Patrzę na chorych: jedni modlą się z żarliwością, na jaką człowiek zdrowy rzadko umie się zdobyć, wpatrują się w ołtarz z dziecięcą ufnością, zbyt głośno wymawiają nabożne słowa, drudzy stoją obojętnie, wsłuchani w toczące się w nich życie, odległe od realnego, ale może bliższe temu wiecznemu, nieogarnionemu przez czas ani przestrzeń.