Na gorąco: Oni cię zabiją (They Will Kill You, 2026, reż. Kirill Sokolov)

zaslepieniobrazem.blogspot.com 1 godzina temu


Wszyscy, którzy mieli okazję obejrzeć film Oni cię zabiją, od razu wspominają o skojarzeniach z Quentinem Tarantino - i słusznie. To fakt, iż Kirill Sokolov jest wyraźnie zafascynowany swoim kolegom zza oceanu. Nieuzasadnione jest jednak szukanie tropów interpretacyjnych wyłącznie u twórcy Kill Billa. Rosyjski reżyser czerpie garściami z całej popkultury, umiejętnie mieszając gatunki i myląc konwencje. Horror, komedia, thriller, home invasion, parodia, a choćby obyczaj - to wszystko w Oni cię zabiją znajdziemy. W tym przypadku nieważne jest, od kogo czerpie, ale czy to działa. A tutaj trzeba powiedzieć z pełnym przekonaniem - działa, i to cholernie dobrze! Sokolov nie tylko świadomie zapożycza, ale również miksuje ze sobą znane konwencje, tworząc swój autorski sznyt. Poza wszystkim innym to w tym właśnie upodabnia się do Tarantino najbardziej.

Oni cię zabiją swoją siłę objawia szczególnie na dwóch polach. Pierwszym z nich jest zabawa z przyzwyczajeniami widzów. Sokolov nie sili się na całkowitą oryginalność, bo w takiej konwencji jest to zupełnie niepotrzebne. Pozwala, byśmy odnaleźli pozostawiony trop, i konsekwentnie prowadzi nas nim, co rusz go myląc - wystawiając tym na próbę nasze przyzwyczajenia. To sprawia, iż pozornie znane schematy niespodziewanie zyskują nową świeżość. Drugim polem, na którym film się wyróżnia, jest jego strona wizualna. Z niemałą przyjemnością obserwowałem sceny akcji, w których przerysowanie i wyolbrzymienie służyły humorowi. Niweluje to zarówno nadmiar przemocy, jak i odczucie przeładowania akcją. Wrażenie robią również wizualne zapożyczenia, na przykład z filmów japońskiej ekstremy czy zręcznościowych gier komputerowych 2D.

Oni cię zabiją zaskakuje świeżością pomysłów wynikającą ze szczerej miłości do kina. Kirill Sokolov dobrze się bawi, tworząc swoje filmy, i ta euforia udziela się widzom. Miejmy nadzieję, iż jego kolejne dzieła będą jeszcze śmielej eksplorować bezdenne zakamarki kultury popularnej ku uciesze gawiedzi, do której również i ja się zaliczam.


Idź do oryginalnego materiału