Zdecydowaliśmy się rozstać
Z Rafałem poznałam się na wykładzie z mechaniki kwantowej. Brzmi nudno, ale właśnie tam, wśród wzorów i teorii o wielu wszechświatach, odnalazłam bratnią duszę.
Siedział za mną, a ja wyczułam jego spojrzenie ciepłe, pełne zainteresowania. Po zajęciach podszedł nieśmiało i powiedział:
Przepraszam, przegapiłam poprzedni wykład. Widzę, iż robicie porządny notatnik i pismo macie piękne. Czy mógłbym pożyczyć go na kilka dni?
Nie ma sprawy. Nazywam się Zuzanna. Czy możemy przejść na ty? Rafał, tak?
Chłopak skinął głową, nie zauważając, jak wpadałem w rozmowę.
Poszliśmy do stołówki i przy kawie gadaliśmy tak swobodnie, jakbyśmy znali się od stu lat. O książkach, wykładowcach, absurdach bytu i o tym, jak grudzień pachnie jesienią. Rafał okazał się człowiekiem, z którym ciekawie rozmawia się i z którym milczenie brzmi lepiej niż słowa. Od pierwszego dnia stał się moim najlepszym przyjacielem.
Dlatego kiedy po trzech miesiącach, stojąc pod moim oknem z bukietem delikatnych tulipanów, zaproponował małżeństwo, od razu powiedziałam tak.
To wydawało się najlogiczniejszą rzeczą na świecie. Wszyscy krzyczeli: Stworzeni dla siebie!. Wierzyliśmy w to. Byliśmy jak dwie połówki jednego puzzla. Nie przewidzieliśmy jednak jednego między nami nie było ognia, tej iskry, od której serce zaczyna szybciej bić i oddech się zapina.
Nasza noc poślubna była urocza. Śmialiśmy się, rozlaliśmy szampana, gadaliśmy do rana, a potem zasnęliśmy przytuleni jak zmęczone dzieci. Wtedy po raz pierwszy poczułam dreszcz niepokoju. To było jak objąć najcudowniejszego człowieka na świecie, ale nie poczuć tego elektryzującego drżenia, o którym piszą w powieściach.
Żyliśmy spokojnie. Gotowaliśmy razem, chodziliśmy do kina, czytaliśmy sobie na głos książki. Było ciepło, przytulnie i bezpiecznie. Jak nosić najwygodniejsze kapcie na świecie. Pewnego dnia moja przyjaciółka Basia, patrząc na nas, westchnęła:
Wy jak starzy małżonkowie, którzy razem przetrwali trzy dekady.
W jej głosie nie było podziwu, a raczej litość. To myśl usiadła w mojej głowie jak pleśń. Zaczęłam odczuwać, iż tonę w cichym bagnie i coraz częściej przyglądam się nieznajomym w metrze. Nie dlatego, iż są lepsi od Rafała, tylko dlatego, iż patrzą na mnie zupełnie inaczej.
Prawda ujrzała światło po pół roku.
Siedzieliśmy w kuchni, Rafał z blaskiem opowiadał o nowym artykule naukowym. Patrzyłam na jego łagodną, mądrą twarz, na zainteresowane oczy i nagle ogarnęła mnie lodowata fala absolutnej jasności: Nie kocham tego człowieka tak, jak powinnam kochać mężczyznę.
To nie była nienawiść ani irytacja. To było gorzkie uświadomienie, iż popełniliśmy piękną, ale niewłaściwą pomyłkę: wzięliśmy najtrwalszą przyjaźń za miłość.
Tej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam obok, patrzyłam na jego twarz i czułam się potworem. Jak mogę zranić kogoś, kto jest dla mnie najcenniejszy? Straszniejsze było przekreślenie nas obu do życia bez miłości.
Rano, gdy parzył kawę i nucił pod nosem, wyznałam mu krótko, wpatrując się w blat, bo nie mogłam spojrzeć mu w oczy:
Rafał, nie mogę tak dalej. Nie kocham cię. Przepraszam, to był błąd.
Zamarł z dzbankiem w ręku.
Co co masz na myśli? jego głos drżał.
Mam na myśli to, iż nie jesteśmy mężem i żoną. Jesteśmy przyjaciółmi. Bardzo bliskimi przyjaciółmi. I zabiliśmy naszą przyjaźń, wkładając do niej obrączki.
Rafał położył dzbanek, usiadł na krześle i schował twarz w dłoniach. Jego barki drgnęły. Moje serce rozrywało się na kawałki. Chciałam go przytulić, cofnąć słowa, ale wiedziałam nie można. To byłoby jeszcze większe okrucieństwo.
Dlaczego? w końcu wydychał. Co zrobiłem nie tak?
Nic! wykrzyknęłam, a głos pękał. Robiłeś wszystko idealnie! Jesteś najlepszym człowiekiem w moim życiu. Ale między nami nie ma namiętności, Rafał. Przepraszam. Nie ma ognia. Jest tylko ciepłe, pewne światło. A ja, mając dwadzieścia trzy lata, potrzebuję ognia. Nie chcę, żebyś całe życie płonął tym cichym światłem dla kogoś, kto tego nie doceni.
Rozwód załatwiliśmy szybko. Tego dnia słońce jasno świeciło, pogoda była piękna. Rafał wyglądał na bladego i zagubionego. Trzymał wszystko w sobie, a ja czułam się jeszcze gorzej. Oczywiste, kto jest w tej sytuacji głównym złoczyńcą.
Nie przerywajmy kontaktu mruknęłam, starając się nie płakać. Proszę. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
Patrzył na mnie, a w jego oczach odbijał się tak głęboki ból, iż zaczęłam żałować swoich słów. Nie, Rafał nie mógł wtedy pomyśleć o przyjaźni.
Nie wiem, Zuzanno odpowiedział szczerze. Potrzebuję czasu.
Rafał odszedł, a ja została sama, z przekonaniem, iż własnymi rękami zburzyłam najcenniejszą relację w moim życiu. Jednak pod stertą winy i żalu tlił się mały płomyk nadziei nadziei, iż kiedyś znów będziemy się śmiać razem. Jako przyjaciele.
***
Kiedy ból ustąpił, Rafał zrozumiał, iż miałam rację. Nie powinniśmy przekształcać przyjaźni w romantyczny związek. Po pewnym czasie uraza opadła i znów zaczęliśmy się kontaktować. Nie próbował mnie odzyskać, nie dał żadnych okazji do niezręczności. Nie wspominał o naszym małżeństwie, nie zazdrościł, choć miałam przy sobie kilku adoratorów. Stał się moją stałą przyjaciółką.
Gdy miałam powód do smutku, zawsze mogłam zadzwonić, albo po prostu przyjechać i wylać łzy po kolejnym rozstaniu. A tak przy okazji, Rafał nie miał szczęścia w życiu uczuciowym. Był przystojny, wykształcony, młody wszystkie kobiety go lubiły. Jednak każde nowe spotkanie kończyło się szybko, bo zawsze brakowało czegoś.
Oczywiście wciąż mnie kochał i robił wszystko, by być w moim życiu jakkolwiek. To uświadomiłam sobie dopiero później.
Trzy lata później, na urlopie, zauroczyła mnie mężczyzna z Łodzi. Spędziliśmy razem cudowne dwa tygodnie, a pod koniec wyznał, iż chce się ożenić. Oczywiście się zgodziłam.
Rafała dowiedział się o tym od mojego brata i był tak załamany, iż odmówił spotkania przed moim wyjazdem:
Nie, Zuzanno, przepraszam, mam dużo pracy odparł suchą odpowiedzią na moje zaproszenie na kawę we dwoje.
Na dworcu brat opowiedział, iż Rafał w tajemnicy miał nadzieję, iż kiedyś mnie odzyska. A tu proszę! Szybkie małżeństwo, przeprowadzka do innego miasta.
Teraz twój były na pewno wyrzuci tę nieodwzajemnioną miłość z głowy, siostro zażartował, żegnając się.
***
Mój mąż również twierdzi, iż przyjaźń między mężczyzną a kobietą nie istnieje. A ja gwałtownie zacząłam tęsknić za Rafałem. Najpierw dręczył mnie poczucie winy iż nie zauważyłam jego uczuć, iż byłam egoistyczna. Potem zrozumiałam, iż brakuje mi naszych rozmów, nikt nie przeszedł ze mną tak wielu prób i nie zna mnie tak dobrze. Krótko mówiąc, nie miałam lepszej przyjaciółki niż Rafał.
Zadzwoniłam do niego po trzech latach i zaprosiłam na chrzest mojego syna. Zaskoczony, od razu się zgodził, nie zadając żadnych pytań.
Spotkaliśmy się na peronie sama.
Nic się w tobie nie zmieniło.
To nie była prawda, ale brzmiało przyjemnie.
Trochę dorosłeś, stałeś się poważniejszy.
No co ty, nie spałeś całą drogę nerwowo.
Przepraszam, iż wyjechałam, nie rozmawiając naprawdę wyszeptałam. Bałam się, nie wiedziałam, co powiedzieć. Rozstanie z tobą było bardzo trudne.
Spojrzał na mnie zaskoczony, a w jego oczach dostrzegłam ulgę, jaką sama czułam.
To miłość, co? westchnął, wyzuwając ostatnie napięcie. Przez te lata cierpiałem, a powinniśmy po prostu pogadać i pozostać przyjaciółmi.
Po godzinie byli już w domu, gdzie Rafał poznał męża Zuzanny i ich nieokiełznanego synka.
Trzy dni minęły jak jeden oddech.
Rafał bardzo polubił surowego górnika Marka, a z Zuzanną wspominali wszystko, oprócz wydarzeń sprzed jej wyjazdu Nie pytał, czy jest szczęśliwa. Widział to w jej spokojnych oczach, w sposobie, w jaki mówiła o mężu, w jej matczynym spokoju. To szczęście nie raniło go, a wręcz rozgrzewało.
Mam nadzieję, iż następnym razem odwiedzicie nas w rodzinnym domu powiedział Rafał, ruszając w stronę pociągu, i w tych słowach nie było ani odrobiny fałszu. Duch nieodwzajemnionej miłości w końcu odszedł.
Zuzanna uśmiechnęła się, a jej oczy zabłysły.
Na pewno. Najpierw znajdź tę jedyną. A potem będziemy przyjaźnić się rodziną.
Objęli się na pożegnanie mocno, po przyjacielsku, bez cienia starego bólu. Rafał wsiadł do wagonu, pomachał przez okno i usiadł na swoim miejscu.
Pociąg ruszył.
Rafał patrzył na oddalające się światła miasta i nie odczuwał już dawnej ciężkości. Zamiast tego ogarnęło go dziwne, nowe uczucie lekkość.











