Chyba będę musiała trochę u was pomieszkać oznajmiła teściowa. Odpowiedź Magdy ją kompletnie zaskoczyła.
Słuchaj, Magda Marek nerwowo przeczesał włosy palcami mama po prostu znalazła się w trudnej sytuacji.
W jakiej niby trudnej sytuacji? Magda usiadła w fotelu, nie spuszczając wzroku z męża. Tydzień temu miała własne mieszkanie, pracę, plany na emeryturę. I nagle, bach, potrzebuje naszej pomocy?
Marek westchnął ciężko. Doskonale wiedział, iż musi powiedzieć żonie całą prawdę. Ale jak wyjaśnić jej, iż jego matka znów narozrabiała?
A wszystko zaczęło się od tego pechowego telefonu trzy dni temu.
Maria Antonina zadzwoniła w sobotni poranek. Jej głos był wyraźnie zmartwiony, niespotykanie cichy:
Mareczku, synku. Mam problem.
Jaki problem, mamo?
No wiesz… Pamiętasz, opowiadałam ci o Władysławie Forysie? Moim sąsiedzie?
Marek się spiął. Władysław Forys to ten emerytowany majsterkowicz, który pół roku temu bardzo za nią zabiegał. Marek ostrzegał mamę, iż facet jest podejrzany, ale ona nie słuchała.
I co z nim?
Okazał się oszustem. Pożyczyłam mu pieniądze. Dużo pieniędzy… Oczywiście na pokwitowanie. Teraz zniknął, a to pokwitowanie jest nieważne…
Marek poczuł, iż robi mu się gorąco i zimno jednocześnie.
Ile pieniędzy, mamo?
Niemal wszystkie oszczędności szepnęła Maria Antonina. I jeszcze pod zastaw dałam mieszkanie. Myślałam, iż zaraz odda… ale teraz bank domaga się spłaty, a ja nie mam nic.
Mamo, jak mogłaś…
Mówił, iż zakłada biznes! Obiecał oddać z procentem w pół roku roztrzęsiona Maria Antonina zaczęła płakać. Myślałam, iż się pobierzemy Chciałam mu pomóc.
Mamo, uspokój się. Co teraz zamierzasz?
Mareczku głos matki nabrał dawnej stanowczości mam plan. Sprzedam gwałtownie mieszkanie, rozliczę się z bankiem, a potem przeprowadzę do was. Przecież macie dużo miejsca, trzy pokoje.
Marek poczuł, jak boli go głowa.
Mamo, ale to mieszkanie Magdy.
Marek! oburzyła się Maria Antonina. Zapomniałeś, ile dla ciebie zrobiłam? I teraz mi mówisz, iż jakaś powstrzymała się iż twoja żona zostawi matkę na ulicy?
Nikt cię nie wyrzuca, mamo.
No i dobrze! ton stał się rzeczowy. Sprawa załatwiona. Już ustaliłam wszystko z pośrednikiem. W środę załatwiam formalności, w czwartek przywiozę rzeczy. Zwolnicie mi pokój, prawie nie zajmę miejsca.
Muszę porozmawiać o tym z Magdą.
O czym tu rozmawiać? w głosie zabrzmiała stalowa nuta. Co, nie jesteś głową rodziny? To przecież TWOJA rodzina! Twój obowiązek troszczyć się o matkę!
Formalnie mieszkanie jest Magdy próbował tłumaczyć Marek.
O, tak? Maria Antonina poczuła się dotknięta. To jesteś utrzymankiem? Wstydź się, Marek!
Mamo, nie o to mi chodzi.
Wszystko jasne przerwała zimno. Jutro rano podejmuję decyzję. Przyjedziesz pomóc się przeprowadzić.
Usłyszał sygnał zakończenia połączenia.
Marek spojrzał na telefon i jęknął. Jak ma to wytłumaczyć Magdzie?
Magda wróciła z jogi około siódmej wieczorem. Wypoczęta, uśmiechnięta. Marek akurat gotował kolację co zawsze oznaczało, iż będzie poważna rozmowa.
Co się dzieje? zapytała wieszając kurtkę.
Dzwoniła mama.
Uśmiech Magdy zgasił się odrobinę. Jej relacje z teściową były, delikatnie mówiąc, chłodne.
Czego chciała?
Wpadła w kłopoty.
Jakie kłopoty?
Marek opowiedział całą historię z Władysławem Forysem i jego oszustwem. Magda milczała, tylko kiwała głową.
I co dalej? spytała po wszystkim.
Chce się do nas przeprowadzić.
Rozumiem usiadła przy stole. A ty co o tym sądzisz?
Wydaje mi się, iż nie ma wyjścia.
Na serio? Magda uniosła brwi. A wynajęcie pokoju? A rodzina? A pomoc społeczna dla seniorów? Przecież w Polsce są takie instytucje.
Magda, to moja mama
I dlatego uważa, iż może decydować o naszym życiu? Magda odsunęła się od stołu. Marek, bądźmy szczerzy: twoja mama nigdy mnie nie akceptowała. Przez cztery lata małżeństwa ani razu nie przepuściła okazji, żeby mi dopiec.
Marek milczał. Wiedział, iż to prawda.
Pamiętasz jej komentarz na urodzinach Oli? ciągnęła Magda. „Prawdziwa gospodyni nigdy nie kupuje pierogów robi sama.” A przyszłam z pracy po dziewiątej!
Nie mówiła tego ze złości.
Tak ci się wydaje? A jej pstryczki, iż „porządne żony rodzą w pierwsze dwa lata”? Albo przesuwanie moich rzeczy na „właściwe miejsce”?
Marek wyczuł, iż z drobiazgów tworzy się coś poważnego.
Magda, ona już taka jest. Zawsze lubiła wszystko kontrolować.
Właśnie! Magda wstała. I chciałbyś, żeby kontrolowała nasz dom? Nasze życie?
Ale co ma zrobić?
Marek, jest dorosła. Niech sama sobie radzi z konsekwencjami własnych wyborów. Dostanie pieniądze ze sprzedaży mieszkania niech wynajmie lub kupi coś mniejszego.
Te pieniądze przejdą na spłatę kredytu bankowego.
To niech poszuka pomocy społecznej albo pracy. Są osoby po siedemdziesiątce, które jeszcze pracują.
Magda, przesadzasz
Nie powiedziała stanowczo. Nie zgodzę się mieszkać pod jednym dachem z kimś, kto mnie nie szanuje. I nie chodzi o własność mieszkania, ale o to, by nie przekształcić domu w pole bitwy.
Może tymczasowo? próbował przekonywać Marek. Dopóki czegoś nie znajdzie?
Tymczasowo? popatrzyła na niego z politowaniem. Naprawdę wierzysz, iż będzie szukać alternatywy? Przecież ona do tej sytuacji sama doprowadziła!
Myślisz, iż celowo?
A ty? Magda spojrzała przez okno. Kobieta, która całe życie pracowała jako księgowa, nie wie, by nie powierzać oszczędności obcemu? Skorzystała z okazji, by osiągnąć to, co chciała zamieszkać z nami!
Marek milczał. W głębi duszy przyznał Magdzie rację.
Marek odezwała się łagodnie żona, odwracając się kocham cię. Ale nie pozwolę, by ktokolwiek choćby twoja matka zniszczył nasze małżeństwo.
Objął ją mocno:
Co mam zrobić?
Zachować się jak dorosły facet. Powiedzieć mamie, iż masz swoją rodzinę, kochasz ją, ale własne życie budujesz sam.
Nie zrozumie.
To już jej problem, nie twój.
Następnego dnia Marek zadzwonił do mamy. Rozmowa była ciężka.
Jak to, „nie jesteście gotowi”? oburzała się Maria Antonina. Już wszystko ustaliłam! Mieszkanie sprzedane!
Mamo, możemy pomóc finansowo. Pomożemy znaleźć wynajem, opłacimy pierwsze miesiące.
Finansowo?! prychnęła. Mam własnego syna, własną rodzinę! Nie potrzebuję obcej łaski!
Mamo, to nie łaska. To moja decyzja.
Twoja decyzja!? głos bolał. Marek, dla ciebie wszystko poświęciłam! Tak się odwdzięczasz?
Jestem ci wdzięczny, mamo. Ale jestem dorosły, mam własną rodzinę.
Co za rodzina! wybuchła Maria Antonina. Rodzina to ja!
Mamo, dość.
Ach, dość?! jej głos stał się lodowaty. Dobrze. Wybrałeś. Żyj jak chcesz. Ale pamiętaj jak ci się będzie źle działo, nie licz na mój telefon!
Połączenie zostało przerwane.
Marek opowiedział wszystko Magdzie.
Powiedziała, iż ją zdradziłem westchnął.
Klasyczna manipulacja skwitowała spokojnie Magda. Przyzwyczai się. Wiesz, po śmierci taty moja mama też próbowała się do mnie wprowadzić. Obrażała się, gdy odmówiłam. Teraz dziękuje ma własne życie, znajome, pasje.
A jak naprawdę zachoruje?
Wtedy pomożemy, ale to nie znaczy, iż będzie mieszkać z nami.
Minął tydzień w napięciu. Maria Antonina nie dzwoniła. Potem zadzwoniła siostra Marka, Barbara.
Marek powiedziała zaniepokojona mama w szpitalu, zawał.
Co?! Jak to?
Lekarze mówią, iż stres. Sprzedaż mieszkania, kłótnia z tobą
Marek poczuł wyrzuty sumienia.
Jak się czuje?
Leży, łka. Cały czas pyta o ciebie. Powtarza: „Zobaczy, jak mu będzie żal, gdy mnie już nie będzie”.
Basia, przecież
Wiem, iż manipuluje zmęczonym głosem przyznała siostra ale i tak się martwię.
Wieczorem Marek opowiedział o wszystkim Magdzie.
Przyjedźmy do niej zaproponowała nagle Magda.
Serio?
Nigdy bardziej. Musi widzieć, iż nie zostawiamy jej.
W szpitalnej sali Maria Antonina wyglądała na drobną i zagubioną. Gdy weszli, odwróciła się demonstracyjnie do ściany.
Mamo powiedział cicho Marek jak się czujesz?
To cię obchodzi? odparła, nie patrząc.
Pani Mario zwróciła się Magda może porozmawiamy?
Teściowa powoli się odwróciła.
O czym tu rozmawiać?
O tym, iż jest pani w trudnej sytuacji. O tym, iż chcemy pomóc. Ale nie tak, jak pani chce, tylko jak możemy.
Nie potrzebuję litości.
To nie litość, tylko troska cierpliwie odpowiadała Magda. Pomożemy znaleźć wynajem, zapłacimy czynsz, będziemy odwiedzać, zapraszać gości. Ale pod jednym dachem mieszkać nie możemy.
Dlaczego? spytała Maria Antonina, pierwszy raz bez złości.
Bo potrzebujemy własnej przestrzeni. Pani też. Zawsze była pani gospodynią u siebie w domu. My mamy swoje przyzwyczajenia, swój tryb życia.
A jak się poczuję gorzej?
Przyjedziemy. W dzień i w noc. Ale to nie znaczy, iż trzeba mieszkać razem.
Maria Antonina długo milczała. Potem cicho spytała:
Naprawdę mi pomożecie znaleźć coś porządnego?
Oczywiście pokiwała głową Magda.
A będziecie przychodzić?
Pewnie. I w święta, i z wnuczką! Jest pani babcią przyszłych dzieci.
W oczach Maria Antoniny pojawiły się łzy.
Przyszłych?
Planujemy Magda się uśmiechnęła.
Myślałam wyszeptała teściowa myślałam, iż już mnie nie chcecie.
Chcemy.
Po miesiącu pomogli Marii Antoninie wynająć przytulne dwupokojowe mieszkanie przy parku. Pomogli się urządzić, przedstawili sąsiadkom. Zapisała się do klubu robótek ręcznych, poznała przyjaciółkę równie żywą emerytkę.
Od tej pory przychodziła raz w tygodniu. A gdy Magda urodziła córkę, Maria Antonina została najlepszą babcią na świecie.
Wiesz, Magda powiedziała raz dobrze, iż wtedy się nie zgodziłaś. Zestarzałabym się, gdybym się do was wprowadziła. A teraz mam tyle nowych zajęć!
Magda się uśmiechnęła:
Podjęliśmy adekwatną decyzję.
Marek, kołysząc maleńką córeczkę, myślał, jak ważne jest umieć powiedzieć nie choćby najbliższym. Czasem tylko nie pozwala uratować miłość.
A co wy byście zrobili, gdyby rodzina chciała rozwiązać swoje problemy waszym kosztem? Napiszcie w komentarzach.












