomek i Jan spędzali ze sobą czas, rozmawiając o sprawach codziennych, jakby nic się nie zmieniło.
Na Wigilię i Sylwestra mama zaprosiła mnie do swojego mieszkania z balkonem na Ochocie; tam, gdzie cała rodzina miała się spotkać Michał, Tomek, Jan. Powiedziałam jej, iż nie dam rady, iż nie uniosę tej gry w zwyczajność przy wspólnym stole zastawionym barszczem i pierogami, gdzie w powietrzu zawisłyby niewypowiedziane słowa. Świętowali bez mnie, a ja byłam tylko cichym wspomnieniem wśród mrugających światełek choinki.
Od października nie miałam żadnego kontaktu z moim bratem, kuzynem ani ojcem. Myślę, iż przebaczenie jest dla mnie równie odległe, jak senne obrazy, które ulatują o poranku.
