Na tydzień przed Dniem Kobiet, zaledwie kilka dni przed 8 marca, z trudem opuściłam budynek sądu w centrum Krakowa. W oczach miałam łzy, a cały świat zdawał się zamglony. W uszach wciąż brzmiały mi słowa sędziego: Nie jesteście już małżeństwem. Dlaczego to mnie spotkało? Za jakie przewinienia otrzymałam taki los?
Wyszłam za mąż jako osiemnastoletnia dziewczyna. Było to szalone, młodzieńcze uczucie noce bezsennie spędzone na rozmowach i marzeniach, życie niby zwykłe, a jednak uniesione ponad codzienność. Przez pierwsze pięć lat czułam się szczęśliwa i kochana. Robiłam wszystko, by być idealną żoną: każdego ranka zanosiłam Wiktorowi śniadanie do łóżka, gotowałam wyłącznie jego ulubione potrawy bigos, pierogi, rosół po krakowsku. Dom zawsze błyszczał czystością, dbałam o wszystko.
Niestety, moi teściowie nigdy mnie nie zaakceptowali. Powtarzali, iż nie jestem odpowiednia dla ich syna, iż zasłużył na lepszą żonę. Ich słowa raniły i zaczęły wpływać na Wiktora widziałam, jak oddalał się ode mnie, stawał oschły i coraz częściej mnie krytykował.
Nasz jedyny syn, Michał, miał wtedy pięć lat. Wiktor początkowo uwielbiał go, rozpieszczał, zabierał na spacery po Plantach i na lody przy Rynku. Jednak z czasem, pod wpływem rodziców, którzy zaczęli mu powtarzać, iż Michał może wcale nie być jego dzieckiem (choć syn choćby miał ten sam dołek w brodzie, co Wiktor), zaczął traktować go ozięble, a sam coraz częściej bywał w domu swoich rodziców na Nowej Hucie. Ja zostawałam sama z dzieckiem w naszym wynajmowanym mieszkaniu. Gdy Wiktor wracał, już niemal codziennie wszczynał awantury. Starałam się być wyrozumiała, dbałam o siebie i o dom, wierząc, iż jeszcze wszystko się ułoży.
Pewnego dnia doszło między nami do sprzeczki, po której w złości uderzył mnie w twarz. Nie mogłam w to uwierzyć, to był szok. Mimo wszystko łudziłam się, iż jeszcze da się odbudować naszą rodzinę. Tymczasem Wiktor powiedział mi prosto w oczy, iż ma mnie dość i już nie wróci. Zostawił mnie i Michała. Prosiłam go, żeby nie rozbijał naszej rodziny, błagałam, by się zastanowił nie chciał jednak słyszeć.
Kochałam go wtedy jeszcze bardziej niż na początku. Po rozwodzie nie umiałam sobie z tym poradzić. Płaci co miesiąc niewielkie alimenty ledwie kilkaset złotych i wymaga ode mnie, abym zachowywała paragony za każdą bułkę, każdy słoik ogórków lub mleko. Muszę wysyłać mu zdjęcia każdego paragonu, błagać o kolejne złotówki. Były mąż nie czuje odpowiedzialności za nasze dziecko.
Rzadko kiedy odwiedza Michała a jeżeli już, to tylko na krótko lub zabiera go na weekendowe wypady gdzieś pod Kraków. Michał czuje jego chłód, coraz mniej chce się z nim spotykać. Były mąż uważa, iż to moja wina iż wpływam na syna i nastawiam go przeciwko własnemu ojcu. Tymczasem ja po rozwodzie sama nie mogłam się pozbierać. Schudłam, popadłam w depresję. Nieraz podnosiłam głos na Michała, choć miałam świadomość, iż nie powinnam.
Jak żyć z bólem serca i rozczarowaniem? Każdego dnia zaglądam na profile Wiktora w mediach społecznościowych, śledzę jego nowe życie. Właśnie dowiedziałam się, iż planuje ślub z inną kobietą. Znów moje serce rozdziera smutek.
Wiem już, dlaczego rzadko nas odwiedza i dlaczego Michał nie lgnie do niego. Rozumem pojmuję, iż to już definitywny koniec, ale serce wciąż nie potrafi się z tym pogodzić. Jak mam nauczyć się żyć na nowo?











