W Bieszczadach są miejsca, które od lat pełnią rolę nieformalnych punktów spotkań ludzi związanych z regionem nie tylko geograficznie, ale i emocjonalnie. Jednym z nich jest Oberża Zakapior w Polańczyku. To właśnie tam, co roku, odbywa się koncert poświęcony Przemkowi „Chmielowi” Chmielewskiemu, muzykowi, bardowi, postaci dobrze znanej w bieszczadzkim środowisku. To wydarzenie od początku miało charakter wspólnotowy. Nie jest to wyłącznie koncert w tradycyjnym znaczeniu, ale spotkanie ludzi, którzy znali Przemka, grali z nim, rozmawiali, dzielili codzienność, a dziś wracają, by muzyką i słowem podtrzymywać pamięć o jego obecności. Tegoroczna edycja, podobnie jak wcześniejsze, zgromadziła miłośników Bieszczad, przyjaciół oraz znajomych Przemka Chmielewskiego.
Coroczna tradycja spotkań i wspólnego muzykowania
Spotkanie w Oberży Zakapior od lat ma podobny przebieg: na scenie pojawiają się kolejni muzycy, wykonywane są utwory, pojawiają się wspomnienia, rozmowy i nieformalne rozmowy przy stolikach. To przestrzeń, w której nie obowiązują sztywne ramy scenariusza. Najważniejsze pozostają atmosfera, bliskość i wspólnota.
https://wbieszczady.pl/aktualnosci/wspolna-muzyka-wspolna-pamiec-bieszczadzki-wieczor-poswiecony-przemkowi-chmielewskiemu/hvymAys1PmCIUU90MfzcTak było również w tym roku. W wydarzeniu wzięli udział przyjaciele Przemka Chmielewskiego, a także jego rodzina. Wśród obecnych była również jego córka – Julia Chmielewska.
Jednym z charakterystycznych elementów tych koncertów jest zbiórka pieniędzy „do kapelusza”. Przez lata środki zebrane podczas wydarzenia trafiały do córki Przemka, Julii. Był to gest symboliczny, ale też bardzo konkretny – wyraz pamięci, solidarności i wsparcia. Także w tym roku zbiórka się odbyła, a goście byli bardzo hojni. Jednak właśnie w tym momencie wydarzenie nabrało nowego, nieoczekiwanego wymiaru.
Fot. Kamil Mielnikiewicz (Julia Chmielewska i Lidia Tul-Chmielewska)
Julia Chmielewska, córka zmarłego w 2017 roku Przemka, postanowiła przekazać zebrane pieniądze na rzecz Maksa Tockiego, młodego chłopaka, mieszkańca gminy Lesko. Maks choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Jest to rzadka, postępująca i śmiertelna choroba genetyczna, prowadząca do stopniowego zaniku mięśni. Z czasem powoduje ona utratę sprawności ruchowej, a następnie niewydolność oddechową i sercową. w tej chwili jedyną szansą na zatrzymanie rozwoju choroby jest nowoczesna terapia genowa, dostępna wyłącznie w Stanach Zjednoczonych.
Koszt leczenia jest ogromny i wynosi blisko 16 milionów złotych.
Skala wyzwania i znaczenie każdej formy wsparcia
Dzięki dotychczasowemu zaangażowaniu ludzi o wielkich sercach udało się zebrać już ponad 2 miliony złotych. To ogromna kwota, ale jednocześnie zaledwie część potrzebnej sumy. Droga do osiągnięcia pełnej kwoty wciąż pozostaje bardzo długa. W tym kontekście gest Julii Chmielewskiej nabiera szczególnego znaczenia. Zebrane środki (ponad 2300 złotych), które zgodnie z tradycją mogły trafić do niej, zostały przekazane dalej, do osoby, która znajduje się w bardzo poważnej sytuacji zdrowotnej.














